Normalna nienormalność – recenzja „Zakochany do szaleństwa”

Intrygująca kobieta, przystojny mężczyzna oraz wspólna noc, która magicznie wszystko zmienia, to niewątpliwie esencja „porządnej” komedii romantycznej. Niby oklepany schemat, a wciąż tak bardzo uwielbiany przez spragnionych uczuć odbiorców. Przypadkowe spotkanie bohaterów, jedno zalotne spojrzenie i już wiemy, że na szklanym ekranie narodziła się miłość. Czy jednak wzorcowy happy end będzie możliwy, gdy romans przestanie być tak szablonowy, a „Zakochany do szaleństwa” przeniesie go do zakładu psychiatrycznego?

Historia Adriego oraz Carli zaczyna się w barze, gdzie pomimo wszelkich stereotypów to dziewczyna podrywa chłopaka i proponuje mu namiętny wieczór bez zobowiązań. Układ miał być prosty – jedna upojna noc, szalona zabawa i nigdy więcej wspólnych spotkań. Jednak oczarowany kobietą Adri, nie potrafi potraktować tego spotkania jako jednorazowej przygody. Rozczarowany zbyt szybką rozłąką, postanawia za wszelką cenę odnaleźć intrygującą nieznajomą.

Poszukiwania doprowadzają go do szpitala psychiatrycznego, w którym Carli jest pensjonariuszką. Zdeterminowany Adri, wykorzystując swoje znajomości, „staje się wariatem” i pod pretekstem choroby trafia do tej samej placówki. Jednak po raz kolejny wydarzenia rozwijają się nie po jego myśli i planowany krótki pobyt w zakładzie zamkniętym przemienia się w mimowolną terapię psychiatryczną.

Zakochany do szaleństwa” zdecydowanie spełnia wszystkie „wymogi” komedii romantycznej. Przyszli zakochani poznają się przez przypadek. Następnie stopniowo odkrywają swoje prawdziwe uczucia, żeby w końcu wyznać miłość. Nie zapomniano również o kłótni, która na pewien czas rozdziela kochanków. Finalnie jednak bohaterowie uświadamiają sobie, że nie mogą bez siebie żyć i tym sposobem otrzymujemy przesłodzone pojednanie.

Można by więc uznać, że „Zakochany do szaleństwa” to kolejna przewidywalna, chwilami nieco nudna  historia miłosna. Lecz Dani de la Orden – reżyser filmu – postanowił nagiąć utrwalony schemat i dać widzom coś więcej niż tylko romantyczną opowieść ze szczęśliwym zakończeniem.

Osadzenie wątków w szpitalu psychiatrycznym pozwala nam spojrzeć na fabułę z innej strony. Uwięziony w placówce Adri poznaje historię nie tylko Carli, ale także pozostałych pensjonariuszy. Walka o rodzinę i zwyczajną pracę czy normalne postrzeganie przez otoczenie to problemy, z którymi na co dzień wykluczeni przez społeczeństwo pacjenci muszą się zmagać. Niestety jednak większość zaburzeń jest przedstawiona w sposób stereotypowy. Wprowadzone wątki dramatyczne niewątpliwie zakłócają tak dobrze nam znany szablon prostej komedii romantycznej i sprawiają, że gwarantowany happy end zaczyna być coraz bardziej niepewny.

Poruszający scenariusz stworzony przez Natalie Duran oraz Erica Navarro nadaje hiszpańskiej komedii również wymiar edukacyjny. Film w ciekawy sposób zaciera granicę między światem „wariatów” a rzeczywistością zdrowych ludzi, podkreślając istotę odpowiedniego leczenia wszelkich zaburzeń.

Na pochwałę zasługuje również nieprzerysowana gra aktorska. W złożoną postać Carli cierpiącej na dwubiegunowość wcieliła się Susane Abaitua, a jej ukochanego Andriego zagrał Álvaro Cervantes. Jednak „Zakochany do szaleństwa” to już nie tylko historia dwojga zakochanych. Przekornie poboczne wątki pacjentów zakładu psychiatrycznego zaczynają się przebijać na pierwszy plan, a nawet momentami motyw miłosny staję się dla nich tylko tłem.

Zakochany do szaleństwa” to pełna wzlotów i upadków komedia romantyczna, która jednak wyróżnia się subtelnym humorem bez tandetnych wulgaryzmów. Szalona historia Carli i Andriego nie ogranicza się do przesłodzonego love story. Jest to wprowadzenie do o wiele bardziej złożonej fabuły, która nieraz zaskoczy i wzruszy widza. Hiszpańska produkcja skłania do przemyśleń i nie daje gotowego zakończenia. To odbiorca podejmuje decyzję czy bohaterowie dostaną swój happy end.


Autor: Oliwia Józefowiak

Zdjęcie: Instagram

One thought on “Normalna nienormalność – recenzja „Zakochany do szaleństwa”

  • 20 kwietnia, 2021 o 7:05 pm
    Permalink

    Po kilkukrotnym obejrzeniu filmu doszłam do wniosku, że koniec to nic innego jak zmiana manii (lub hipermanii) w depresję. Stąd ta interpretacja „Żegnaj” na smutno, Też tak myślicie?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi