„Na powołanie musiałam poczekać. Los tak podyktował i w moim przypadku spełnił się amerykański sen.” – rozmowa z Marianną Januszewicz

Marianna Januszewicz – młoda polska aktorka i artystka. Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wydziale Sztuki Mediów, studiowała również na Universität der Künste w Berlinie. Pierwsza duża rola przyszła wraz z serialem Prosto w serce (2010). Zagrała w Duchu w dom, Barwach szczęścia, Prawie Agaty, Ojcu Mateuszu, Hotelu 52, Śladzie, Na Wspólnej, Przepisie na życie, Plebanii oraz Przyjaciółkach. W jej dorobku znalazły się też filmy Miasto 44 (2014), polsko-włoski Tłumacz (2016), Nie zostawiaj mnie (2017), Studniówk@ (2018), Dywizjon 303, Historia prawdziwa i Proceder. W styczniu 2020 roku odbyła się premiera ukraińskiego filmu Viddana, który powstał na podstawie powieści Felix Austria Sofii Andruchowycz. Marianna Januszewicz zagrała w nim główną rolę służącej Stefanii Czorneńko.

 

Czym jest dla Ciebie aktorstwo?

Aktorstwo jest moją pasją. Na początku myślałam, że ono będzie moim sposobem na życie. Zaczęłam grać, gdy miałam 15-16 lat. Chodziłam do Liceum Plastycznego w Warszawie, gdzie miałam dużo zajęć artystycznych, a w międzyczasie pojawiło się aktorstwo. Ale przyszło do mnie zupełnie nieprzypadkowo – pochodzę z rodziny półartystycznej i półfilmowej. Mój tata jest operatorem, a mama plastyczką, dlatego zawsze byłam pomiędzy jednym a drugim. Zaczęłam wtedy dużo grać w serialach i aktorzy mówili mi, żebym nie szła do szkoły aktorskiej, a kontynuowała swój artystyczno-plastyczny zawód. W Polsce jest ogromna tradycja szkoły teatralnej, ale ciężko się tam uczyć, ponieważ studia trwają pięć lat, a na koniec są trudne egzaminy. Ale mimo tego, że byłam bardzo odważna i przebojowa, wizja edukacji tego zawodu absolutnie mnie przerażała. Wtedy wydawało mi się, że aktorstwo przestanie być moją pasją. Jednak na szczęście pozostało ze mną.

Rozumiem, że aktorstwo nie jest Twoim zawodem, czym się w takim razie zajmujesz?

Kończę Akademię Sztuk Pięknych, gdzie niedługo obronię dyplom magistra. Mój wydział Sztuki Mediów jest nowy i łączy sztukę nowoczesną, fotografię, film i performance, ale w znaczeniu bardziej konceptualnym. Jednak nie jest to dalekie od aktorstwa, bo po swojej edukacji artystycznej zauważyłam, że bardzo dobrze odnajdywałam się na planie, wiedziałam, jaki sprzęt jest wykorzystany, dobrze się czułam w środowisku aktorskim. Po roli w dużym filmie ukraińskim, Viddana, mam większą pewność siebie i powoli nazywam siebie aktorką. Pewnie gdyby nie pandemia, miałabym większą szansę zrealizować się w tej dziedzinie. Ale wszystko stanęło i zadaję sobie pytanie, czy bardziej wolę iść w stronę artystyczną, czy aktorską. Ciągle jeszcze się zastanawiam.

Ile lat jesteś w świecie aktorskim?

Już prawie 11 lat. Ale nie mogłam grać przez cały czas, bo zaangażowałam się w swoje studia artystyczne i wyjeżdżałam na wymianę studencką – byłam w Niemczech, gdzie spędziłam cztery lata. Grałam wtedy w niedużych projektach, ale nie na tyle, żeby traktować aktorstwo jako zawód, tylko jako to, co sprawia mi przyjemność. A kilka lat później nagle spadły na mnie film Viddana i rola Stefy. Trochę nie wierzyłam w to, że ktoś da szansę dziewczynie bez szkoły i bez znajomości języka. Ale spełniło się moje marzenie i dzięki temu mam nadzieję, że jeszcze będę mogła kontynuować i nadal rozwijać się w zawodzie aktorskim.

Opowiedz trochę więcej o wymianie z Niemcami. Czy zastanawiałaś się, żeby tam zostać, może były jakieś propozycje?

Berlin jest blisko Polski, ale to już zupełnie inny świat. Jakby pięć różnych miast w jednym mieście. Tam jest bardzo duże środowisko filmowe, najważniejsze szkoły filmowe w Niemczech, najsłynniejsze studia produkcyjne. Wtedy zaczęłam chodzić na castingi, szukać agencji, grałam drobne role, ale w pewnym momencie wróciłam do Warszawy. Zaczęłam pracować w telewizji jako redaktorka, ale też zwyczajnie jako kelnerka w kawiarni, miałam dużo doświadczeń, które, wydaje mi się, bardzo mnie zbudowały jako człowieka. Jednak w Niemczech miałam wrażenie, że zostałam wrzucona na głęboką wodę i nie wiedziałam, od czego zacząć. Dlatego akurat poważna rola Stefy przytrafiła mi się w fajnym momencie mojego życia, kiedy zdobyłam już jakąś dojrzałość życiową, nie bałam się wyjechać i zabrać się za tak duże przedsięwzięcie. Gdybym kilka lat wcześniej dostała propozycję zostania w Niemczech, to zawahałabym się, ale teraz, już po filmie Viddana, zgodziłabym się bez zastanowienia.

 

Посмотреть эту публикацию в Instagram

 

Публикация от Marianna Januszewicz (@marianna.januszewicz)

Kto zainspirował Cię do tego, aby rozwijać talent aktorski?

Tata. Pracował jako operator przy wielkich projekcjach filmowych, więc kamera zawsze była w domu. Normalnie jest często tak, że jak ktoś jest przed kamerą, to się strasznie spina, denerwuje. A dla mnie to było oczywistością. W dzieciństwie chodziłam też na rożne zajęcia teatralne, ale nigdy rodzice mnie nie namawiali na karierę aktorską. Kiedy miałam z 15 lat, koleżanka mojego taty szukała postaci do reklamy. To był mój pierwszy casting, ale bardzo specyficzny, ponieważ szukali osoby, która świetnie jeździ na rolkach. A ponieważ były one moją pasją, zostałam wybrana do tej reklamy. Jak po raz pierwszy znalazłam się na planie, zrozumiałam, na czym polega robota mojego taty. I to mnie bardzo zachwyciło.

Nie masz doświadczenia teatralnego, ale czy chciałabyś zacząć taką drogę?

Bardzo bym chciała posmakować teatru, ale może dlatego, że nie skończyłam szkoły teatralnej, nie wiem, jak to działa. Aktorzy teatralni zupełnie inaczej grają. Są bardzo głośni, otwarci, a mnie często chwalili za minimalistyczną i naturalną grę. Niestety jest tak, że szkoły teatralne mają niepisany limit wiekowy. Trochę żałuję, bo może gdybym wcześniej miała w sobie poczucie, że dam sobie radę w takiej uczelni, to podjęłabym tę odważną decyzję. Martwiło mnie to, że w szkole teatralnej zostanę skrytykowana, powiedzą, że nie mam talentu i nie pasuję do tego zawodu. Wydaje mi się, że te osoby, które mają silną psychikę,  mogą tam przetrwać, a ja wtedy totalnie nie wiedziałam, gdzie jest moje miejsce.

W filmie czy serialu? Gdzie czujesz się swobodniej?

Filmy i seriale to dwie zupełnie różne kategorie. Oczywiście teraz jest dużo fantastycznych seriali na Netflixie, gdzie są małe produkcje siedmioodcinkowe. Są to super projekty, przy których bardzo chciałabym pracować. Natomiast w serialu realizuje się 10 scen dziennie, a w filmie – 4-5 najwyżej. Serial to szybkość, więc nie ma w nim dużego pola do pracy nad tekstem i emocjami. To jest siłownia dla aktora: niezwykle dużo się gra i dużo się uczy. A praca w filmie jest bardziej przemyślana i złożona, więc to mi się zdecydowanie bardziej podoba.

Zagrałaś w różnych filmach, nawet zagranicznych. Może są jeszcze inne płaszczyzny, na których planujesz się rozwijać?

Z racji tego, że kończę studia artystyczne, mam wrażenie, że mam już duży pakiet umiejętności , aby móc się odnaleźć w wielu miejscach w pracy.  A jeśli bardziej aktorsko, to chciałabym spróbować jakichś kursów zagranicznych. Znam język angielski i niemiecki, ale zamierzam nauczyć się innych języków, bo są największą siłą, jaką można zdobyć. Teraz pracuję trochę w marketingu, prowadzę różne konta na Instagramie w czasie pandemii, robię zdjęcia i krótkie filmiki. Więc cieszę się, że jak nie ma możliwości pracować aktorsko, to wiem w razie czego, co robić. Natomiast najbardziej chciałabym jednak pracować nad sobą, nad kolejną rolą.

Jakie sytuacje motywują Cię do tego, żeby kontynuować aktorstwo?

Fajne jest to, że aktorstwo nie jest wcale nudne, że pozwala na rozwój, rodzi ciągłe wyzwania. Muszę być otwarta na ludzi, bo poznaję ich dużo. I to jest taki aspekt, który chyba trzyma aktorów w pędzie pracy i chęci dalszego rozwijania się. Przy filmie niesamowite jest również i to, że codziennie czeka na mnie inna scena, inne zadanie i sytuacja. To jest duża siła napędowa.

Od jakiego momentu zaczęła się Twoja prawdziwa kariera aktorska?

Kiedyś myślałam, że zaczyna się wraz z pierwszym dużym serialem, w którym grałam 10 lat temu. Ale dziś wydaje mi się, że miejscem, gdzie zaczyna się moja kariera, jest film Viddana – ogromny projekt, z dużą ilością przygotowań, z bardzo fajnymi aktorami, poważną reżyserią. Czyli tak naprawdę niedawno. Na powołanie musiałam trochę poczekać. Los tak podyktował, że było mi to pisane, bo  w moim przypadku spełnił się amerykański sen.

W 2020 roku zagrałaś główną rolę w filmie. Jak pracowało Ci się w innym kraju i czy wszystkie twoje oczekiwania się spełniły? Czy trudno było nauczyć się roli po ukraińsku?

Dostałam dużo komentarzy, że nikt nawet nie zauważył, że jestem Polką. Doskonale nauczyłam się wszystkich swoich tekstów i do końca dni zdjęciowych nie wiedziałam, że będę dubbingowana. Jak wyjeżdżałam do Kijowa, to jechałam w nieznane, bo niestety kino ukraińskie kojarzyło mi się wtedy z rosyjskim. Ale kawałek po kawałku zaczęłam rozumieć, jak w ogóle funkcjonuje ukraińska filmografia. Jak uczestniczyłam w Golden Dzyga (doroczna nagroda przyznawana przez Ukraińską Akademię Filmową w dziedzinie filmu)  razem z producentką, byłam bardzo zdziwiona, że  tak wiele młodych ludzi odbiera nagrody za reżyserię, role, że mają takie sukcesy. Na początku zastanawiałam się, dlaczego do tak dużego komercyjnego projektu wzięli polską aktorkę, która nie zna języka. I właśnie przyjemnie się zaskoczyłam, że miałam mnóstwo pozytywnych opinii, ludzie uwierzyli w historię mojej bohaterki Stefanii. Gdybym jeszcze miała okazję zagrać w ukraińskim filmie, to bardzo chętnie bym to zrobiła. Nawet miałam już propozycje, ale pandemia te plany zawiesiła. W Polsce był bardzo popularny ukraiński serial Zniewolona i miałam castingi do trzeciego sezonu, ale kwestia zamkniętych granic, trudności organizacyjnych póki co uniemożliwiła pracę.

 

Посмотреть эту публикацию в Instagram

 

Публикация от Marianna Januszewicz (@marianna.januszewicz)

Jaki jest Twój ulubiony film, do którego często wracasz?

Pamiętam, że pierwszym filmem, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, był Titanic. Gdy jako dziecko byłam na obozie językowym, strasznie go przeżywałam. To było dla mnie trudne doświadczenie i jak rozmawiałam z tatą o swoich uczuciach, to mi w końcu powiedział, że wszystko zostało nakręcone na basenie i żebym nie dramatyzowała. Wtedy cały czar tego filmu dla mnie prysnął. Teraz właśnie, jak oglądam coś, nie potrafię tego zrobić neutralnie. Bo domyślam się, jak jakaś scena była skonstruowana. I często, jak oglądam Titanica, myślę o tym basenie.

Bardzo lubię też stylistykę filmów Almodovara, a szczególnie podoba mi się film pt. Volver. Gdybym mogła chociaż poznać tego reżysera, to byłby duży sukces, bo jego filmy są zawsze barwne, emocjonalne i piękne.

Nie jest tajemnicą, że aktorstwo wymaga dużego wysiłku i nie da się osiągnąć sukcesu, nie pracując ciągle nad sobą. Jednak rodzina, znajomi też potrzebują czasu. Jak udaje Ci się balansować między swoją pracą, a spędzaniem tego czasu z bliskimi?

Jak byłam młodsza, musiałam połączyć szkołę i dużo pracy. Ale prawdą jest też to, że im więcej miałam do zrobienia, tym lepszą miałam organizację. W przypadku wyjazdu do Kijowa musiałam zostawić wszystko na trzy miesiące. Wtedy zaczęłam spotykać się z chłopakiem i też miałam wątpliwości, czy to wszystko jakoś mi się uda. Największą rzeczą, którą możesz dostać, to jest akceptacja twoich bliskich. Wykonujesz nietypowy zawód, nigdy nie wiesz, czy nie zadzwoni telefon i czy nagle nie znajdziesz się w innym kraju. Ale właśnie to jest najciekawsze w tej pracy. Moi bliscy na szczęście akceptują to, co ja robię, i rozumieją, że czasami jestem niedostępna.

Co jest dla Ciebie opus magnum Twojej kariery aktorskiej?

Wydaje mi się, gdybym miała do zagrania bardzo trudną emocjonalnie rolę, może gdyby ona ode mnie wymagała drastycznych zmian fizycznych, zgolenia włosów, może dużego schudnięcia albo nauczenia się gry na pianinie. Jeśliby ta rola zmuszała mnie do czegoś takiego, to byłoby niezłe doświadczenie.

Jaki aktor jest teraz Twoim wzorem do naśladowania?

Nie mam wzorca w kontekście życia, które prowadzi, ale bardzo podoba mi się gra aktorska Diane Kruger i Marion Cotillard, ponieważ we wszystkich rolach się zmieniają, dla mnie są aktorkami-kameleonami. A z polskich aktorek bardzo lubię Agatę Kuleszę, którą znam jeszcze z okresu nastoletniego, bo jest uniwersalna.

Uczyłaś się w Liceum Plastycznym. Dlaczego postanowiłaś, że akurat w takiej szkole chcesz się uczyć?

Jako dziecko wykazywałam zainteresowanie i rysunkiem, i malarstwem. Ta szkoła dała mi miękkie umiejętności, czyli zdolności manualne, podkreśliła moje upodobania. Zastanawiam się, czy poszłabym na ASP, gdybym nie skończyła Liceum Plastycznego. Zawsze jak gdzieś jadę, to sprawdzam, czy są otwarte galerie i wystawy. Gdybym była po matematycznym liceum, miałabym może bardziej zamknięte myślenie. Moja szkoła wpłynęła na wyobraźnię i łatwiej mi jest teraz grać, bo jak widzę plan, to po prostu się nim inspiruję.

 

Посмотреть эту публикацию в Instagram

 

Публикация от Marianna Januszewicz (@marianna.januszewicz)

Jakie miałaś ciekawe doświadczenia związane z zawodem podczas powstawania filmu czy serialu?

Miałam kiedyś bardzo ciekawy projekt kręcony we Włoszech, gdzie musiałam zagrać po rumuńsku. Byłam tak zestresowana tym faktem i tak zapamiętałam tekst, że do dzisiaj jestem w stanie powiedzieć go o północy, bo jest tak trudny. Miałam scenę, gdzie kłóciłam się z chłopakiem przez telefon, i pamiętam, jak aktor wtedy nie przyjechał i musiałam odpowiadać na jego tekst, który mi ekipa podrzucała po włosku. To było bardzo dziwne i trudne doświadczenie. A w filmie Viddana musiałam rozmawiać z obrazami i rybami. Uważam, że te moje artystyczne studia zbudowały we mnie abstrakcyjne myślenie, dzięki któremu rozmowa z rybami wyszła mi całkiem dobrze.

Co byś poradziła początkującym aktorom?

To jest bardzo fajne pytanie. Uważam, że żadna praca nie hańbi i każde doświadczenie, które mamy, może się nam kiedyś przydać. Mnóstwo moich znajomych pracowało w przeróżnych miejscach i zawsze tak było, że wszystkie umiejętności, które gdzieś zdobyli, potem im się przydawały w pracy nad rolami. Przez jakiś czas pracowałam jako kelnerka i myślę, że to mi pomogło poradzić sobie w zagraniu Stefy. Należy też szukać kontaktów do reżyserów castingu, do innych aktorów, próbować wejść w to środowisko, bo nigdy nie wiemy, gdzie ktoś może nas zauważyć. Jeszcze dobrą radą jest oglądać filmy pod kątem tego, jak to było zagrane i próbować samemu to zrobić. Warto wierzyć w siebie, iść cały czas do przodu i słuchać konstruktywnej krytyki tylko swoich autorytetów. To jest bardzo ważny klucz do sukcesu.


Autor: Zosia Poplavska

Zdjęcia: megogo.net, Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *