Green is the new Black

Na Rynku pojawił się Jarmark, sklepy wystawiły kalendarze adwentowe i czekoladowe Mikołaje. Niedługo zaczną się przygotowania do Świąt i gorączkowe poszukiwanie prezentów dla najbliższych. A kiedy lepiej jest je kupić, jeżeli nie w Black Friday?

Początkowo Amerykańska tradycja obejmowała piątek po Dniu Dziękczynienia, który rozpoczynał przedświąteczny okres przygotowań. Z tej okazji sklepy oferowały swoje produkty w obniżonych cenach i przygotowywały się na tłumy klientów. O popularności przedświątecznych obniżek cen świadczą internetowe relacje, prezentujące zachowania ludzi zaślepionych szałem zakupów. Szturmowanie drzwi i walki o ostatnie sztuki produktów, ale też wzrost przestępczości sprawiły, że powstała strona-licznik ofiar Black Friday.

Wraz ze wzrostem popularności Czarnego Piątku poza Stanami Zjednoczonymi, dzień przeistoczył się w święto konsumpcjonizmu, które w wielu krajach, w tym w Polsce, trwa cały tydzień (Black Week) czy nawet miesiąc. Jedne sklepy manipulują cenami, inne rzeczywiście je obniżają, czasem nawet o 90%, a aktywiści biją na alarm. Jak więc nie dać się omamić przecenowej magii, a jednocześnie oszczędzić nie tylko pieniądze, ale też planetę?

OKAZJA na katastrofę

Zeszłoroczne Black Friday pokazało prawdziwą potęgę tego “święta”. Pomimo pandemicznych obostrzeń marki nie dały za wygraną – weekendowe okazje skusiły tłumy konsumentów, a sprzedaż internetowa znacząco wzrosła w porównaniu do tej z poprzednich lat. Równie zdecydowanie zareagowały osoby aktywistyczne, które organizowały protesty i happeningi na całym świecie. W Szwajcarii ludzie chodzili po sieciówkach w torbach na głowach aby podkreślić, jaki to wstyd kupować z takich sklepach. We Francji “wymierali” przed paczkomatami Amazona, który szkodzi środowisku i był niejednokrotnie oskarżany o wyzysk osób w nim pracujących. Za to w Polsce osoby z Extinction Rebellion przykleiły się do witryn sieciówek w Warszawie i Wrocławiu.

Skąd pomysł na tego typu bojkot Czarnego Piątku? Po pierwsze szał przecenowy, który dopada w tym okresie wiele osób, prowadzi do nieprzemyślanych zakupów. I tak, całkiem nowa rzecz trafia najpierw w kąt, a później na wysypisko wraz z milionami innych. Cena mogła być niewielka, ale koszt środowiskowy nie podlega obniżkom. Ponadto w trakcie Black Week najwięcej zyskują m.in. Amazon czy marki fast fashion, które są ogromnym obciążeniem dla środowiska (branża tekstylna obecnie emituje porównywalną ilość gazów cieplarnianych co Hiszpania). W obu przypadkach też nagminnie łamane są prawa pracownicze. Wystarczy się zastanowić jakie wynagrodzenie dostanie szwaczka za koszulkę, które kosztuje 20 złotych. A obecnie należy od niej odjąć jeszcze SUPER OKAZJĘ -50%. 

PRZECENA na niby

Na same SUPER OKAZJE też lepiej spojrzeć krytycznym okiem. Coraz częściej usłyszeć można historie o oszustwach sklepów. W internecie pełno jest przykładów pokazujących jak marki podnoszą ceny tuż przed Black Friday, tak, aby w dniu przecen wrócić do pierwotnej wartości. Niektóre stawiają na jeszcze łatwiejsze rozwiązanie – podają przekreśloną, zawyżoną cenę tylko na plakietkach promocyjnych. Osoba, która od dłuższego czasu planowała zakup, bez trudu zauważy nieuczciwy zabieg. Jednak spontaniczni klienci, których w tym okresie nie brakuje, łatwo dadzą się oszukać.

To nie jedyne zabiegi, które mają skłonić nas do kupowania ponad miarę. Marketing, rozmieszczenie produktów w sklepach, obecne w nich zapach i muzyka – wszystko to jest precyzyjnie zaprojektowane tak, aby wpływać na osoby kupujące. Jak dobrze wiadomo silne emocje czy ograniczona ilość czasu na decyzję świetnie podnoszą wyniki sprzedaży. Dlatego też marki utrzymują w swoich sklepach przyjazną atmosferę, tak aby ludzie chcieli w nich spędzać jak najwięcej czasu. W hipermarketach produkty pierwszej potrzeby są umieszczone za alejkami pełnymi gadżetów, zabawek, kosmetyków czy sprzętów elektronicznych. Za to na stronach internetowych często pojawiają się zegary odliczające czas do końca promocji czy, jeszcze lepiej, dedykowanej oferty.

PROMOCJA rozsądku

Wraz ze wzrostem świadomości społeczeństwa kwestie ekologii i etyki konsumenckiej przebijają się do publicznej dyskusji. W internecie pojawiają się deklaracje rezygnacji z udziału w Black Friday. Jednak jak zwykle nic nie jest czarno-białe. Same promocje nie są złe, jeśli tylko koniecznie potrzebujemy coś kupić. Wystarczy przemyśleć swoje zakupy, zrobić listę potrzebnych rzeczy i zastanowić się, czy nie mam możliwości ich wypożyczenia lub kupienia z drugiej ręki. 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Paulina Górska (@eko.paulinagorska)

Świetnym sposobem na ekologiczno-moralne wątpliwości jest alternatywa Black Week. Green Friday zakłada robienie przemyślanych zakupów u odpowiedzialnych marek, które zamiast zwykłych promocji, proponują np. wymiany starych produktów na zniżki/bony (np. tegoroczna akcja “Oddaj i zyskaj” IKEI) lub przeznaczają część zysków z zakupów na wybrany cel charytatywny. Może nie jest to OKAZJA -70%, ale mamy za to pewność, że nasze zakupy nie dołożą cegiełki do zanieczyszczenia środowiska. Nie zapominajmy też, że taka pośrednia wpłata na organizację charytatywną może być rozstrzygająca w przydzielaniu nas na Listę Grzecznych Dzieci. Lepiej dmuchać na zimne.


Autorka: Izabela Korona

Zdjęcie: pixabay

Izabela Korona

Kiedyś uwielbiałam czytać horrory, marząc o karierze pisarki. Później dowiedziałam się, że demony istnieją i zapragnęłam je poskramiać na psychologii. Po roku zrezygnowałam, żeby wrócić do porzuconego marzenia pisania o rzeczach strasznych - poszłam na dziennikarstwo opisywać rzeczywistość. Za dnia czytam o ekologii, nierównościach społecznych i ukochanej psychologii. Nocami unikam deadlinów patrząc w gwiazdy i poszukując tej jedynej piosenki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi