Żyjąc w tym kraju, trzeba mieć poczucie humoru

Choć teksty, które publikuje, w dużej mierze mają charakter satyryczny, spod jego pióra wychodzą także publikacje naukowe.  To właśnie one dają autorowi największą satysfakcję. „Cieszy mnie możliwość dołożenia swojej cegiełki  do świata nauki, a świadomość, że mogę mieć wpływ na rozwój odbiorcy, jest niezwykle pociągająca” – mówi Kacper Kocur.

Agata Jurewicz: Jest pan doktorantem Uniwersytetu Wrocławskiego, a tym samym pełni obowiązki dydaktyczne. Jak czuje się Pan w tej roli?

Kacper Kocur: Jest to bardzo interesujące doświadczenie. Kiedy byłem studentem i jeszcze nie wiedziałem, że znajdę się na studiach doktoranckich, zastanawiałem się, jak to jest być po drugiej stronie. Teraz już wiem. Czasem przyłapuję studentów na „kombinowaniu” i śmieję się w duchu, bo pamiętam, jak sam to robiłem.

Jakiś przykład?

Była sytuacja, w której ktoś uciekał z zajęć. Musiałem zareagować ostrą rozmową. Jednak w duchu się śmiałem z usłyszanych wymówek, bo dawniej nieobce mi były takie manewry.

Przedmioty, które prowadzą doktoranci, są im przydzielane? Czy mają Państwo możliwość wyboru?

W moim przypadku było tak, że przedmioty zostały przydzielone. W naszym Instytucie jest to dobrze zorganizowane, ponieważ przedmioty, które prowadzimy, dotyczą często naszych zainteresowań badawczych. Dyrekcja Instytutu pytała: „w czym się pan dobrze czuje? Czy jest coś, czym szczególnie chciałby się pan zająć?”.

Jak wyglądają przygotowania do prowadzenia danego przedmiotu?

Najwięcej czasu zajmuje ułożenie sylabusa, trzeba wymyślić plan na cały semestr. To pracochłonne zadanie, ale potem jest łatwiej. Skłamałbym, gdybym powiedział, że siedzę godzinami nad przygotowaniami do zajęć i pochłania mnie to bez reszty. Dążę do tego, aby zajęcia miały formę rozmowy i zajmowały studentów. Oczywiście przygotowuję materiał, dużo studentom opowiadam, jednak szybko angażuję ich w dyskusję.

Które zajęcia były najciekawsze dla Pana – jako studenta?

Miałem to szczęście, że zajęcia w naszym Instytucie prowadzili zawsze znakomici fachowcy i niebanalne osobowości. Ciepło wspominam m.in. Wojtka Czerniatowicza, znanego producenta filmowego i radiowego. W  ramach zajęć tworzyliśmy wspólny projekt – mieliśmy wykreować gwiazdę muzyczną. Moja koleżanka, Mariolka, miała udzielić swojego wizerunku, inna koleżanka użyczyła głosu. Powstał zarys biografii wokalistki, którą mieliśmy wypuścić na rynek. Uczestniczyliśmy w profesjonalnej sesji zdjęciowej, nagraniach. Wprawdzie nasze zamiary spaliły na panewce, ale to doświadczenie było bardzo interesujące i dużo nas nauczyło. Kolejna osoba, o której chciałbym wspomnieć, to pani Lucyna Schumacher. Zorganizowała genialną przestrzeń konferencyjno-eventową, „Fabrykę Sensu”, w której nieraz mieliśmy przyjemność gościć. Zajęcia z organizacji eventów, które prowadziła pani Schumacher, mocno zaprocentowały w moim życiu zawodowym. Przez pewien czas byłem w firmie odpowiedzialny za organizację dużych imprez, więc doświadczenia z „Fabryki Sensu” okazały się bezcenne. Kiedy pyta pani o najciekawsze zajęcia, myślę też o Piotrku Bartysiu, znakomitym radiowcu, szefie muzycznym radia RAM, który jest chodzącą skarbnicą wiedzy muzycznej. Bardzo miło wspominam zajęcia z emisji głosu z panią Moniką Gruszczyńską, znakomitą śpiewaczką. Ona sama jest niezwykle interesującą postacią, a to były wręcz artystyczne zajęcia. Dalej: Monika Braun, Igor Borkowski, Łukasz Śmigiel, Hirek Wrona, Filip Mecner, Jędrzej Morawiecki, Karol Maliszewski – nie sposób wymienić wszystkich znakomitości, o których mogę z dumą powiedzieć, że byli moimi nauczycielami.

Robiąc research, natrafiłam na ślady Pańskiej działalności artystycznej. Czy zdradzi Pan coś więcej?

Przez jakiś czas występowałem jako wykonawca starych pieśni w jidysz. Bardzo to lubiłem, jednak z nadejściem kolejnych obowiązków, musiałem z tego zrezygnować. Profesjonalnie tańczę i śpiewam flamenco. Zawsze marzyłem o pracy na estradzie, ale tylu mamy teraz zdolnych artystów… Lubię występować przed gronem bliskich mi osób i tak już raczej pozostanie.

Pracę licencjacką pisał Pan o systemie medialnym współczesnego Izraela, magisterska dotyczyła antysemityzmu w Polsce. W jakiej tematyce zapowiada się praca doktorska? 

Tematem rozprawy doktorskiej jest ponownie system medialny Izraela. Zamierzam w niej omówić przekrojowo historię żydowskich mediów na Bliskim Wschodzie i kondycję współczesnego systemu medialnego Izraelu.

Na Pańskim profilu społecznościowym wpadłam na zdanie: ,,Profil finansowany ze środków żydowskich. Zawiera treści promujące ideologię LGBT”. Jak należy to rozumieć? Czy jest to jakaś forma prowokacji? Czy może satyry?

Kiedy wprowadzałem tę informację, dużo mówiło się o rzekomo istniejącej ideologii LGBT, gdzieś tam w tle zawsze pojawiały się niewybredne komentarze o społeczności żydowskiej. Nigdy nie ukrywałem tego, że jestem Żydem, ani tego, że jestem gejem. Teksty, jakie publikuję, w przeważającej części mają charakter satyryczny, więc przez taki opis chciałem humorystycznie zamanifestować swój sprzeciw wobec fali pogardy dla ludzi takich jak ja. Żyjąc w tym kraju, trzeba mieć poczucie humoru. Wesołość i zabawa to najlepsi towarzysze, ale też najbardziej przydatny oręż.

Spotkały Pana nieprzyjemne sytuacje związane z dyskryminacją w środowisku uczelni?

Nie, wręcz przeciwnie. Ja nigdy nie obnosiłem się z tymi informacjami o sobie, ale też nie ukrywałem ich, kiedy ktoś zapytał. W dużej mierze doświadczałem obojętności i tą rekcję lubiłem najbardziej. Uważam, że tak powinno być. Środowisko akademickie na szczęście składa się przeważnie z ludzi tolerancyjnych.

Czym poza prowadzeniem zajęć zajmuje się Pan w ramach działalności akademickiej?

Piszę artykuły do różnych czasopism naukowych m.in. „Dziennikarstwo i Media”. Moją główną dyscypliną jest językoznawstwo i w ostatnim czasie był to przewodni temat większości moich publikacji. Pisanie sprawia mi ogromną satysfakcję. Cieszy mnie możliwość dołożenia swojej cegiełki do świata nauki, a świadomość, że mogę mieć wpływ na rozwój odbiorcy, jest niezwykle pociągająca.

Gdzie widzi się Pan po studiach? 

Gdy jeszcze podczas studiów magisterskich myślałem o swojej przyszłości, nie było w niej doktoratu. Nie wyobrażałem sobie tego, co robię aktualnie. Zazwyczaj moje plany nie sprawdzają się, więc od dłuższego czasu już niczego nie planuję. Jedyne, co mogę powiedzieć, to  to, że pewnie kiedyś wyprowadzę się z Wrocławia. Kocham to miasto, ale lubię zmieniać miejsca. Nie jestem osobą, która koniecznie chce zapuścić gdzieś korzenie. Zawodowo będę pewnie związany ze środowiskiem akademickim, choć może kiedyś spełnią się marzenia o pracy na scenie.


Autor: Agata Jurewicz

Zdjęcie: Archiwum prywatne

Agata Jurewicz

Pochodzę z miejscowości położonej przy styku trzech państw Niemiec, Polski i Czech. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu. Jestem zawodowym aktorem musicalowym i serialowym. Moją drugą pasją jest pisanie. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Szczególnie cenie sobie kreatywność, pracowitość i optymizm, którym sama staram się dzielić. Radość czerpię z podróży, słonecznych dni, muzyki i spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi