Ostatni taniec Lewisa Hamiltona – czy w 2021 roku czeka nas odejście mistrza?

Przed nami zapowiadający się arcyciekawie sezon 2021. Aktywne legendy Formuły 1 znane nam z ubiegłych lat coraz częściej wymieniane są jako potencjalnie wypadający ze stawki zawodnicy. Część z nich ustępuje miejsca w czołowych zespołach młodszej gwardii zawodników. Inni z kolei nadal prezentują wysoki poziom na czele stawki. Czy warto jednak kontynuować obfite w sukcesy kariery, ścigając się na końcu stawki? Może w tym przypadku „odejście na szczycie” to lepsza taktyka. Lewis Hamilton pomimo swojej wybitnej formy i ciągłych sukcesów może znaleźć się w gronie żegnających się z F1 po nadchodzącym sezonie kierowców.

Minął już miesiąc od zakończenia szalonego sezonu 2020. Równie prędko zbliżamy się do przedsezonowych testów i rozpoczęcia kolejnych zmagań. Niemal wszystkie niewiadome co do składów zespołów czy rozkładu wyścigów w kalendarzu są już jasne (mając jednak na uwadze to, że ze względów pandemicznych ten zapewne będzie ulegał ciągłym zmianom).

Główną kwestią, która nadal pozostaje bez wyjaśnień, jest ta paradoksalnie najważniejsza. Lewis Hamilton – aktualny mistrz świata nadal nie posiada kontraktu na starty w sezonie 2021. Zarówno on, jak i zarząd zespołu Mercedesa nie potrafią dojść do porozumienia, które zadowoli obie strony. W środowisku fanów sportu mówi się sporo o tym, że Lewisa na polach startowych już nie zobaczymy i jesteśmy świadkami smutnego końca wspaniałej kariery. Ja jednak uważam, że Hamilton podpisze niezadowalający go do końca kontrakt i pojedzie w nadchodzącym sezonie, który będzie jego pożegnalnym.

Skąd tak abstrakcyjnie brzmiące założenie? 

Przede wszystkim jest to teoria o wiele bardziej prawdopodobna niż to, że do porozumienia ostatecznie nie dojdzie. Nadchodzący sezon będzie ostatnim z obecnymi regulacjami sportowymi. Co to oznacza? Ograniczenia dotyczące projektowania bolidów zmienią się diametralnie. Formuła 1 dąży do poprawy warunków, które umożliwią bliższą i bardziej zaciętą walkę na torze.

Obecnie pojazdy są mocno skomplikowane pod względem aerodynamicznym i to powoduje, że kierowca, podążając za innym, w zakręcie traci około 50% docisku. Upraszczając – jazda za kimś do najprostszych nie należy, bolidy ślizgają się i stają się bardzo trudne w prowadzeniu. W przyszłym roku konstrukcje będą wyglądały zdecydowanie inaczej: liczba aerodynamicznych dodatków się zmniejszy i utrata docisku będzie wynosiła według założeń tylko 10%. Walka na torze powinna być więc ciekawsza.

Kolejną istotną zmianą będą limity wydatków na dany sezon. Zespoły dadzą radę wydać taką samą kwotę na budowę bolidu, co spowoduje, że te biedniejsze paradoksalnie będą w podobnej pozycji, co najbogatsze. 

Hamilton ma powody do myślenia

Jako że zmiany te są dość istotne, to nie ma gwarancji, że układ stawki będzie wyglądał podobnie jak obecnie. Ostatnia wielka rewolucja, która miała miejsce w 2014 roku, uczyniła Mercedesa zespołem nie do pokonania przez kolejnych 7 sezonów. Jest to jedna z największych dominacji w historii sportu.

Hamilton wygrał od tego momentu 6 kolejnych tytułów mistrzowskich i w sumie ma ich na koncie 7. Aktualnie jest najbardziej utytułowanym statystycznie kierowcą i brakuje mu jednego mistrzostwa świata, aby został samodzielnym rekordzistą pod tym względem. Współpraca Mercedesa z Brytyjczykiem układa się wzorowo i to połączenie jest przepisem na sukces. Zdecydowanie najlepsze bolidy w stawce pasują stylowi jazdy Hamiltona – “Srebrne Strzały” to zespół ułożony pod niego. To on znajduje się w centrum uwagi wszystkich jego członków.

Brak zwycięstw czy podiów tego duetu można kategoryzować jako wielkie niespodzianki. Bo faktycznie w ostatnim sezonie inny zwycięzca wyścigu niż Hamilton oznaczał, że zawody musiały być naprawdę szalone. Brytyjczyk nie ma jednak gwarancji, że od następnego roku będzie miał samochód, który będzie maszyną do wygrywania. Jego charakter pasuje idealnie podejściu – “odejść w chwale”. Obecny rok to idealny moment. 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Lewis Hamilton (@lewishamilton)


Życie to nie tylko wyścigi

Hamiltonowi powoli brakuje rekordów do bicia. Ich śrubowanie może zapewnić mu pozycję na czele list na wiele długich lat. Rodzi się jednak pytanie: czy mu na walce ze swoimi rekordami zależy? Brytyjczyk słynie z barwnego życia poza światem wyścigów.

Podczas gdy jego zespołowy partner Valtteri Bottas po weekendzie na torze spędza czas ze swoją partnerką, a Charles Leclerc wraca do domu w Monako – Hamilton podróżuje po świecie swoim odrzutowcem. Tworzy muzykę, prowadzi własną linię ubrań, uczestniczy w pokazach mody i bawi się życiem. Kusi go wiele innych zajęć, które będą bawiły go równie dobrze, co wyścigi. Przyniosą mu też zapewne niemałe pieniądze.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Lewis Hamilton (@lewishamilton)

Brytyjczyk wielokrotnie podkreślał też w wywiadach, że myśli powoli o założeniu rodziny i skupieniu się na niej. Po ostatnim sezonie, w którym byliśmy świadkami wielu groźnych wypadków – Hamilton może rozważyć też odejście ze względów jak najbardziej zrozumiałych: po co ryzykować nieustannie swoje życie, gdy osiągnęło się już tak wiele?  

Gdzie w tym wszystkim znajduje się Mercedes?

Ważnym aspektem jest też stanowisko jego zespołu. Jak pisał Tadeusz Boy-Żeliński: “w tym jest cały ambaras, aby dwoje chciało na raz”. Mercedes ma w swoich juniorskich szeregach George’a Russella, który  wystąpił raz w jego barwach w poprzednim sezonie. Russell spisał się wtedy zdecydowanie lepiej niż Bottas, i gdyby nie problemy zespołowe – mógł wygrać w swoim debiucie dla nowej ekipy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez George Russell (@georgerussell63)

Młody Brytyjczyk jest inwestycją w przyszłość i z całą pewnością – jest to materiał na mistrza. Ponadto jego zarobki wynosiłyby zdecydowanie mniej niż kwoty pobierane przez Hamiltona (mowa o kilkudziesięciu milionach dolarów). Świetny występ Russella we wspomnianym pojedynczym wyścigu dla Mercedesa osłabił pozycję negocjacyjną Hamiltona. Zespół zrozumiał, że ma w ręku mocną alternatywę dla swojego mistrza. 22-latek jest naturalną opcją zastępstwa dla 36-letniego Lewisa.

Ponadto mówi się o tym, że na sezon 2022 Mercedes celuje w skład RussellaMaxem Verstappenem. Holender jest jednym z najlepszych kierowców w stawce i po tym roku kończy mu się kontrakt z jego obecną ekipą. 

Na razie pozostaje czekać

Wiemy, że Formuła 1 zaskakiwała nas nie raz. Na razie możemy jedynie snuć domysły na wyżej wspomniane tematy. Jaką decyzję podejmą Hamilton i Mercedes? Na pytanie odnośnie aktualnego kontraktu odpowiedź powinna przyjść w najbliższym czasie. Jaki będzie jednak efekt dalszej współpracy i co tak naprawdę czeka nas w dwóch nadchodzących sezonach? Czas pokaże – warto śledzić ten wątek już teraz. 


Autor: Michał Nieckarz

Zdjęcia: Instagram

Michał Nieckarz

Tor wyścigowy, dziupla komentatorska i mikrofon w dłoni - tak widzę siebie za 10 lat. Interesuje mnie cały otaczający mnie świat, a w szczególności sport i kultura. Zarażanie innych moimi pasjami, to kolejna z nich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *