Niezbyt strasznie za oceanem – recenzja American Horror Stories

Pod koniec sierpnia po ponad rocznej przerwie wystartował najnowszy sezon popularnego serialu American Horror Story zatytułowany Double Feature. Chwilę wcześniej jednak twórcy, by umilić fanom oczekiwania i przy okazji zarobić na znanej nazwie, zdecydowali się nieco zmodyfikować starą formułę. Efekt? Bardzo nierówny spin-off. 

Przy American Horror Stories, producenci Ryan Murphy i Brad Falchuck po raz kolejny bawią się strukturą antologii. Podczas gdy jednak specyfiką ich oryginalnego serialu było to, że każdy z sezonów odpowiadał inną historię, nowa produkcja sięga o krok dalej. Trochę na wzór Black Mirror, czy kultowej Strefy Mroku, Stories miało charakteryzować się inną fabułą co odcinek. Ostatecznie niezupełnie trzymano się tej zasady. 

Aż w trzech z siedmiu epizodów (1, 2 i 7) twórcy zabierają widzów do nawiedzonej kalifornijskiej posiadłości, Murder House. Miejsce, to jest doskonale znane fanom oryginalnej serii, bo właśnie tam rozgrywał się jej pierwszy sezon. 

1×01 Rubber WomAn

Tym razem do domu sprowadza się  Scarlett (w tej roli Sierra McCormick) – nastolatka z zapędami sadomasochistycznymi i jej dwaj ojcowie (grani przez Matta Bomera i Gavina Creela), którzy planują przerobić budynek na atrakcję turystyczną. Ot, normalna rodzinka. Oczywiście niespodzianką nie jest, że bohaterom nie będzie dane długo pomieszkać w spokoju i dość szybko dadzą im o sobie znać duchy poprzednich lokatorów. A tych przez lata nagromadziło się co niemiara. 

 Powrót do Murder House miał być gratką dla widzów, ale efekt końcowy jest taki, że otrzymaliśmy przysłowiowy odgrzewany kotlet. Życie mieszkańców domu toczy się niczym słaby sitcom (w pewnym momencie zresztą oni sami zażartują na ten temat). Jasne, gdzieniegdzie ktoś komuś poderżnie gardło, ale nawet rozlew krwi ogląda się tutaj bez większych emocji. Podobnie jest z wątkiem romantycznym, który rozgrywa się pomiędzy Scarlett a Ruby (po debiucie aktorskim Kai Gerber, nie ma wątpliwości, że lepiej radzi sobie w modelingu) – duchem zbuntowanej dziewczyny, która kilka lat wcześniej zabiła się na tyłach domu. Nie sposób nie doszukiwać się tu podobieństw do relacji Violet i Tate’a z oryginalnej serii, ale w przeciwieństwie do nich, związkiem Scarlett i Ruby szybko traci się zainteresowanie. A twórcy jak na przekór wysuwają właśnie ten wątek na pierwszy plan.

Kolejne odcinki również nie są bez skazy. Jednym z powodów może być po prostu nierówny stosunek złożoności fabuły do krótkiej formy. Dzieje się tak np. w zatytułowanym Drive In epizodzie trzecim. Przyśpieszony rozwój zdarzeń,  mający na celu domknięcie historii pewnej przeklętej kasety wideo (skąd my to znamy…) w zaledwie 40 minutach, wydaje się nienaturalny. Podobny problem jest w przypadku odcinka szóstego — Feral, choć ten akurat broni się niezłymi plot twistami (kto zgadnie co, czai się w lasach Wielkiego Kanionu?) i na tle całego serialu wypada przyzwoicie. Specyficznym przypadkiem jest natomiast epizod The Naughty List. Opowiada on o czterech młodych mężczyzn, którzy w drodze ku internetowej sławie nie znają zahamowań. Twórcy mocno skupili się tu na ukazaniu irracjonalnych aspektów kultury influncerskiej, co trzeba przyznać było dość ciekawym pomysłem,

1×03 Drive In

ale chyba nieco zapomnieli, do jakiego gatunku należy kręcony przez nich serial. Tytułowy horror na ekranie zaczyna się dopiero w końcowych 10 minutach, a przez cały odcinek, zamiast strachu można poczuć tylko zażenowanie.

Najmocniejszym ogniwem produkcji jest BA’AL — piąty w kolejności epizod. Przedstawiona zostaje w nim historia młodego małżeństwa, które po latach bezskutecznego starania się o potomstwo, ucieka się do co najmniej niecodziennych sposobów walki z niepłodnością. Dziewięć miesięcy później w ich domu co prawda faktycznie zawita syn, ale wraz z nim także starożytny upiór. Choć motyw demonicznych sił związanych z narodzinami dziecka w popkulturze pojawiał się już nie raz, twórcom udało się ugryźć go od zupełnie innej strony i stworzyć ciekawe, pełne zaskoczeń show. Wisienką na torcie jest świetna rola Billie Lourd, która wcielając się w postać rozemocjonowanej matki, prezentuje się aktorsko z najlepszej strony.

Poza kilkoma przebłyskami i niezłymi występami gościnnymi – poza wspomnianą Lourd, warte uwagi są także role Johna Carrolla Lyncha (odc. 3), Danny’ego Trejo (odc. 4) i

1×05 BA’AL

Cody’ego Ferna (odc. 6) – American Horror Stories mocno stoi w cieniu oryginalnego serii. Starych fanów nie usatysfakcjonuje a nowych raczej nie zachęci do dalszej przygody z twórczością Murphy’ego i Falchucka. Ci co prawda zapowiedzieli już, że produkcja doczeka się drugiego sezonu, ale bez niego też nikomu krzywda by się nie stała.


Tekst: Jessica Krysiak

Zdjęcia: Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi