Wielkie halo o „Halo” – jak niechciany system nieustannie ratuje życie kierowców?

System Halo od momentu jego wprowadzenia wywoływał wiele skrajnych emocji. Pałąk chroniący głowy kierowców na przestrzeni ostatnich sezonów konsekwentnie broni się jednak w praktyce, a zwolenników rozwiązania przybywa. W ubiegłą niedzielę „aureola” uratowała życie kolejnego zawodnika. Podobnych historii są już dziesiątki.

Pojawienie się systemu Halo w Formule 1 od początku budziło wiele kontrowersji. Wówczas niemal nikt nie wyobrażał sobie bolidów z zakrytymi kokpitami. Kierowcy i fani głośno krytykowali pomysł. Z kolei władze odpowiedzialne za bezpieczeństwo zawodników zapewniały, że rozwiązanie ma pomagać, a nie dobrze wyglądać. Minęło kilka lat, a “aureola” zdążyła już uratować życie kilkunastu zawodników.

Zaledwie 4 sezony z Halo w użyciu pokazały, że decyzja podjęta na przekór opinii najważniejszych postaci sportu była słuszna. System sprawdził się w wielu sytuacjach oraz dużo osób przywykło do jego obecności na bolidach. Obecnie pałąk jest symbolem nowoczesnego, bezpiecznego, jak nigdy dotąd, motorsportu.  

PASKUDZTWO, KTÓRE RATUJE ŻYCIE 

Gdybym miał pod ręką piłę łańcuchową, odciąłbym to paskudztwo bez zastanowienia – mówił w 2018 r. szef zespołu Mercedesa Toto Wolff. Przed startem tamtego sezonu FIA (Międzynarodowa Federacja Motorsportu) wprowadziła w życie zmiany, które miały zakończyć erę otwartych kokpitów w wielu seriach wyścigowych. System Halo musiał chronić kierowców przed odpadającymi elementami innych bolidów. Nowinka miała sprawdzać się również w innych sytuacjach, takich jak czołowe zderzenie z bandami. 

Halo w bolidzie Ferrari z 2018 r.

Warto przypomnieć, że Halo nie było jedynym rozwiązaniem, jakie brało pod uwagę całe środowisko Formuły 1. W odpowiedzi na kontrowersyjną propozycję FIA swoje pomysły przedstawiły także ekipy Red Bulla i Ferrari. Według nich lepszą opcją niż pałąk była szyba, która miała otaczać głowy kierowców. Po kilku testach to rozwiązanie spotkało się jednak z dezaprobatą władz i kierowców, więc ostatecznie jako system ochrony wybrano właśnie Halo.

Pałąk stworzony jest z tytanu i waży nieco ponad 7 kg. Sam jest w stanie utrzymać ciężar wartości dwunastu ton. Dla porównania – waga jednego bolidu Formuły 1 musi wynosić minimum 745 kg. 

TRAGEDIE NA TORZE LEKCJĄ NA PRZYSZŁOŚĆ

Wprowadzenie pałąku było potraktowane rosnącą ilością wypadków, w których kluczowy był brak dodatkowej ochrony głowy kierowców. W 2009 r. syn byłego mistrza świata Formuły 1 Johna Surteesa – Henry – zginął w wypadku podczas wyścigu Formuły 2. Urwane koło jednego z bolidów trafiło młodego Brytyjczyka prosto w głowę, a ten poniósł śmierć na miejscu w wyniku siły uderzenia. 

Do podobnej sytuacji doszło w 2015 r. podczas wyścigu amerykańskiej serii Indy Car. Wtedy to jednak kawałek nosa bolidu uderzył w kask kierowcy innego pojazdu – Justina Wilsona. Brytyjczyk podobnie jak Surtees nie przeżył uderzenia. 

NIEMAL NATYCHMIASTOWE DZIAŁANIE

O tym, że decyzja podjęta na przekór wielu niezadowolonym osobom okazała się trafna, przekonaliśmy się już w maju 2018 r. Podczas wyścigu Formuły 2 jeden z bolidów wzbił się w powietrze i zahaczył o pałąk nad głową innego kierowcy. Według powypadkowych raportów system sprawdził się znakomicie, gdyż jego brak byłby prawdopodobnie wyrokiem śmierci (lub co najmniej poważnych obrażeń) dla uratowanego kierowcy. 

Ślad po uderzeniu koła w pałąk. Charles Leclerc miał wówczas wiele szczęścia

Halo zadziałało ponownie w tym samym roku na najwyższym szczeblu. Podczas startu do Grand Prix Belgii Formuły 1 doszło do podobnej sytuacji z udziałem Fernando Alonso i Charlesa Leclerca (zdjęcie tytułowe). Bolid Hiszpana zahaczył kołem o pałąk nad głową Monakijczyka, a późniejsza analiza wypadku dowiodła, że gdyby nie system ochrony – Leclerc wyszedłby z wypadku z poważnymi obrażeniami. Po całym zdarzeniu przyznał on, że pomimo iż na początku był przeciwny wprowadzeniu “aureoli”, po incydencie stał jej zwolennikiem.

CUD W BAHRAJNIE
Grosjean opuszcza płomienie po prawie 30 sekundach. Gdyby nie Halo, Francuz nie przeżyłby wypadku

Halo ponownie spełniło swoje zadanie w listopadzie ubiegłego roku. Podczas Grand Prix Bahrajnu doszło do bardzo poważnego wypadku z udziałem Romaina Grosjeana. Francuz uderzył w barierę, która nie wytrzymała siły uderzenia i pękła. Rozbity na dwie części bolid Haasa stanął w płomieniach, a sam kierowca spędził w ogniu blisko 30 sekund.

Jedynymi obrażeniami 35-latka okazały się być poparzone dłonie. Sytuację określano jako cud, a cały świat zastanawiał się jakim sposobem Francuz był w stanie opuścić płonący wrak bolidu o własnych siłach. Życie kierowcy po raz kolejny uratowało Halo. Gdyby nie pałąk, prześlizgnięcie się pod barierą prawdopodobnie zabiłoby kierowcę Haasa. Na początku nie byłem zwolennikiem aureoli, ale bez niej nie byłbym w stanie dziś o tym opowiedzieć – mówił Grosjean w filmiku, który nagrał po wypadku.

KOLEJNY URATOWANY ZAWODNIK 

W ubiegłą niedzielę system po raz kolejny uratował jednego z kierowców. Tym razem nie było to jednak Halo, a powstały na jego wzór system Aeroscreen używany w serii Indy Car. Podczas prestiżowych zawodów Indianapolis 500 koło jednego z bolidów odkręciło się podczas jazdy i uderzyło w bolid jadącego z tyłu Conora Daly’ego.  

Amerykanin miał jednak wiele szczęścia, gdyż element odbił się od przodu jego pojazdu. W tym przypadku prawdopodobnie również zadziałał system ochrony kierowcy. Historii podobnych do tej ostatniej w motorsporcie były już dziesiątki. Na całe szczęście “najświeższe” przypadki kończyły się szczęśliwie i dowodziły, że wprowadzone przed kilkoma laty zmiany w kwestii bezpieczeństwa kierowców były świetnymi decyzjami. 


Autor: Michał Nieckarz

Zdjęcia: Instagram, wikipedia.com

Michał Nieckarz

Tor wyścigowy, dziupla komentatorska i mikrofon w dłoni - tak widzę siebie za 10 lat. Interesuje mnie cały otaczający mnie świat, a w szczególności sport i kultura. Zarażanie innych moimi pasjami, to kolejna z nich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *