Piłka nożna bardzo przewidywalna? Otóż nie. Największe zaskoczenia tego sezonu

Obecny sezon praktycznie we wszystkich sportach został brutalnie przerwany przez koronawirusa. Nie ominęło to futbolu. Prawie wszystkie ligi zostały zawieszone i nie wiadomo, czy uda się je dokończyć. Wszyscy mierzymy się przez to z emocjonalną suszą, której można żałować szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż ten sezon obfitował dotąd w spore niespodzianki. Które drużyny mogą najbardziej żałować przerwania rozgrywek i modlić się o ich dokończenie, a które w pewnym stopniu mogą odetchnąć z ulgą? Oto zestawienie największych dotychczasowych zaskoczeń sezonu 2019/20.Oni zaskoczyli na minus:

1. Napoli – to miał być ich sezon. Drużyna z miasta spod Wezuwiusza teoretycznie posiadała znakomite warunki do walki o pierwsze, od przeszło 30 lat, scudetto (włoskie określenie mistrzostwa Włoch). Zespół wzmocnili świetni zawodnicy, tacy jak środkowy obrońca Kostas Manolas czy skrzydłowy z Meksyku Hirving Lozano. Główny rywal, czyli Juventus, zmienił trenera, co zawsze na początku nieco osłabia zespół (no dobrze, prawie zawsze). Natomiast ich trener Carlo Ancelotti to prawdziwa legenda, człowiek który ma na swoim koncie wiele sukcesów, a po  pierwszym przejściowym sezonie, mógł zbudować zespół na w pełni swój sposób. Warunki bardzo sprzyjające, nieprawdaż? Owszem, tylko że jak to wszystko rąbnęło o ziemię, to nie było czego zbierać. Napoli grało słabo, bez stylu, bez skuteczności, bez wyrazu. Zaliczali mnóstwo wpadek, szczególnie na swoim stadionie. Estadio San Paolo, które kiedyś było niemal nie do zdobycia, w tym sezonie stało się miejscem, z którego 3 punkty wywoziły m.in. Lecce czy Bologna, zespoły, które absolutnie nie powinny tam nawet marzyć o punkcie.

Transfery nie wypaliły, najlepszy obrońca Kalidou Koulibaly albo jest kontuzjowany, albo przeżywa kryzys formy, kapitan Lorenzo Insigne to najbardziej irytujący piłkarz świata, a jedyny człowiek, który gwarantował gole niemal zawsze, gdy w tym sezonie grał – Arkadiusz Milik, miał sporo problemów z urazami. Carlo Ancelotti został zwolniony w listopadzie, a w jego miejsce przyszedł Gennaro Gattuso. Legenda Milanu poprawiła nieco wyniki, ale obecnie Napoli do miejsca gwarantującego choćby grę w Lidze Mistrzów traci prawie 10 pkt. Biorąc pod uwagę, że sytuacja z wirusem we Włoszech jest fatalna, wątpliwe, by rozgrywki zostały tam wznowione, więc dla neapolitańczyków ten sezon to jedno wielkie rozczarowanie.

Miesce na koniec w zeszłym sezonie: 2

2. Arsenal – fani tej drużyny pewnie będą się zastanawiać,co to tu robi, skoro postawa Arsenalu była do przewidzenia. Jednak, że będzie aż tak słabo, to się chyba nawet oni nie spodziewali. Nikt od trenera Unaia Emery’ego cudów nie oczekiwał. Wiadomo było, że Arsenal ma zbyt słabą obronę, by walczyć o tytuł, zwłaszcza przy kosmicznej formie Liverpoolu i Man City. Jeśli jednak mając w ofensywie Pierre Emericka-Aubameyanga, Alexandre Lacazette’a, sprowadzasz jeszcze do tego Nicholasa Pepe, który ligę francuską zamiótł bez problemu, a mimo to na 28 dotychczasowych spotkań wygrywasz tylko 9, to coś tu nie gra i nie chodzi tylko o obronę.

Arsenal znów miał się liczyć w czołówce i znów przepadł dość szybko. Ich niemożność wygrywania ważnych meczów czy ogólnie meczów, bo 13 remisów o czymś świadczy, długi czas trzymała ich bliżej strefy spadkowej niż Top 4. Zresztą nawet jeśli spojrzymy, z kim oni w tym sezonie wygrywali, to oprócz ledwie dwóch zwycięstw wyjazdowych, znajdziemy tam tylko jeden zespół z tzw. „Big Six”. Na dodatek ta drużyna to Manchester United, który od lat sam jest niestabilny. Zwolnienie Unaia Emery’ego w grudniu i zatrudnienie mało doświadczonego Mikela Artety pozwoliło poprawić sytuację. Jednakże Arsenalowi wciąż daleko do miana drużyny na tyle stabilnej, by walczyć o udział w Lidze Mistrzów. Choć straty nie są duże (5 pkt do piątego miejsca), to zespoły takie jak Leicester, Chelsea czy nawet Man Utd wydają się znacznie solidniejsze i z mniejszym ryzykiem nagłego załamania formy.

Obecne miejsce w tabeli Premier League: 9

Miejsce w zeszłym sezonie: 5

3. Tottenham – bardzo smutna historia tego sezonu. Ten zespół wypalił się w tych rozgrywkach. Po prostu. Plan Mauricio Pochettino na Tottenham się „przeterminował” i argentyński trener nie znalazł sposobu na odświeżenie. Zeszłoroczny ogromny sukces, jakim był awans do finału Ligi Mistrzów, przykrył bombę, która wybuchła i rozsadziła drużynę. „Totki” w tym sezonie to zespół wyraźnie zmęczony własną grą. Nieskuteczny, nużący, bez pomysłu. Efektem tego było zwolnienie Pochettino i zakończenie naprawdę pięknej, choć pozbawionej trofeów, ponadpięcioletniej przygody Argentyńczyka z tym klubem. Na jego miejsce przybył legendarny „The Special One” Jose Mourinho. Portugalczyk zaczął świetnie, ale po kilku tygodniach wróciły stare demony. Poza tym Tottenham prześladuje pech. Najpierw poważnej kontuzji doznał napastnik Harry Kane, główny strzelec zespołu. Gdy jego miejsce na boisku zajął Koreańczyk Heung Min Son i świetnie sobie radził, także doznał urazu eliminującego go z gry na długo. Tuż po nim do listy kontuzjowanych dołączył, sprowadzony zimą z PSV Eindhoven, Holender Steven Bergwijn. Spurs zajmują obecnie 8. Miejsce w lidze i podobnie jak wspomniany wyżej Arsenal, będą do końca walczyć o awans do Ligi Mistrzów, jeśli wirus nieco odpuści i pozwoli wznowić rozgrywki. Niemniej jednak tak czy inaczej, ten sezon to rozczarowanie.

Obecne miejsce w tabeli Premier League: 8

Miejsce w poprzednim sezonie: 4

4. Olympique Lyon – zespół ze Stade Gerland w ostatnich tygodniach się pozbierał i poprawił swoje miejsce w tabeli. Ale siódma pozycja po 28 kolejkach nie przystoi takiemu zespołowi jak OL. Jak tu się jednak dziwić, jeśli w tym sezonie potrafili w Ligue 1 zaliczyć choćby serię 9 meczów bez wygranej. Jeśli Memphis Depay, który w trakcie sezonu zerwał więzadła, co wykluczyło go z gry do końca sezonu, grając ledwie w 13 spotkaniach, ma lepsze liczby niż prawie cały zespół. Jeśli niemal wszystkie pojedynki z czołówką ligi, czyli Olympique Marsylia, Lille, PSG, czy Rennes, kończą się ich porażkami. Tak naprawdę po kontuzji Depaya, w Lyonie w ofensywie można polegać tylko na napastniku Moussie Dembele. Bez 23-letniego Francuza ten sezon byłby kompletną katastrofą, a tak jeśli rozgrywki zostaną wznowione, będzie można powalczyć choćby o to czwarte miejsce. Bowiem 9 punktów w 10 meczach da się odrobić. To jednak na pewno nie to, czego można było od Olympique Lyon oczekiwać.

Obecne miejsce w tabeli Ligue 1: 7

Miejsce w poprzednim sezonie: 3

5. Torino – tak jak w słynnej polskiej komedii Stanisława Barei „oczko mu się odlepiło, temu misiu”, tak drużynie Torino w porównaniu do poprzedniego sezonu odlepiła się chyba głowa. „Byki” nigdy nie były potentatem w Serie A, ale w zeszłych rozgrywkach siódme miejsce i awans do Ligi Europy wywalczyli. Natomiast, w tym sezonie jedyne, co oni jeszcze mogą zdobyć, to „awans”, ale do Serie B. Trenerowi Walterowi Mazzariemu posypała się koncepcja na ten zespół, a w szczególności na grę w obronie. Porażki 0:3 z Interem, 0:4 z Lecce (jak oni to zrobili to tajemnica na skalę Strefy 51), czy 0:7 (!) z Atalantą. To te najwyższe porażki Torino w sezonie, a mniejszych oraz chyba nawet głupszych było więcej. Dopóki gole strzelał Andrea Belotti, było jeszcze w miarę dobrze. Jak się Belotti zaciął, to już katastrofy poszły serią. Walter Mazzari został zwolniony, w jego miejsce przyszedł Moreno Longo, który w trenerskiej karierze awansował z Frosinone do Serie A, po czym po jednej rundzie na najwyższym poziomie rozgrywkowym został zwolniony, gdyż Frosinone było w takim dołku, że do końca sezonu nie wygrzebali się ze strefy spadkowej. Włoski trener zdążył poprowadzić „Byki” w trzech meczach… i wszystkie przegrał. Dla Torino lepiej, żeby ten sezon nie został wznowiony, bo w przeciwnym wypadku, to się naprawdę może skończyć spadkiem.

Obecne miejsce w tabeli Serie A: 15

Miejsce w poprzednim sezonie: 7

Oni zaskoczyli na plus:

5. Rennes – klub, który od lat zajmuje zwykle miejsca 5-10 w lidze, w tym sezonie, póki co zajmuje trzecią pozycję w tabeli Ligue 1. Zespół z zachodniej części Francji wystartował średnio, ale z upływem czasu punktował coraz pewniej, aż urósł do rangi rewelacji tego sezonu. Co jednak najważniejsze, ta drużyna nie „spuchła”, czyli nie wytraciła swojego impetu w drugiej części sezonu. Mało tego, ostatni mecz przed przerwaniem rozgrywek przez wirusa wygrali aż 5:0 z bardzo solidnym Montpellier. Co więcej, o sile tego zespołu stanowią m.in. zawodnicy bardzo młodzi. O 17-letniego pomocnika z Francji Eduardo Camavingę już pytały choćby Real Madryt czy Liverpool. Natomiast 23-letni Brazylijczyk Raphinha świetnie radzi sobie na skrzydle. Jeśli sezon zostanie wznowiony, Rennes może powalczyć nawet o wicemistrzostwo. Bowiem o ile PSG raczej jest nie do pokonania, tak druga obecnie Marsylia, do której tracą tylko sześć punktów, to już co innego.

Obecne miejsce w tabeli: 3

Miejsce na koniec poprzedniego sezonu: 10

4. Hellas Werona – w zeszłym sezonie z Serie A w stylu takim, że nawet nikomu ich nie szkoda, spadło Chievo Verona, a w ich miejsce wskoczył rywal zza miedzy Hellas. Trzeba przyznać, że o ile „Latające Osły” (tak, Chievo na serio ma taki przydomek) kompromitowały Weronę w oczach piłkarskich Włoch, tak Hellas kompletnie niespodziewanie ten wizerunek naprawia. Na papierze ta drużyna nie ma ani wybitnych nazwisk, bo przed Miguelem Veloso, Fabio Borinim, czy Darko Lazoviciem nikt nie ucieka ze strachu, ani zbyt wielu pieniędzy, ani teoretycznie dobrego trenera, bo Ivan Jurić dotychczas w Serie A prowadził tylko Genoę… trzy razy i to głównie dlatego, że prezes Genoi jest nienormalny. Większość meczów przegrał. Jednak, jakimś sposobem, chorwacki trener zbudował zespół, który jest obecnie ósmy w tabeli. Hellas gra nudno, ale dzięki temu ma czwartą najlepszą defensywę w lidze. Defensywę zarządzaną przez 20-letniego Albańczyka Marasha Kumbullę, o którego czołowe kluby Europy latem będą się bić okrutnie. Grupa „takich sobie” piłkarzy wykręca naprawdę świetny wynik. Sezon we Włoszech najpewniej nie zostanie dokończony. Ale gdyby jednak jakoś Serie A wróciła do grania, to przy w miarę stabilnej formie i dalszej przeciętności rywali, Hellas ma szansę na sensacyjny awans do Ligi Europy.

Obecna pozycja w Serie A: 8

Pozycja na koniec poprzedniego sezonu: Nope (beniaminek)

3. Real Sociedad – z baskijskich klubów to Athletic Bilbao jest tym bardziej znanym, lecz w tym sezonie zespół z Sociedad bije ich sportowo na głowę. W całym zespole jest zaledwie trzech piłkarzy, którzy mają więcej niż 30 lat. Gra Realu to prawdziwa przyjemność dla oka, gdyż w lidze hiszpańskiej tylko Real Madryt i Barcelona zdobyły więcej goli. Zresztą tylko te dwa zespoły wygrały więcej spotkań od nich. W Sociedad wreszcie zaczął błyszczeć Martin Odegaard, czyli norweski „talent stulecia”, którego Real Madryt po sezonie zapewne nie omieszka ściągnąć z wypożyczenia. Jednak oprócz Odegaarda są także napastnik Alexander Isak (20 lat), skrzydłowy Mikel Oyarzabal (22 lata) czy środkowy pomocnik Mikel Merino (23 lata). Baskijski klub młodymi stoi, a to zawsze jest mile widziane. Trener Imanol Alguacil robi naprawdę znakomitą robotę ze swoją drużyną. Aktualne 4. Miejsce w tabeli jest w pełni zasłużone, a jeśli sezon będzie kontynuowany, walka o 3. Z Sevillą, Getafe i Atletico Madryt będzie zacięta.

Obecne miejsce w tabeli LaLiga: 4

Pozycja na koniec poprzedniego sezonu: 9

2. Lazio Rzym – pomimo całej dość nieprzyjemnej otoczki wokół tego klubu (głównie przez faszystowskich kibiców i prezesa, który jest nienormalny), temu klubowi nie można nie współczuć. Od wielu lat Lazio zawsze było w czołówce Serie A, ale nigdy w tej ścisłej. Nigdy w Top 4. Natomiast w tym sezonie zespół Simone Inzaghiego jest wręcz fantastyczny. Ciro Immobile gra sezon życia. To jest zawodnik, który w 26 meczach ligowych, strzelił 27 goli. Absolutny kosmos. Do tego jeszcze ofensywny pomocnik Luis Alberto, który ma już na koncie 13 asyst. Dodać jeszcze solidną defensywę i mamy obecnie drugie miejsce w tabeli o jeden punkt za Juventusem, który naprawdę można dogonić i przeskoczyć. To wszystko przy dość wąskiej jednak kadrze, a już zwłaszcza w porównaniu do Juve oraz Interu Mediolan. Ubiegła kampania była dla Lazio nieudana, przez co wydawało się że era Simone Inzaghiego chyli się ku upadkowi. Otóż nie proszę państwa. Lazio Inzaghiego jest silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej i myślę że nie ma kibica tego zespołu, który nie modliłby się o osłabienie pandemii koronawirusa, a co za tym idzie powrót do gry.

Obecna pozycja w Serie A: 2

Miejsce na koniec ubiegłego sezonu: 8

1. Sheffield United – wyjątkowo piękna historia. Ich obecny trener Chris Wilder przejął ów zespół przed sezonem 2016/17. Ze średniakiem League One (trzecia liga angielska) awansował do Championship. Tam już w drugim sezonie awansował do Premier League. Natomiast w najlepszej piłkarskiej lidze świata, mając do dyspozycji kilkukanstokrotnie mniejszy budżet od wielu z rywali, po 29 kolejkach Sheffield zajmuje sensacyjne 7. Miejsce ze stratą jeno 5 punktów do czwartego. Drużyna w której wciąż występuje aż ośmiu piłkarzy, którzy grali w Sheffield jeszcze w trzeciej lidze, wyprzedza w tabeli Arsenal, Tottenham, czy Everton. Żelazna defensywa (tylko kosmiczny Liverpool ma lepszą) i talent do wygrywania jedną bramką. Natomiast gdy nie uda się wygrać, to przynajmniej do remisowania (tylko Liverpool, Wolverhampton i… Arsenal przegrały mniej spotkań, a Man City tyle samo, czyli 7). Tam nawet nikt specjalnie nie wyróżnia się liczbami. Najlepszymi strzelcami zespołu są ex aequo napastnik Lys Mousset i środkowy pomocnik John Fleck, którzy mają po 5 goli. Jednak równa forma oraz porażki niemal wyłącznie z czołówką (po dwa razy z City oraz Liverpoolem, raz z Leicester) sprawiają, że Sheffield jest blisko czołowej czwórki, a były takie kolejki, po których oni to miejsce premiowane grą w el. LM naprawdę zajmowali. Biorąc pod uwagę jakość piłkarzy i siłę ligi, uznaję to za największe zaskoczenie tego sezonu. Przyznaję się bez bicia, że typując tabelę Premier League przed sezonem, sam dałem ich bez głębszego zastanowienia się na ostatnie miejsce.

Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram

 

Bartosz Królikowski

Jestem człowiekiem wspaniałego miasta Szczecin, studiującym we włościach wrocławskich. Dawno temu uzależniłem się od sportu, przede wszystkim od piłki nożnej, sportów walki oraz sportów zimowych. I nie, nie mam zamiaru iść na żaden odwyk. Zdecydowanie wolę zarażać innych swoją pasją, a rola dziennikarza sportowego idealnie się do tego nadaje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *