„Czarna owca” – recenzja

„Czarna owca” to komediodramat, który swoją premierę miał 13 sierpnia 2021 r. i bije rekordy oglądalności od chwili otwarcia kin. Polskie komedie cieszyły się dużą sympatią wśród widzów w latach dziewięćdziesiątych XX i na początku XXI wieku. Takie produkcje jak „Kiler”, „Seksmisja” czy „Dzień Świra” przeszły do historii polskiej kinematografii. Jednak w ostatnich latach coś się zmieniło. Rynek zasypały niemalże identyczne komedie romantyczne, banalne i często naiwne. Dlatego wybierając się na kolejną polską komedię, niewielu spodziewało się tak udanej produkcji.

Główny wątek filmu to słodko-gorzka opowieść o współczesnej rodzinie, w której każdy zmaga się z własnymi problemami. Dziadek Walenty (Włodzimierz Press) cierpi na postępującą demencję i wymaga nieustannej opieki. Jego syn Arek (Arkadiusz Jakubik) od miesięcy nie może znaleźć pracy. Najmłodszy z mężczyzn, Tomek (Kamil Szeptycki), próbuje robić karierę youtubera, co odbija się na jego związku. W 25. rocznicę ślubu żona Arka i mama Tomka, Magda (Magdalena Popławska), wyznaje szokującą prawdę o sobie. Kiedy w końcu tłumione emocje wychodzą na wierzch, bohaterowie zaczynają żyć na własny rachunek i dojrzewają do zmian, a przynajmniej tak im się wydaje.

Film ukazuje obecną rzeczywistość: sytuację polityczną, sytuację na rynku pracy, różnicę pokoleń w postrzeganiu świata, w podejściu do tradycji. Produkcja stanowi wręcz portret współczesnej Polski. Scenariusz został świetnie napisany, dialogi są mądre nawet wtedy, kiedy bohater doświadcza silnych negatywnych emocji. Na ekranie pojawili się utalentowani aktorzy. Mimo różnych doświadczeń i dłuższej lub krótszej drogi zawodowej, świetnie poprowadzili swoje postacie. Wyróżnić należy postać dziadka Walentego, który przez większość filmu jest obserwatorem wydarzeń z życia państwa Guzów. Okoliczności, w jakich się znalazł, choroba i obciążenie rodziny opieką nad nim, sprawiają, że jest postacią, której widz współczuje. Z drugiej jednak strony, absurdalne sytuacje, z jego udziałem składają się na wątek komediowy, a ten ciągnie zabawne domino. Film bawi i wzrusza. Cała produkcja jest znakomicie wykonana. W mojej pamięci utkwiła scena, w której obraz podzielony na pół przedstawia życie matki i życie ojca. W tym wszystkim jest syn, przeskakujący z jednej strony ekranu na drugą jako ich łącznik. Świetna praca kamer, zabawa kolorem. Stare mieszkanie i życie rodziny przepełniają barwy żółci, brązów, natomiast nowe ukazuje się w odcieniach bieli, a światło mocno rozjaśnia pomieszczenia i wprowadza świeżość. Pod koniec filmu, kiedy negatywne napięcie narasta, aby je rozładować zastosowano zabieg „kamp”. Zbliżyliśmy się w kierunku kiczu (szczególnie scena w szpitalu), ale nie dotarliśmy do niego, co jest kolejnym czynnikiem świadczącym o mądrym scenariuszu i przemyślanej produkcji. Tym samym widać szacunek względem widza i wiarę w jego inteligencję. Nie jesteśmy zasypywani tymi samymi gagami, doświadczamy ciekawej różnorodności emocjonalnej.

„Czarna owca” to bardzo udana produkcja, która może gromadzić widzów różnego pokolenia. Z całą pewnością każdy wyciągnie z niej coś dla siebie. Porusza trudne tematy, takie jak samoakceptacja, wartości rodzinne, problemy dorosłości i najtrudniejszy etap wkraczania w nią, podane jednak z wyczuciem dobrego smaku i humoru. Uczy i bawi.


Autor: Agata Jurewicz

Zdjęcie: Instagram

Agata Jurewicz

Pochodzę z miejscowości położonej przy styku trzech państw Niemiec, Polski i Czech. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu. Jestem zawodowym aktorem musicalowym i serialowym. Moją drugą pasją jest pisanie. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Szczególnie cenie sobie kreatywność, pracowitość i optymizm, którym sama staram się dzielić. Radość czerpię z podróży, słonecznych dni, muzyki i spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi