Ojcowskie porady na zdrady – recenzja filmu „Na lodzie”

W swojej najnowszej produkcji Na lodzie, której premiera miała miejsce pod koniec zeszłego roku na platformie Apple+, Sofia Coppola po raz kolejny sięga po temat relacji międzypokoleniowych. Widać tu trochę inspiracji komediami Woody’ego Allena, segmentem Nowojorskich opowieści autorstwa jej ojca, Francisa Forda, i jednym z poprzednich filmów reżyserki – Między Słowami. W efekcie miała powstać słodko-gorzka opowieść z uniwersalnym przesłaniem, jednak pod tytułowym lodem woda jest nieco płytka.   

Laura (Rashida Jones) i Dean (Marlon Wayans) to para niemal żywcem wyjęta z katalogu pod hasłem „współczesna rodzina w Nowym Jorku”. On – zapracowany biznesmen, ona – walcząca z kryzysem twórczym pisarka, która próbuje napisać książkę przed zbliżającym się nieubłaganie deadlinem. Razem wynajmują duży apartament w jednej z dzielnic Manhattanu i wychowują dwie, posiadające nieskończone zasoby energii, kilkuletnie córki.    

Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia główna bohaterka odnajduje w walizce męża damską kosmetyczkę i zaczyna podejrzewać go o romans z atrakcyjną asystentką. Zaniepokojona kobieta zwraca się o pomoc do swojego ojca. A ten akurat na temat zdrad wie całkiem sporo, w końcu w przeszłości zostawił matkę Laury dla innej kobiety.   

Felixowi, w którego rolę znakomicie wciela się Bill Murray, daleko do typowego dziadka. Emerytowany handlarz dziełami sztuki porusza się po mieście limuzyną (choć zdarza mu się też usiąść za kierownicą zabytkowego alfa romeo), flirtuje z każdą napotkaną kobietą i uczy wnuczki, jak skutecznie oszukiwać w karty. To charyzmatyczny lekkoduch, który od czasu do czasu lubi wtrącić w rozmowę kontrowersyjne, wręcz filozoficzne anegdotki. Na zawołanie córki przybywa niemal od razu i deklaruje zrobić wszystko, co w jego mocy, by przyłapać potencjalnie niewiernego zięcia.    

„Czy mógłbyś być tym nieco mniej podekscytowany? Moje życie prawdopodobnie się rozpada” – mówi do niego poirytowana Laura, ale Felix w roli szpiega czuje się wprost fenomenalnie. I nie pomogą tu żadne działania reżyserki, która stara się ukazać go jako seksistowskiego snoba. Choć Jones gra nieźle i jest wiarygodna, to właśnie bohater Murraya kradnie całe show, wzbudzając w widzu największą sympatię.   

Na lodzie to skromna produkcja, która niestety nie wyróżnia się na tle innych wielkomiejskich obyczajówek. Zobaczymy tu kilka humorystycznych scen, głównie tych z udziałem Felixa, jednak to za mało, by mówić o komedii. Wątek dramatyczny występuje krótko i sprawia wrażenie napisanego jakby w ostatniej chwili.   

Oko cieszą kolorowe wnętrza budynków, ale ładna scenografia to już niemal charakterystyczny element twórczości Coppoli. Na pochwałę zasługuje natomiast praca operatora Phillipa Le Sourda, który ukazuje miasto w niesamowicie żywy sposób. Potrafi tym wręcz wywołać tęsknotę za czasami sprzed pandemii. 

 Mimo banalności, film ogląda się całkiem przyjemnie. Jeśli szukamy więc lekkiej, a przy tym nieogłupiającej pozycji na leniwe popołudnie, będzie to niezły wybór. 


Autor: Jessica Krysiak

Zdjęcie: Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *