Historie o duchach – recenzja „This Much I Know to Be True”

Andrew Dominik, australijski reżyser kultowego filmu Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, powraca po kilku latach nieobecności do świata kina nie z jednym, acz z dwoma filmami. Choć na premierę Blonde, które ukaże się na Netflixie, musimy poczekać jeszcze kilka miesięcy, w ograniczonej dystrybucji kinowej ukazał się najbardziej oblegany film, tegorocznych Berlinale — This Much I Know to Be True.

This Much I Know to Be True jest zapisem występu, który Nick Cave i Warren Ellis dali w opuszczonej fabryce w Bristolu podczas pandemii COVID-19, połączonym z dokumentem o życiu codziennym frontmana zespołu The Bad Seeds i procesie twórczym ich ostatnich płyt Ghosteen i Carnage.

Po raz pierwszy Cave’a zobaczyłem w gimnazjum, oglądając „Niebo nad BerlinemWima Wendersa. W jednej ze scen koncertuje w klubie wraz ze swoim zespołem. Zainteresowałem się jego muzyką znacznie później, mimo że Where the Wild Roses Grow, które nagrał w duecie z Kylie Minogue, przewijało się czasem w tle (głównie na notowaniach Topu Wszech Czasów Radia III). Moje nastawienie do owego muzyka zmienił właśnie western Andrew Dominika, do którego Cave, razem z Ellisem skomponowali ścieżkę dźwiękową, a także muzyka inspirująca się twórczością artysty piosenkarki St. Vincent.  Tak też otworzyły się przede mną  drzwi do Murder Ballads, P.J. Harvey i wielu pięknie melancholijnych piosenek.

Gdy koronawirus zamknął nas wszystkich w domach, artyści ucierpieli przez brak możliwości występowania i dostępu do swoich miejsc pracy. Niektórzy przetrwali to poprzez znalezienie sobie nowych zainteresowań, na przykład ceramiki w przypadku Nicka Cave’a. Film zaczyna się od pokazania jego prac, skupiając się na figurkach przedstawiających iście gaimanowe życie Diabła od narodzin aż do śmierci. Kolejne sceny dokumentalne, przeplatające występ muzyczny, portretują pół żartem pół serio codzienność artysty, współpracę z Ellisem (który według filmu kiedyś wygryzie frontmana i ich zespół będzie się nazywał Warren Ellis & The Bad Seeds), przygotowania do nagrania oraz relacje z bliskimi: synem Earlem i przyjaciółką Marianne Faithfull. Uwagę poświęcono też na pytania o życie, wszechświat i całą resztę, które fani zadają muzykowi za pośrednictwem strony The Red Hand Files. Całość tworzy złożony portret nie tyle artysty, ile nastroju egzystencjalnej niepewności, która zapewne towarzyszyła nam wszystkim, potęgowanej jedynie przez hipnotyczną muzykę.

Cave, jak na prawdziwego rockerboy’a przystało, ma za sobą bagaż wielu przeżyć: trudnych początków, uzależnień, śmierci ojca i dwóćh synów. Choć nie ma o nich mowy w filmie, to czuć w jego potrzebie do grania muzyki oraz kompozycji szukanie balansu, zanurzenie się w sztuce dającej odpowiednią ekspresję. Oniryczna i eteryczna płyta Ghosteen powstała z mieszaniny pytań z  The Red Hand Files i potrzeby stworzenia awersu ponurej Skeleton Tree powstałej pod wpływem śmierci 15-letniego syna Cave’a, Arthura (o procesie powstania tego albumu opowiada poprzedni film Dominika One More Time with Feeling). Carnage, z której pochodzi tytuł filmu, powstała już podczas pandemii i tematycznie brzmi jak coda Ghosteen, kończąca się jednak mniej otwarcie i bardziej optymistycznie. Jakby pomimo całej niepewności i wątpliwości, istniał powód, dla którego warto żyć, być na Ziemi. Tą właśnie nutą kończy się ostatnia piosenka z albumu Balcony Man, która zamyka również film.

W koncertach zawsze zachwycają mnie elementy wizualne: wielkie ekrany, lasery, miotacze płomieni. W przedstawionym w filmie bądź co bądź kameralnym występie nie obyło się bez  podobnych fajerwerków składających się jednak z przestrzeni koncertowych, jasnych lamp i pracy kamery. Wielka fala fabryki przypomina opuszczony kościół, synagogę, nadając chyba nieprzypadkowo wymiar sakralny występowi. Dominik podczas gry Cave’a i Ellisa dosłownie bawi się światłem. Synchronizując je z brzmieniami. Otaczając całą scenę cieniem, kieruje jupitery jedynie na pojedyncze osoby. Koloruje na przemian pomarańczowymi i biało-niebieskimi lampami. Z kolei operator Robbie Ryan, znany, chociażby ze zdjęć do Faworyty Jorgosa Lantimosa czy C’mon C’mon Mike Millsa, po raz kolejny daje popis swoich możliwości. Precyzyjny ruch kamery, kompozycja kadrów i tzw. color grinding są istnym majstersztykiem. Ryan razem z montażystą Matthew C. Hart w trakcie filmu często zmieniają format obrazu z szerokiego kinowego na węższy niemal kwadratowy i na odwrót, wzmacniając odbiór niektórych utworów i nadając bardziej intymny wymiar tworzenia muzyki.

Pandemia mocno odcisnęła się na świat kultury, pozbawiając nas koncertów muzycznych. Sam to odczułem kilka razy. Cieszę się natomiast, że niektórzy artyści postanowili podejść do tego problemu kreatywnie. Tym bardziej gdy angażują w to mistrzów w swoim fachu. This Much I Know to Be True wzbudza apetyt na inne dokonania zarówno Cave’a jak i Dominika. To film do obejrzenia, przesłuchania i przeżycia.


Autor: Kacper J. Kowalski

Zdjęcie: Wikicommons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi