Żyj chwilą! – „Twoje imię wyryte jest we mnie”

Rok 1987, Tajwan. Właśnie zakończył się stan wojenny. Jia-han i Ptasiek to przyjaciele, szkolny duet – ten „normalny” i dziwak. Niespodziewanie pomiędzy chłopcami zaczyna kiełkować pewne silne uczucie, którego oni sami się boją i nie do końca rozumieją. Na drodze do ich szczęścia stoi jednak skrajnie homofobiczne społeczeństwo oraz presja wywierana przez rodziny bohaterów.

Gdy zobaczyłam na Netflxie ów tytuł od razu pomyślałam, że będzie to azjatycka wersja filmu „Tamte dni, tamte noce” z 2017 roku. Choć wytrawny kinomaniak znajdzie podobieństwa w niektórych scenach, jest to jednak produkcja bez porównania smutniejsza, całkowicie przeciwna do sielankowego summer love. Ten słodko-gorzki romans w reżyserii Kuang-Hui Liu pokazuje, jak trudna była sytuacja młodych ludzi, którzy po prostu chcieli kochać i być kochanymi.

Jia-han (Edward Chen) i Ptasiek (Tseng Jing-Hua) uczęszczają razem do jednej z męskich szkół katolickich, co nie jest tu bez znaczenia. Nastolatkowie w ciężkim czasie dorastania, nie dosyć, że muszą mierzyć się z odkrywaniem własnej seksualności, to w dodatku uwięzieni są w społecznych i religijnych konwenansach. Przez niemalże dwugodzinny seans śledzimy rozwój, wzloty oraz upadki relacji uczniów. Między nastolatkami iskrzy już od pierwszych wspólnych scen. Ich więź na ekranie jest autentyczna choć pozostaje niepewna zarówno dla nich, jak i dla widzów. Chłopcy zdawają się „badać teren”, sprawdzają swoje wzajemne reakcje i granice. Śledząc losy dorastających , kibicujemy im i chcemy, aby otrzymali upragnione szczęście oraz wolność, aby mogli żyć chwilą.

Wszystko komplikuje się, gdy w życiu przyjaciół pojawia się dziewczyna. Na początku przyjaciółka, (tylko pozornie!) staje się dla Ptaśka kimś więcej. Tu zaczynamy zastanawiać się, kim tak naprawdę jest Ptasiek. Następują próby wpasowania się bohatera w społeczne konwenanse, a Jia-han zostaje odsunięty na dalszy plan. Od tej pory bohaterom jest już tylko trudnej. Właśnie tu zaczyna się dramat nieszczęśliwej miłości, poszukiwania i zrozumienia siebie.

Wizualne dzieło sztuki                                                             

Cała estetyka filmu (kadry, kolory, światło) ma na celu odzwierciedlać uczucie jakim darzą siebie Jia-han i Ptasiek. Film jest przepiękny, subtelny, dokładnie tak, jak miłość głównych bohaterów. Nie dziwne zatem, że otrzymał on tajwańską nagrodę filmową –  Złotego Konia –  w kategorii „najlepsze zdjęcia”. Jedną z najpiękniejszych scen, która zapadła mi w pamięci to ta, gdy trzydzieści lat później, dorosły już Jia-han przygląda się Wodospadowi Niagara. W tle leci spokojna muzyka, a pani przewodnik opowiada legendę o dziewczynie, która nie chcąc wychodzić za wybranego przez jej rodziców mężczyznę, rzuca się w odmęty wody. Bohater długo rozmyśla i miałam wrażenie, jakby po wielu latach samotności chciał do tej dziewczyny dołączyć. Zbliżenia na dziki wodospad oraz przelatujące ptaki zapierają dech w piersiach i niemal czuć przez ekran jak woda chłodzi policzki.

To produkcja ujawniająca zarówno tę miłość emocjonalną, niewinną, jak i tę cielesną. Są sceny, które wręcz kipią pożądaniem i trudno znieść napięcie, jakie istnieje między nastolatkami. W filmie nie brakuje również romantycznych scenografii obleczonych w klimatyczną muzykę, niekiedy przypominających teledyski. Jest to o tyle istotne, że reżyser tego filmu niegdyś był reżyserem muzycznym. Stąd znajdziemy w filmie kilka urokliwych scen, które wycięte z filmu stanowiły by nastrojowe teledyski. Mowa tu choćby o długiej scenie z rozmową telefoniczną chłopców czy ujęciach finałowych, którym towarzyszy wyruszająca piosenka o takim samym tytule co film.

Ważny głos w sprawie

„Twoje imię wyryte jest we mnie” to nie tylko film miły dla oka. To również dzieło ważne w kontekście niemalejącego stygmatyzowania środowiska LGBTQ+ w społeczeństwie, nie tylko w Tajwanie w latach 80., ale również współcześnie na całym świecie. Dziś, pomimo coraz większej świadomości społeczeństwa, osoby nieheteronormatywne wciąż są stygmatyzowane i spychane na margines. Co najważniejsze, fabuła przedstawia funkcjonujące wciąż stereotypy. Nie powiela ich bezmyślnie, a obala. Zabieg ten wpleciony jest w proste dialogi bohaterów. Poruszane są takie kwestie, jak na przykład to, czy można wybrać bądź zmienić swoją orientację. Największe wrażenie zrobiła na mnie rozmowa Jia-hana z ojcem Olivierem (duchownym i jednym z opiekunów w szkole). Słowa wypowiadane naprzemiennie przez chłopaka oraz duchownego stanowią swego rodzaju pauzy prawie przez cały czas trwania filmu. Zarysowany jest w niej spór istnienia homoseksualności z tym, co mówi Biblia. Nastolatek ujawnia przed ojcem swoje uczucia, wątpi w miłość Boga. Chłopak zadaje ojcu jedno kluczowe dla fabuły pytanie: „Wasza miłość jest lepsza niż moja?”. Film uświadamia, z jakimi problemami muszą borykać się młodzi ludzie poszukujący siebie w czasie dorastania. W ujmujący sposób pokazuje też, że każdy ma prawo być szczęśliwym i kochać kogo tylko chce.

Love is love.


Autor: Martyna Borowiec

Zdjęcie: Instagram

Martyna Borowiec

Lubię K-pop i kino grozy. Chcę się tu dzielić wszystkim, co wpadnie mi w ręce. Trochę na poważnie, a trochę z przymrużeniem oka ;)

One thought on “Żyj chwilą! – „Twoje imię wyryte jest we mnie”

  • 28 stycznia, 2021 o 4:54 pm
    Permalink

    Chciałbym bardzo podziękować autorce tej recenzji. Obejrzałem opisywany film i muszę powiedzieć, że pani Martyna w pięknym stylu przedstawiła wprost przepiękną historię dwóch zakochanych chłopców.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *