Moment wdzięczności a szczęście

Kawa z przyjaciółmi, spokojny wieczór z książką czy ładna pogoda. Choć te rzeczy nie wydają się być niczym szczególnym, to mogą nieść za sobą pozytywne zmiany w funkcjonowaniu naszego mózgu. Wystarczy je tylko zauważyć i docenić, a na koniec dnia zapisać. Jak to dokładnie działa?

Szczęście nie jest stanem wyjściowym, nie trwa dniami czy godzinami. Jest ono zdecydowanie bardziej ulotną emocją – przychodzi na sekundy, czasami minuty. To może być wyjątkowo dobry akapit w książce, ciepło promieni słonecznych na twarzy w trakcie spaceru lub uświadomienie sobie, że osoba siedząca obok jest dla nas ważna i wartościowa. Po chwili uczucie radości przemija i świat wraca na wcześniejsze tory, czasami spokojne i pogodne, innym razem stresujące i ponure.

Te krótki urywki rzeczywistości mogą mieć jednak zbawinny wpływ na stan psychiczny człowieka, który je świadomie docenia.  Dostrzeganie dobrych momentów w swoim życiu i skupienie na nich uwagi, gdy trwają, może bardzo korzystnie wpływać na funkcjonowanie mózgu i ogólne samopoczucie. Takie podejście promuje m.in Shawn Achor, amerykański publicysta, promujący pozytywną psychologię i skupiający swoją pracę wokół zagadnienia dążenia do szczęścia. 

Pozytywna psychologia

Ojcem tej dziedziny badań jest Martin Seligman, który zauważył, że klasyczna psychologia opiera się na deficytach i powiązanych z nimi chorobach. Taki model skupia się na określeniu z jakim deficytem ktoś się mierzy, zdiagnozowaniu choroby (np. deficyt odczuwania szczęścia i przyjemności wskazuje na depresję) i odpowiednim jej leczeniu. Seligman jednak zwrócił uwagę na to, że dobrostan wymaga czegoś więcej niż braku choroby i ten system nie ma więc nic do zaoferowania osobom zdrowym.

Jego zdaniem psychologia powinna skupiać się również na wsparciu ludzi w ogólnej poprawie jakości i zadowolenia z życia. Stworzona przez niego dziedzina skupia się więc na badaniu szczęścia. Pozwoliło to jemu i innym psychologom określić, jakie okoliczności sprzyjają poczuciu prowadzenia szczęśliwego życia oraz opracować narzędzia, które wesprą ludzi w dążeniu do osiągnięcia tego stanu. Jednym z zagadnień, do których się odnosi, jest praktykowanie wdzięczności (ang. gratitude).

Co daje nam wdzięczność?

Seligman definiuje ją jako bycie świadomym i wdzięcznym za dobre rzeczy, które przytrafiają się w życiu i poświęcenie chwili na docenienie ich. Szczególnie ważnym elementem jest skupienie uwagi na przyjemnym bodźcu, ponieważ wdzięczność opiera się na technikach mindfulness. Regularne ćwiczenie tej umiejętności koreluje z pozytywnymi emocjami takimi jak szczęście, poczuciem sensu i satysfakcji z życia. 

Skupienie się na chwili wymaga zaangażowania możliwie wszystkich zmysłów i rejestrowania jej z uwzględnieniem dużej ilości szczegółów. Biorąc za przykład coś tak prostego jak moczenie stóp w jeziorze, swoją uwagę można skupić uczuciu piasku pod nogami, cieple słońca na skórze czy dźwięku rośli poruszanych wiatrem. Ważne jest też by pozostać myślami w danej chwili, czyli nie myśleć jednocześnie o wczorajszym spotkaniu z szefem czy liście obowiązków na jutro. 

Zdaniem Shawna Achora  nawet codzienne wypisanie 3 dobrych rzeczy, które się nam przydarzyły, wpływa na zmianę postrzegania rzeczywistości. Na listę można wpisać duże sukcesy, które niosły za sobą satysfakcję, ale też spokojny poranek czy komplement od bliskiej osoby. Według niego to proste ćwiczenie trenuje mózg w łatwiejszym dostrzeganiu pozytywnych aspektów życia, co podnosi ogólną satysfakcję.

Warto zaznaczyć, że Seligman podkreśla, że same szczęśliwe momenty nie tworzą szczęśliwego życia. Według psychologa do osiągnięcia satysfakcji konieczne są jeszcze relacje z ludźmi, poczucie celu (czegoś większego niż jednostka) i zaangażowanie. Samo ćwiczenie wdzięczności nie zmieni też niczyjego życia o 180 stopni, a dla osób z zaburzeniami takimi jak depresja może być wyjątkowo trudne. Nie mniej jednak dla przeciętnej osoby przy relatywnie małym wysiłku może wnieść trochę pozytywnych emocji.


Autor: Izabela Korona

Zdjęcie: Instagram (jiaqiiizhou)

Izabela Korona

Kiedyś uwielbiałam czytać horrory, marząc o karierze pisarki. Później dowiedziałam się, że demony istnieją i zapragnęłam je poskramiać na psychologii. Po roku zrezygnowałam, żeby wrócić do porzuconego marzenia pisania o rzeczach strasznych - poszłam na dziennikarstwo opisywać rzeczywistość. Za dnia czytam o ekologii, nierównościach społecznych i ukochanej psychologii. Nocami unikam deadlinów patrząc w gwiazdy i poszukując tej jedynej piosenki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *