Aż do śmierci – recenzja filmu

Po zwiastunie myślałem, że Aż do śmierci będzie kolejnym tanim horrorem typu home invasion, tym razem inspirowanym Grą Geralda Stephena Kinga. Uznałem, że dam mu jednak szansę, głównie ze względu na grającą w nim Megan Fox, której fanem jestem od pierwszego seansu Zabójczego ciała. Do kina wybrałem się z nikłymi oczekiwaniami. Teraz cieszę się, że miałem takie podejście do tego filmu, ponieważ wpłynęło to pozytywnie na mój odbiór produkcji.

Historia przedstawiona w Aż do śmierci nie jest specjalnie odkrywcza. Tak jak wspomniałem wcześniej, w filmie tym widać parę podobieństw do Gry Geralda, więc trudno nie porównywać tych produkcji do siebie. Kobieta wyjeżdża na romantyczną podróż z partnerem. Rano budzi się skuta kajdankami. W budynku nie jest sama. Po takim opisie trudno rozróżnić, o który film chodzi. Jedyną różnicą mogłoby być to, do czego bohaterka jest przykuta; łóżka czy zwłok męża. Pomimo tego Aż do śmierci potrafił się obronić jako niezależna produkcja.

W czasie seansu obserwujemy Emmę (Megan Fox), próbującą uciec nie tylko od zwłok swojego męża (Eoin Macken), ale także przed dwoma intruzami. Dodatkową motywacją dla bohaterki jest fakt, że jednego z mężczyzn już wcześniej spotkała i nie skończyło się to dla niej najlepiej. Aż do śmierci nie jest filmem nudnym. Z każdą sceną akcja narasta, trzymając widza w coraz większym napięciu aż do ostatniej sceny. Niektóre wątki mogą wydawać się oklepane, ale jest ich na tyle mało, że łatwo o nich zapomnieć. Bardzo mocnym aspektem produkcji były kreatywne sposoby, jakich używała Emma w czasie ucieczki.

 

 

Postać Megan Fox może być zaliczona w pewnym sensie do archetypu final girl (głównie przez popełnianie podobnych błędów, co inne bohaterki tego typu). Jest ona niezależna, odważna i nie poddaje się bez walki. Jest na pewno najciekawszą postacią w filmie. Niestety pozostali bohaterowie nie zostali choć trochę rozwinięci w takim stopniu, co Emma. Głównym antagonistą jest Bobby (w tej roli Callan  Mulvey) – bandyta, który wyszedł na probacji z więzienia. W filmie wspomniany jest powód, dlaczego nienawidzi on aż tak bardzo Emmy, ale zostało to ograne w bardzo ubogi sposób i można odnieść wrażenie, że mężczyzna chce zamordować bohaterkę tylko dla tego, że kilka lat temu broniła się, kiedy ją okradał.

Od strony technicznej Aż do śmierci jest dobrym filmem. Na szczególną pochwałę zasługują zdjęcia, ukazujące piękne, zimowe widoki lasu nad jeziorem. Klimat otaczającego bohaterów środowiska był na tyle dobrze odwzorowany, że nawet podczas seansu można poczuć powiem chłodu (nawet jeśli oglądacie film tak, jak ja; w gorący lipcowy wieczór).

Największym minusem filmu, oprócz „trochę” płytkich postaci jest jego scenariusz. Tak, trzyma w napięciu i wykorzystuje ciekawe sposoby na uniknięcie bandytów, ale jest dziurawy jak ser. Bohaterowie mają słuch wybiórczy; przez większość czasu akcji nie słyszą, jak Emma w dosyć głośny sposób przemieszcza się po domu, ale w drugiej połowie filmu każde, nawet najmniejsze skrzypnięcie podłogi jest dla nich głośne jak przejeżdżające obok auto.

Aż do śmierci jest nie jest filmem ani złym, ani wybitnym. Ma wiele mankamentów, ale także całkiem sporą ilość zalet. Na pewno wyróżnia się na tle innych horrów z podgatunku home invasion, więc mogę go polecić każdemu fanowi tego typu filmów. Nie wiem, czy jest to produkcja wymagająca obejrzenia jej w kinie, ale będzie dobrym sposobem na spędzenie nudnego wieczoru w domu (kiedy tylko pojawi się na DVD lub platformach streamingowych).


Autor: Damian Frątczak

Damian Frątczak

Zajmuję się głównie działem kultury. Kocham filmy, szczególnie horrory (nawet te kiczowate i tanie z 2003), ale także interesuję się muzyką i ogólnie popkulturą. Od dziecka jestem fanem simsów, filmów Guillermo del Toro i twarzy Nicholasa Cage'a.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi