W kokpicie z najlepszymi kierowcami świata – „F1: Drive to Survive” Sezon 3 [RECENZJA]

Marzec to święto dla fanów Formuły 1. To właśnie wtedy ma miejsce pierwszy wyścig nowego sezonu. A jak pierwszy wyścig, to i kolejna część Netflixowej produkcji o F1. Najnowszy sezon „Drive to Survive” lub w polskiej wersji „Jazdy o życie”, po raz kolejny ukazał się na serwisie chwilę przed startem tegorocznego cyklu. Według fanów i krytyków – jest to jak dotychczas najlepsza odsłona serialu.

Najnowszy sezon jest trzecim spod ramienia Netflixa. Serwis klasycznie prezentuje nam 10 czterdziestominutowych odcinków, które przybliżają kulisy ubiegłego sezonu. Na temat produkcji można powiedzieć wiele, a zdania są podzielone. Jedni uważają ją za wyciągnięcie ręki do głodnych zakulisowych scen fanów. Inni krytykują za przeinaczanie rzeczywistości. Serial cieszy się jednak wielką popularnością, czego dowodem jest pierwsze miejsce w TOP 10 Netflixa na świecie, w kilka dni po premierze. Czym Drive to Survive zapada w pamięć? 

NAJATRAKCYJNIEJSZA TELENOWELA NETFLXA?

Pierwszym aspektem, który przychodzi mi do głowy jest schematyczność serialu. Producenci co roku zdają się wypuszczać na rynek serial o bezpiecznych i sprawdzonych wcześniej scenach. Słowem – konstrukcja serialu bardzo mocno przypomina dwa poprzednie sezony. Owszem, ciężko zmienić diametralnie taktykę prezentowania wydarzeń. Jest to sport, w którym zespoły co roku bazują na bardzo podobnych celach. Netflix zdaje się jednak rok w rok poświęcać dużo uwagi tym samym, niekoniecznie najważniejszym postaciom. Sceny z życia prywatnego kilku i tych samych kierowców, mogliśmy obejrzeć już w poprzednich odsłonach serialu… i są one niemalże bliźniaczo podobne.

Najlepszym przykładem są szefowie Red Bulla i Haasa – kolejno Christian Horner i Guenther Steiner. Ten pierwszy w produkcji zdążył wyrobić sobie miano osoby wiecznie knującej spiski przeciwko innym ekipom. Stałe miejsce w serialu mają jego kąśliwe uwagi wobec konkurencji. Co do Steinera, po sukcesie jego specyficznej postaci w pierwszym i drugim sezonie – nie mogło zabraknąć przejadających się na dłuższą metę przekleństw i “zabawnych momentów” Włocha. Serial niesie ze sobą wiele utartych schematów, zamykając się na nowe i zdecydowanie ciekawsze wątki. 

CZY OGLĄDALIŚMY TEN SAM SEZON, NETFLIXIE?
Wypadek Romaina Grosjeana to jeden z najważniejszych momentów 3 sezonu

Czy jest tu ktoś, kto oglądając DtS liczy na obejrzenie najważniejszych momentów sezonu 2020? Moja rada – zmieńcie źródło. Twórców nie wypada wprawdzie gaić za to, że w każdym z 10 odcinków starają się poświęcić maksimum uwagi każdemu z zespołów. Ubiegły rok dostarczył nam jednak wielu niezwykłych sytuacji, a producenci zrezygnowali z ukazania mnóstwa istotnych momentów. W Drive to Survive nie zobaczymy scen z najlepszego (zdaniem kibiców) wyścigu sezonu w Turcji czy George’a Russella zastępującego chorego na koronawirusa Lewisa Hamiltona w Mercedesie. Netflix nie poświęcił też uwagi odchodzącej ze sportu po ponad 40. latach, rodzinie Williamsa i nie wspomniał o pobiciu najistotniejszych w sporcie rekordów przez Hamiltona. Mogliśmy za to oglądać sceny z obydwu wyścigów w Austrii i Wielkiej Brytanii, kilkukrotnie – z perspektyw różnych zespołów… Takie zabiegi powodują, że pod koniec serialu człowiek może być oklepanymi scenami po prostu znudzony.

COŚ MI TU NIE GRA…
Netflix pozwoli nam spojrzeć na rozstanie Sebastiana Vettela (po lewej) z Ferrari z zupełnie nowej perspektywy

W oczy rzuciło mi się też koloryzowanie wielu sytuacji mających miejsce w F1. Owszem – dla Netflixa ważne jest zapewnienie widzom nieustannych emocji. Nie powinno się to jednak dziać kosztem prawdziwości faktów. Mówiąc wprost – niektóre momenty są w DtS po prostu przedramatyzowane. Przykłady? Napięcia między Lando Norrisem a Carlosem Sainzem w McLarenie – w rzeczywistości uważało się ich za duet zespołowy z najlepszą atmosferą. Moją uwagę przyciągnął też incydent dwóch Ferrari w Styrii – producenci dokleili w tle odgłosy z radia z zupełnie innego wyścigu po to, aby kierowcy po zdarzeniu wyglądali na chętnych skoczenia sobie do gardeł. Warto wspomnieć też o jednym z najbardziej pamiętnych momentów ubiegłego sezonu – wypadku Romaina Grosjeana, z którego zawodnik Haasa cudem uszedł z życiem. Kierowca spędził w płonącym bolidzie około 30. sekund, nim wydostał się z ognia. W DtS odstęp między uderzeniem w barierę a wyjściem z kokpitu przez Francuza, wynosił prawie 5 minut…

SMACZKI, SMACZKI I JESZCZE WIĘCEJ SMACZKÓW
Na przykładzie m.in. Valtteriego Bottasa zobaczymy, że kierowcy to przede wszystkim ludzie

Mimo wszystko Drive to Survive jest naprawdę ciekawą produkcją. Gdyby nie serial, być może nigdy nie zobaczylibyśmy wielu scen z padoku czy nie poznalibyśmy rodzin kierowców. Produkcja pełna jest smaczków ze świata Formuły 1. Najnowszy sezon przybliży nam kulisy bolesnego rozstania Sebastiana Vettela z Ferrari – ten wątek jest w produkcji ukazany fenomenalnie. Poznamy też Valtteriego Bottasa z zupełnie innej strony. Z potulnego kierowcy numer dwa, który pozostaje w cieniu Lewisa Hamiltona – wykreuje nam się postać walecznego i głodnego sukcesu wojownika. Będziemy świadkami sytuacji, o których oglądając zmagania na torze, mogliśmy nie mieć pojęcia. Bardzo ciekawie jest również pokazany weekend w Australii, który został ostatecznie odwołany przez rozprzestrzeniającego się koronawirusa. Sceny z Melbourne przypomną nam niepewność, smutek i strach, jakie towarzyszyły nam w marcu ubiegłego roku.

Serial jest świetnym uzupełnieniem dla fanów sportu. Pozwoli im spojrzeć na Formułę 1 z innej perspektywy. Z kolei osoby, które trafią na serial przypadkiem lub będą chciały zagłębić się w sport właśnie z pomocą DtS… na pewno nie będą narzekały na nudę. Produkcja pozwoli im zrozumieć w pewnym stopniu naturę i zasady tego sportu. Należy jednak pamiętać, że rzeczywistość niekoniecznie jest identyczna, w stosunku do serialowej. Dlatego chętnych do zagłębienia się w Formułę 1, zachęcam do śledzenia rozpoczętego w niedzielę sezonu. A uwierzcie mi na słowo, będzie się działo! 


Autor: Michał Nieckarz

Zdjęcia: Instagram

Michał Nieckarz

Tor wyścigowy, dziupla komentatorska i mikrofon w dłoni - tak widzę siebie za 10 lat. Interesuje mnie cały otaczający mnie świat, a w szczególności sport i kultura. Zarażanie innych moimi pasjami, to kolejna z nich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *