Drugie imię „Królowej dram” – Sanah (recenzja)

Zuzanna Irena Jurczak, znana jako Sanah, 7 maja wypuściła drugi album studyjny zatytułowany „Irenka”. Odkąd szturmem pobiła polskie listy przebojów kawałkami ze swojej debiutanckiej płyty „Królowa dram”, nie minął nawet rok. Czy w przypadku drugiego krążka będzie tak samo?

Muszę przyznać, że jeszcze dwa lata temu po usłyszeniu pseudonimu Sanah zmieniałam temat, wyłączałam radio. „Szampan” wylewał się z każdego kąta, leciał w centrach handlowych, Żabkach, wszystkich rozgłośniach radiowych. Można było odnieść wrażenie, że słuchają go wszyscy ludzie, których znamy. Nastąpił przesyt. Nie mogłam zrozumieć fenomenu artystki i masy  pochlebnych recenzji jej twórczości. Przy pierwszym krążku wydawała się dość „prosta”. Pojawiające się w ostatnich tygodniach single z drugiej płyty artystki stały się dla mnie okazją do dowiedzenia się, dlaczego tak naprawdę urzekła ona niemal cały kraj.

Sanah bardzo szybko mnie do siebie przekonała. Z pozoru proste, jak to nazwałam powyżej, teksty okazują się być ciekawą grą słów, która od razu trafia do słuchacza. Tematy, o których śpiewa artystka, są bliskie naszym sercom i właśnie dlatego tak łatwo się z nimi utożsamiamy. Zuzanna sama pisze i komponuje piosenki co zasługuje na wyróżnienie. Ujmująca prostota kryje się również w jej melodiach, które od razu wpadają w ucho. Pozostawiają one jednak tekst na pierwszym planie. Album „Irenka” składa się z dwudziestu pozycji, w tym siedemnastu nowych utworów. Pozostałe trzy to zapowiedź płyty, krótki uroczy monolog, piosenka „no sory”, która pojawia się w dwóch wersjach muzycznych, i „Interludium”, w którym usłyszeć możemy emocjonalną solówkę skrzypiec. Warto dodać, że Zuzanna jest z wykształcenia skrzypaczką. Ten instrument nie jest jej jedynym, grywa także na pianinie oraz gitarze. Płytę pod względem gatunkowym i pod względem emocjonalnym, możemy podzielić na pół. Z jednej strony pojawiło się świeże brzmienie, artystka wyszła spoza swojej lirycznej strefy komfortu. Słychać to w promującej płytę piosence „Ale Jazz”, która, co warto podkreślić, jest pierwszym duetem na koncie artystki. Mateusz Dopieralski – niemiecki aktor filmowy i telewizyjny pochodzenia polskiego, a także polskojęzyczny piosenkarz występujący pod pseudonimem Vito Bambino – jest drugą połówką wspomnianego duetu. Utwory „Co ja robię tutaj” czy „etc.” także reprezentują tę połówkę. Taneczne brzmienie, mieszanka lat 90. ze szczyptą współczesnego techno. Druga część to klasyczna Sanah, liryczna z nutą łez i sentymentów, jak w piosenkach „2:00” czy „No sory”.

Z całą pewnością fani artystki, którzy zakochali się w jej dziewczęcej, stonowanej odsłonie, słuchając „Irenki” poczują radość i satysfakcję. Wprowadzenie nowego brzmienia i zabranie słuchacza do świata, którego przynajmniej w tym wykonaniu nie zaznał, przyciągnie z pewnością grono nowych odbiorców. Warto dodać, że album został wydany w odpowiednim czasie – jak śpiewał zespół Varius Manx, „przyszedł maj, zamieszał w moim sercu”. Pogoda sprzyja długim wieczornym spacerom, randką pod gołym niebem czy piknikom z przyjaciółmi, a na każdą z tych okazji warto zabrać „Irenkę”.


Autor: Agata Jurewicz

Zdjęcie: mat. pras. radiozet.pl

Agata Jurewicz

Pochodzę z miejscowości położonej przy styku trzech państw Niemiec, Polski i Czech. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu. Jestem zawodowym aktorem musicalowym i serialowym. Moją drugą pasją jest pisanie. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Szczególnie cenie sobie kreatywność, pracowitość i optymizm, którym sama staram się dzielić. Radość czerpię z podróży, słonecznych dni, muzyki i spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *