THE CHAMPIOOOONS – powrót Ligi Mistrzów

Przełom grudnia i stycznia dla kibiców piłki nożnej  to swego rodzaju przerwa w pracy. Co prawda nadal trzeba sumiennie wykonywać swoje obowiązki, ponieważ niektóre drużyny grają nawet co trzy dni, ale największe pokłady emocji czekają na przebudzenie. Po ponad dwóch miesiącach jedna z najbardziej charakterystycznych i poruszających melodii świata ponownie wybrzmiała w odbiornikach zniecierpliwionych obserwatorów. Liga Mistrzów wróciła na salony.

Próba wytypowania zwycięzców zaraz po rozlasowaniu par 1/8-finału zakrawa o przysłowiowe wróżenie z fusów. Dwa miesiące na profesjonalnym poziomie to wieczność. Drużyny przeżywają serie wzlotów i upadków, kontuzje nie oszczędzają najbardziej kluczowych zawodników, a i niektórzy trenerzy żegnają się z posadą. Percepcja względem nadchodzących spotkań zmienia się z tygodnia na tydzień, zwłaszcza w tak „wyjątkowym” sezonie. Nie dość, że na wsparcie kibiców liczyć nie można, to w dodatku niektórzy gospodarze spotkania „domowe” rozgrywają na zupełnie obcym terenie. Mimo niezbyt sprzyjających okoliczności jeden fakt pozostaje niezmienny – pierwsza seria międzynarodowych pojedynków mocno wyostrzyła wilcze apetyty. Tym oczekiwaniom jak najbardziej sprostała. Niespodzianek nie brakowało.

Węgierski Lipsk

Pierwszym poszkodowanym pandemicznej rzeczywistości w LM został RB Lipsk. Zespół Juliana Nagelsmanna podejmował Liverpool, ale nie na własnym stadionie. Mecz odbył się na Puskás Arénie w Budapeszcie. Niemiecki rząd wprowadził bardzo ostre restrykcje koronawirusowe i zakazał lotów z Wielkiej Brytanii. Włodarze Lipska nagminnie poszukiwali nowej lokacji. Wybór padł właśnie na węgierski obiekt, gdzie zmierzą się również Borussia Moenchengladbach z Manchesterem City. Podobny problem pojawił się na linii Atletico – Chelsea, bo władze w Hiszpanii także zaostrzyły obostrzenia. W tym przypadku zdecydowano się na Bukareszt, choć brano pod uwagę stadion warszawskiej Legii. Wygląda na to, że UEFA nie zamierza dostosowywać się do panujących warunków, wobec czego zasada bramek na wyjeździe funkcjonuje w najlepsze. Dwa gole Liverpoolu ważą więcej, co może okazać się decydujące dla losów rywalizacji. Rewanż zostanie rozegrany na Anfield, więc Die Bullen mogą czuć się pokrzywdzeni.

Na murawie sami nawarzyli sobie jednak niezbyt smacznego piwa. Bramki dla ekipy Jurgena Kloppa padły po fatalnych błędach w strefie obronnej Lipska. Na początku drugiej połowy Marcel Sabitzer wyłożył futbolówkę Mo Salahowi. Dosłownie kilka minut później Nordi Mukiele źle obliczył tor lotu piłki, która trafiła pod nogi Sadio Mane. Zarówno Egipcjanin, jak i Senegalczyk nie mylą się w takich sytuacjach i Peter Gulacsi nie miał najmniejszych szans. Takie pomyłki nie przystoją najlepszej defensywie Bundesligi. Spodziewano się ich raczej po drugiej stronie barykady. Obrona The Reds nie popisywała się w ostatnich meczach i przez indywidualne pomyłki przesądzała o utracie punktów. W debiutowym występie przeciwko Leicester zawiódł Ozan Kabak, który odkupił swoje winy we wtorkowym pojedynku, uzyskując wysoką ocenę pomeczową. Transfer Turka z Schalke 04 jest odzwierciadleniem zimowego okienka transferowego – nie działo się w nim nic spektakularnego, ale większość niskobudżetowych transakcji była ostatnią deską ratunku dla kupujących.

Czy piłkarze RB Lipska zachowaliby większą koncentrację grając na Red Bull Arenie? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi, ale w rewanżu ich szanse nie są przekreślone. Anfield nie jest już niemożliwą do zdobycia twierdzą, jaką była jeszcze przed początkiem 2021 roku. Ewentualnym gwoździem do trumny Niemców może być brak skutecznego napastnika – nadal odczuwają nieobecność Timo Wernera, a przecież to oni będą musieli gonić wynik.

RB Lipsk – Liverpool F.C 0:2
Bramki: 53’ Salah 58’ Mane
Rewanż: 10.03.2021

One Man Show

Oczy wielu kibiców były skierowane na Camp Nou, na którym odżyły wspomnienia z 2017 roku. Przy pojedynku Barcelony z PSG nie da się nie przywołać obrazów ze słynnej remontady, zwieńczonej dramatyczną bramką Sergio Roberto. Duch przeszłości musiał szybko ulotnić się ze stolicy Katalonii, bo przy obecnych problemach finansowych Barcy trudno skupiać się na dawnej glorii chwały. Według analizy przeprowadzonej przez radio Cadena SER i Marcę zalega ona z płatnościami przekraczającymi miliard euro. To nie wszystko. Być może stawką tego dwumeczu będzie nie tylko awans do ćwierćfinału, ale również pozostanie Leo Messiego. W zeszłe lato Argentyńczyk był bliżej opuszczenia swojego macierzystego klubu niż kiedykolwiek i tylko sukcesy sportowe są w stanie go zatrzymać. Blaugrana odbiła się od głębokiego kryzysu ze startu sezonu, nie przegrywając ani jednego ligowego spotkania od zakończenia fazy grupowej LM. Nie radzili sobie natomiast w pucharach na krajowym podwórku – polegli w Superpucharze Hiszpanii i są blisko odpadnięcia z Copa del Rey. Atleitco Madryt nie zamierza wypuszczać z rąk wypracowanej przewagi punktowej w La Lidze, tak więc puchar Ligi Mistrzów wydaje się być ostatnią nadzieją na tytuł. Nadzieją, która została brutalnie rozwiana przez jednego człowieka.

I nie był to Neymar.  Jego niedyspozycyjność w okolicach urodzin siostry stała się coroczną tradycją. Brazylijczyk zmaga się z kontuzją pachwiny i nie był dostępny na rywalizację z poprzednim pracodawcą. Głównym sprawcą pogromu stał się nie kto inny jak Kylian Mbappe. Paryżanie wygrali 4:1, a młody Francuz ustrzelił hat-tricka. W rozgrywkach LM tylko legendarny Andrij Szewczenko również dokonał tego wyczynu na Camp Nou. Saga transferowa z przenosinami Mbappe do Realu Madryt trwa już od dłuższego czasu. Taki występ był wizytówką jego niebagatelnych umiejętności. Kto wie, czy w przyszłym sezonie nie będzie miał więcej okazji na bycie postrachem Dumy Katalonii? Może byliśmy też świadkami pewnej wymiany pokoleniowej. Czas płynie nieubłaganie nawet dla takiego zawodnika jak Leo Messi. Po odejściu Argentyńczyka na piłkarską emeryturę ktoś będzie musiał przejąć miano jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu. Na ten moment nie da się przewidzieć sylwetki następcy, ale jeden z kandydatów ochoczo do tego aspiruje.

Oczywiście Barcelona nie powiedziała ostatniego słowa. Cztery lata temu nadzieja była równie niska, ale cztery lata temu Barcelona była klubem o zupełnie innym statusie, ze znacznie mniejszym chaosem w wewnętrznych strukturach.

FC Barcelona – PSG 1:4
Bramki: 27’ Messi – 32’ 65’ 85’ Mbappe, 70’ Kean
Rewanż: 10.03.2021

Wejście Smoka

Problemy Andrei Pirlo. Kiedy Maurizio Sarri pracował na Allianz Stadium, sympatycy Starej Damy tęsknili za Massimiliano Allegrim, pod wodzę którego gra drużyny nie porywała, ale przynajmniej nikt nie bał się o krajowe trofea. Teraz niektórzy kibice Juventusu z pocałowaniem ręki przyjęliby z powrotem Sarriego, który skupiał się na efektowności kosztem efektywności, ale koniec końców zgarnął mistrzostwo Italii. Aktualnie zespół Andrei Pirlo nie ma ani stylu, ani wyników, a Juve już od dawna tak nie drżało o zgarnięcie Scudetto. Od 9 lat dominują w Serie A, jednak w tej kampanii zajmują czwartą lokatę, tracąc 8 punktów do liderującego Interu Mediolan. Legenda włoskich boisk stąpa po cienkim lodzie, a największymi postawionymi mu zarzutami są brak pomysłu na grę oraz złe wykorzystywanie Cristiano Ronaldo – zawodnika, który miał być brakującym elementem w drodze ku sukcesie w LM. Portugalczyk aż pięciokrotnie zdobywał najważniejszy puchar w Europie, za każdym razem będąc królem strzelców. Na ten moment pierwsza przeszkoda okazała się nie lada wyzwaniem. FC Porto ograło Starą Damę 2:1 na Estádio do Dragão.

Smoki pokazały jak z przytupem rozpoczynać spotkanie. W prawdzie bramka z pierwszej minuty padła po katastrofalnym podaniu Rodrigo Bentancura do Wojciecha Szczęsnego, ale drugi gol nie był już dziełem przypadku. Akcja również rozpoczęła się po gwizdku sędziego, tym razem oznaczającym drugą połowę. Wilson Manafa bez problemu przedarł się w pole karne przeciwnika i zagrał do Moussy Maregi, który pokonał polskiego bramkarza precyzyjnym strzałem w krótki róg. Porto z powodzeniem broniło dostępu do własnej bramki. To zadanie nie było tak wymagające, jakim mogłoby się wydawać, spoglądając na nieschludne konstruowanie akcji przez piłkarzy Juventusu. W końcowej fazie meczu przełamali ofensywną niemoc i po wielominutowych katorgach zdobyli kontaktową bramkę. Jeśli w przeciągu trzech tygodni nie skorygują gry zarówno z przodu, jak i z tyłu, to w rewanżu w Turynie będziemy świadkami sensacji, a nie niespodzianki, po której Pirlo całkowicie straci zaufanie kibiców i zarządu.

FC Porto – Juventus 2:1
Bramki: 1’ Taremi 46’ Marega – 82’ Chiesa
Rewanż: 09.03.2021

Spółka Haaland

Starcie na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán  miało wyraźnego faworyta i był nim zespół gospodarzy. Podopieczni Julena Lopetegui’ego wygrali 9 meczów z rzędu i w przeciwieństwie do Borussi Dortmund wypracowali sobie w miarę pewną pozycję w czołowej czwórce ligowych rozgrywek. Zwolnienie Luciena Favre nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Funkcję tymczasowego trenera objął Edin Terzic, ale efekt nowej miotły nie utrzymał się zbyt długo. W sezonie 2021/2022 stery niemieckiego klubu przejmie obecny szkoleniowiec Moenchengladbach – Marco Rose. Nie czeka go łatwy start, a scenariusz może stać się jeszcze czarniejszy, jeśli BVB nie zakwalifikuje się do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Żółto-Czarni tracą 6 punktów do czwartego Wolfsburga. Brak uczestnictwa w prestiżowych rozgrywkach może skłonić największe gwiazdy zespołu do opuszczenia Signal Iduna Park. Erling Haaland na brak ofert narzekać nie będzie. Póki co nie można mu jednak zarzucić, że myślami jest już gdzieś indziej. Rozegrał fantastyczne zawody przeciwko Sevilli i doprowadził Borussię do wyjazdowego zwycięstwa 3:2.

Norweg wyszedł też zwycięsko z „pojedynku przyszłości” – zestawiano go bowiem z obrońcą Julesem Kounde. Obaj zawodnicy są głośnymi nazwiskami na rynku transferowym i największe kluby w Europie zamierzają stoczyć o nich walkę.  W środowy wieczór napastnik BVB dwa razy trafił do siatki – sfinalizował świetne podania od Jadona Sancho i  kapitana drużyny Marco Reus’a. Ozdobą spotkania był strzał z dystansu Mahmouda Dahouda. Po stronie gospodarzy na listę strzelców wpisali się Suso i Luuk de Jong. Ten pierwszy chciał zaskoczyć Marwina Hitza uderzeniem zza pola karnego i piłka odbiła się od Matsa Hummelsa, nie dając bramkarzowi szans na reakcję. Przy bramce na 2:3 de Jong znalazł sobie miejsce w szesnastce rywala i po dośrodkowaniu z rzutu wolnego  z zimną krwią pokonał Bono. Rewanż w Dortmundzie zapowiada się jeszcze bardziej emocjonująco.

Sevilla –BVB 2:3
Bramki: 7’ Suso, 84’ de Jong – 19’ Dahoud, 27’ 43’ Haaland
Rewanż: 09.03.2021


Autor: Miłosz Szade

Zdjęcie: Ver en vivo en Directo

Miłosz Szade

Pochodzę z wielkopolski, a obecnie studiuję i pracuję we Wrocławiu. Wymarzona praca? Oczywiście Dunder Mifflin Papier Company. Sport jest moim głównym źródłem zainteresowań i to jemu zamierzam poświęcać jak najwięcej czasu. Jestem również otwarty na wszelakie teksty kultury, zwłaszcza te z udziałem Toma Hanksa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi