Nokautujący cios

Dzisiaj świat funkcjonuje tak samo, jak w przypadku każdej tragedii. Operujemy statystykami, prognozujemy, szukamy ukojenia. Przeświadczenia, że ten najgorszy dzień właśnie mija, a „jutro” przyniesie nowe rozstrzygnięcia. Ostatecznie ludzkość nie ma żadnej kontroli nad żywiołem, on wciąż osłabia i wyniszcza. Wyniszcza człowieka fizycznie, psychicznie, ekonomicznie, społecznie. I w najbliższych tygodniach nie przestanie, a pozwoli się poznawać z coraz gorszej strony.

Media funkcjonują tendencyjnie, ograniczając koronawirusa do statystyk. Wykresy i liczby zasypują przekaz medialny, co skutkuje pozbawieniem potencjalnych odbiorców emocji, współczucia, umiejętności przełożenia odległej rzeczywistości na tę bliższą sobie. Trudno wyobrazić sobie moc żywiołu, jeżeli brakuje namacalnych dowodów. One się co jakiś czas pojawiają, ale znikają zakrzyczane kolejnymi cyferkami. To właśnie dramaty jednostki, pojedynczego istnienia, wpływają na wyobraźnię najmocniej. W trudnych chwilach, niezależnie od dystansu, drugi człowiek jest nam najbliższy. Dlatego, by lepiej uświadamiać, należy mówić o ludziach, nie liczbach.

W lawinie doniesień z całego świata natrafiłem na informację, która była inna. Niestety, swoją wyjątkowość musiała zawdzięczać tragizmowi, ale takie historie, jak ta Francisca Garcii chcą istnieć, bo muszą być namacalnym świadectwem dramatu spowodowanego pandemią. Mimo tego, że 21-latek w statystykach widnieje tylko jako jedna z dotychczasowych 491 ofiar koronawirusa w Hiszpanii, jego śmierć nie będzie jedynie cyferką w statystyce. Garcia był trenerem, który kształtował piłkarsko dzieci w klubie Atletico Portada Alta. Pierwszy potężny cios przyjął wtedy, gdy dowiedział się, że choruje na białaczkę. Charakter sportowca nie pozwolił mu się poddać, więc podjął rękawicę i zaczął walczyć. Bardzo szybko na jego drodze pojawił się kolejny rywal – koronawirus, a Francisco jako pacjent onkologiczny, był szczególnie narażony na zakażenie. Nie udało mu się zapobiec zarażeniu. Ostateczny, nokautujący cios zadadł Hiszpanowi wirus. Wirus, który nie chce pozwolić o sobie zapomnieć i rośnie w siłę.

Klub wydał stosowne oświadczenia, złożył kondolencje rodzinie. Tych kondolencji od momentu wybuchu pandemii było już naprawdę wiele, ale wciąż wydają się one bardzo odległe dla tych, którzy funkcjonują i żyją codziennością. Za statystykami kryją się ludzie, którzy nie byli w stanie pokonać swojego, najtrudniejszego jak dotąd, przeciwnika. Francisco Garcia nie jest tylko liczbą. Jest historią, która w tych trudnych czasach powinna być drugiemu człowiekowi najbliższa.

Dawid Walczuk

Dawid Walczuk

Sport zawsze był czymś więcej. Nauczył mnie wszystkiego, co w życiu ważne, łamiąc wszelkie stereotypy. Sport to przede wszystkim ludzie, emocje, tysiące inspirujących historii. A ja jestem w środku i czerpię pełnymi garściami. Dziś może w innej roli niż marzyłem jako dziecko, ale staram się realizować i spełniać sportowe marzenia gdzieś z boku. Pasja wciąż ta sama, co 15 lat temu, kiedy pierwszy raz kopałem piłkę. I to się już pewnie nie zmieni...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *