Co teraz będzie?

Drogi pamiętniczku,

kiedy przekraczam próg budynku, na zewnątrz pada deszcz. Twarz okala mi puch zmierzwionych wilgocią włosów, deszcz spływa strugami po czarnym parasolu w białe groszki. Idealny pierwszy dzień, perfekcyjny nowy początek. Świat daje mi szansę na chwilowe bycie ninją, zakładam na twarz czarną maskę i dziarskim krokiem wchodzę do budynku.

Stop.

Przystanek pierwszy: czas zmyć z siebie wszystkie kinetyczne doświadczenia. Przybitą piątkę z tramwajowym biletomatem, czułe objęcia przyschodowych barierek, lekkie przepychanki z galeryjnymi drzwiami. Daję więc umyć sobie ręce przyjemnie rozproszoną mgiełką płynu antybakteryjnego, to jakby luksusowe.

Stop.

Serce i duszę mam gorącą, to wiem nie od wczoraj, ale przezornie sprawdzam jak miewa się moje czoło. Przystawiam więc głowę do całkiem przyjaźnie wyglądającej maszyny, sekunda i wiem, że 36,6 pozwala mi iść dalej.

Stop.

Jest cicho i pusto, jesienna aura otula Instytut przyjemnym półmrokiem. Tęskno do gwaru i tłumu, ale tak trzeba. Kameralnie. Widzę kilka postaci przede mną, posłusznie powłóczę nogami kilka schodków za nimi. Pogodzona z tym, że teraz trzeba śmiać się oczami, bo usta pokornie czekają na lepsze czasy. Nie bez powodu mawia się, że oczy są zwierciadłem duszy. No… to uśmiecham się i z wielką radością witam kolejny rok akademicki.

***

Obecna sytuacja jest dla nas wszystkich trudna. Możemy tupać nogami, denerwować się, zrzucać winę, ale po co? Przecież to nic nie zmieni, a w takim grymasie nawet najpiękniejszemu człowiekowi nie jest do twarzy. Nie jesteśmy samotnymi wyspami, chociaż teraz musimy dryfować odrobinę dalej od siebie.

Tworzymy wspólnotę, i to nie byle jaką, a takie wspaniałe ludzkie mieszanki przecież zawsze dają radę. To dajmy i teraz, może to dość okrągłe słowa, ale aby przetrwać tę cholerną pandemię z uśmiechem, wystarczy niewiele (przynajmniej w Instytucie). Wystarczy przestrzeganie zasad, które panują w budynku, dezynfekowanie dłoni, mierzenie temperatury ciała, noszenie maseczki i bycie o krok przed, lub ewentualnie krok za, towarzyszami korytarzowych wędrówek.

Przypomnijmy sobie tę frustrację, która towarzyszyła na początku zdalnie spędzanego życia akademickiego. Pamiętacie? Te deklaracje o tęsknocie za sobą nawzajem, zaciętymi dyskusjami z wykładowcami, za trzymaniem w ręku długopisu i kreśleniu szlaczków w notesie? No i teraz mamy szansę na to wszystko, a to, że w maseczkach… Nikt nie obiecywał, że życie to idealna kraina…

Proponuję umowę: bierzemy się w garść, jesteśmy grzeczni, uprzejmi, przestrzegamy zasad i cieszymy się z tego wszystkiego, za czym tęskniliśmy. Serio, to ważne, jesteśmy dorośli i bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale również za całą resztę. Może jeszcze kiedyś będzie normalnie.

PS Studenci zaoczni! Zorganizujcie sobie kroplówki z kawy. Stołówka jest zamknięta w weekendy.

PS 2 Jeśli ktoś wciąż będzie się złościł, że musi odwiedzać Instytut- zapraszam do mnie, chętnie przypomnę, na co narzekaliśmy (ja również) jeszcze kilka miesięcy temu.

Bądźcie szczęśliwi i zdrowi.

Wasza K!


Autor: Karolina Augustyn

Zdjęcie: archiwum prywatne / przy robieniu tego zdjęcia nie ucierpiał redaktor Kotkowski

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *