Lo-fi, czyli nostalgia 24/h

Staromodna kuchnia i stojąca przy oknie dziewczyna. W ręce trzyma kubek parującej kawy. Za oknem mgła, słychać monotonny rytm deszczu.

Gdyby Edward Hopper tworzył muzykę, byłby prekursorem lo-fi. Samotne postacie w przyciemnionych, zamkniętych przestrzeniach wydają się trwać w zamyśleniu. Podobnie jak muzyka, jego obrazy wprawiają w nastrój błogiej nostalgii. Tęsknoty za czymś, czego nie można uchwycić.

Ten nastrój skojarzy każdy student, który kiedykolwiek włączył youtubową playlistę „do nauki” w ostatniej próbie ratowania się przed egzaminem. Obrazek załączony do linku przeważnie przedstawia samotną postać – jak na obrazie Hoppera – odizolowaną, zamyśloną, zaczytaną. Tym samym, łącząc estetykę i elementy popkultury, playlisty i radia internetowe 24/h z lo-fi stały się fenomenem nie tylko na poziomie muzyki.

View this post on Instagram

New York Office #painting #art

A post shared by Edward Hopper (@edward.hopper) on

Lo-fi jest muzyką celowo niedopracowaną. Błędy techniczne i gorsza jakość nagrania dźwięku tworzą miks, który może się wydawać przypadkowy, ale wcale taki nie jest. Niedbałe ukulele, zagłuszony automat perkusyjny, syntezatory, czasem nagrania wokalu pochodzące z audio poradników, z anime albo gier na stare Nintendo, a także hip-hopowe, rytmiczne bity sprawiają, że lo-fi staje się świetnym podkładem do codziennych czynności.

Nie wymaga skupienia, nie wymaga nawet zbyt dużo wysiłku; wystarczy wejść na YouTube i wybrać jeden z linków, a muzyka, wyselekcjonowana już za nas, będzie płynąć przez nieokreślony czas. Czas, w którym – idąc za tytułami playlist – uczymy się, relaksujemy, a nawet ostatnio odbywamy domową kwarantannę.

 

Kaseta z życiem

Na czym polega popularność tej muzyki? Największy kanał, ChilledCow, obecnie ma ponad 5,5 milliona subskrybentów. Generacja, która wychowywała się, słuchając hip-hopu i oglądając Cartoon Network, chętnie wybiera analogowe nośniki; nic dziwnego więc, że przesterowane lub celowo uszkodzone nagrania, rodem z kaset, stają się gatunkiem samym w sobie.

Lo-fi jest ludzkie. Lubimy niedoskonałe rzeczy, bo sami jesteśmy niedoskonali. Przecież najbardziej wartościowe relacje budujemy na błędach i nieporozumieniach. Uczymy się nawzajem tolerować swoje braki. W japońskiej idei wabi-sabi to właśnie rzeczy niepełne i uszkodzone są najpiękniejsze.

Może dlatego lo-fi prowokuje poczucie nostalgii za czymś pięknym; za żywymi i wartościowymi doświadczeniami, które w ciągu ostatnich 10 lat przeniosły się z prawdziwego życia do social mediów.  Jako generacja chcemy należeć do większego kolektywu, znaleźć niszę, w której podobni do nas ludzie czują podobne emocje. Tęsknimy za poczuciem bezpieczeństwa, które daje społeczność.

Mam tak samo jak ty

W 2020 roku bezpieczeństwo to słowo klucz. Epidemia, protesty na całym świecie, kryzys ekologiczny i nacjonalistyczne tendencje w polityce; ludzie organizują się i próbują wspólnie walczyć o ważne dla nich sprawy. Większość działań jednak odbywa się na poziomie social mediów. Tymczasem ponowoczesność hołduje jednostce, jej niepowtarzalności, niezależności. A jednak potrzeba współzależności i grupowania się jest teraz widoczna bardziej, niż kiedykolwiek.

Prawdziwe, zżyte społeczności, połączone na przykład, wspólnymi tradycjami czy nawet tożsamością etniczną, zniknęły lub przeniosły się do Internetu. W swojej wybrakowanej formie. Są wydmuszką prawdziwych więzi, które dawały jednostce poczucie bezpieczeństwa.

W czasach, gdy minimalizm jest wynoszony na piedestał, a Marie Kondo propaguje wręcz maniakalny porządek i zorganizowanie, trudno jest zaakceptować nagłe zburzenie się całej rutyny i stabilności. Próbujemy przywrócić się do stanu zen, a popularność instruktaży jogi w Internecie mówi sama za siebie.

Tęsknota za…?

Trudno jest także zaakceptować, że utopijna wizja świata, który przyjmuje każdego z otwartymi rękoma, pęka z każdą nową tragiczną wiadomością, zostawiając jednostkę sam na sam ze swoimi myślami. Kilku znajomych powiedziało mi, że nie potrafią być sam na sam ze sobą – w ciszy.

Przytłoczenie, niepewność, strach, a nawet panika to uczucia, z którymi już się zżyłam. Próbuję znaleźć odskocznię od surrealistycznego świata, na który wcale nie byłam przygotowana, szukając czegoś ciągle jak bohater Orlanda Szalonego, jednak nie potrafiąc niczego uchwycić. Szukam stabilności w tęsknocie za tym, co było.

Nie tylko ja lubię uciekać we wspomnienia. Według wyników badań przeprowadzonych przez psychologów z uniwersytetu Southampton, nostalgia może korzystnie wpływać na zdrowie psychiczne. Może mieć wpływ na podwyższenie samooceny oraz poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym. Okazało się też, że intensyfikując poczucie wsparcia społecznego, nostalgia zapobiega uczuciu samotności i pozwala lepiej radzić sobie z problemami.

Estetyka samotności

Sztandarowym obrazkiem, który towarzyszy playlistom lo-fi na YouTubie jest postać (najczęściej) młodej dziewczyny, narysowanej w stylu anime. W zależności od tytułu – dziewczyna albo się uczy przy przygaszonym świetle, albo czyta książkę, albo spogląda za okno na padający deszcz. Obraz razem z muzyką tworzą określoną, internetową estetykę, która zawiera w sobie nie tylko te dwie sfery, ale także ubiór (inspirowany stylem lat 90’), zainteresowania, a nawet zachowanie – na przykład głębokie zamyślenie.

Niektórzy źródła tak zwanego „chillwave aesthetic” szukają w kreskówkach Cartoon Network. O godzinie 20:00 zaczynał się segment Adult Swim. Zawierał on programy przeznaczone dla dorosłych odbiorców, takie jak np. Rick i Morty. Właśnie podczas tej ramówki można było usłyszeć ścieżki dźwiękowe, które bardzo przypominają obecne chillwave i lo-fi, czyli płynne bity i relaksujące, czasem nawet psychodeliczne, melodie. Prekursor i jeden z najbardziej cenionych twórców hip-hopu z pogranicza lo-fi, artysta o pseudonimie MF Doom, wydał w 2005r album „The Mouse and the Mask” – kolaborację z Adult Swim. Na nagraniach wykorzystał dźwięki i głosy postaci z popularnych programów.

Produkcje Cartoon Network wiele czerpały jednak z tradycyjnego, japońskiego stylu rysowania mangi (komiksów) i anime (kreskówek). Anime przecież nie jest amerykańskie, a zostało bardzo dobrze przyjęte i na swój sposób zaadaptowane przez zachodnią kulturę, lecz na własnych warunkach.

Muzyczny eskapizm

Fenomen playlist lo-fi jest więc zjawiskiem, które ma korzenie w kulturze amerykańskiej (Cartoon Network), ale w ramach „globalnej wioski” tendencje szybko się rozchodzą. Zdaniem amerykańskiego muzykologa, Richarda Taruskina, praktykowany od setek lat orientalizm objawia się nawet w takich, z pozoru prozaicznych, trendach internetowych.

Ta antropocentryczna fascynacja Zachodu Wschodem, spłycony i stereotypowy obraz wschodniej kultury jest, według niego, odrestaurowanym, przeniesionym do cyfrowego formatu, dziewiętnastowiecznym orientalizmem. Chillwave wybiera bowiem tylko niektóre elementy kultury Japonii, powierzchownie szukając w niej tylko estetycznych wrażeń i inspiracji.

Poza tym, współczesne społeczeństwo Japonii w zasadzie utożsamia eskapizm; to właśnie w Kraju Kwitnącej Wiśni zdefiniowano pojęcie hikikomori, oznaczające „wejście do środka i niewychodzenie na zewnątrz”, „ograniczenie się do przebywania w zamkniętej przestrzeni, domu, pokoju”. Czy nie staje się to ostatnio wspólnym przeżyciem ludzi z całego świata? Błoga samotność, napięcie między starym a nowym, między rzeczywistością a sztucznością; to wszystko są uczucia, które twórcy chillwave chcą wyrazić w muzyce.

Z laptopem i kawą

Etos pracy uświęcany przez poradniki produktywności sprzyja izolacji. Wchodząc do kawiarni z laptopem, odcinamy się od innych i zamykamy we własnym środowisku pracy. Częścią kawiarnianego doświadczenia jest zresztą atmosfera tworzona przez dźwięki ekspresu, stukania filiżanek, przytłumionych rozmów. Lo-fi często pobrzmiewa w tle, a wszystko to sprawia, że tak zwany „biały szum” wprowadza nas w skupienie, którego nie możemy odtworzyć we własnym domu. Jesteśmy w stanie za to doświadczenie przepłacić nawet 2000%; kawa zrobiona w domu kosztuje przecież grosze.

Playlisty lo-fi, grając retro muzykę zmiksowaną z białym szumem, są więc sposobem, żeby takie środowisko przenieść tam, gdzie tylko chcemy. Na YouTubie jedna z playlist o sugestywnym tytule „2 A.M Study Session – lofi hip hop/chill beats” ma obecnie 2,5 mln wyświetleń. Znaczyłoby to, że wiele osób wybiera ją jako tło do intensywnej nauki. Wciąż funkcjonuje mit efektu Mozarta, który mówi, że muzyka klasyczna pomaga w zapamiętywaniu i zwiększa inteligencję. Chillwave jest jednak Mozartowi bardzo dalekie; uczenie się z muzyką weszło do kanonu studenckiego życia, lecz nie dlatego, że faktycznie pomaga, a dlatego, że stwarza znane nam środowisko, razem z umysłem, angażując słuch.

 

Fenomen popularności kanałów i playlist lo-fi ze sprecyzowanymi tytułami odzwierciedla wiele cech pokolenia POMIĘDZY. Odbiorcy lo-fi nie są millenialsami, bo są zbyt młodzi, ale nie wchodzą też do generacji Z, nie tylko ze względu na to, że na nią z kolei są za starzy, mają bowiem zupełnie inne upodobania i charaktery. Generacja Z poszukuje coraz to nowych stymulantów, próbuje się odciąć od tradycji i historii, chce być niezależna i oryginalna. Tymczasem odbiorcy lo-fi najwyraźniej kierują się nostalgią, poszukując kolektywnego doświadczenia.

Tropów jest wiele. Jak wyjaśnić pociąg do bycia samemu, jeśli nie potrafimy wytrzymać ze sobą w ciszy? A może po prostu lubimy słyszeć dźwięki przypominające nam dzieciństwo i bezpieczną stabilność? W końcu, gdy wszystko jest relatywne, lo-fi w swoim rdzeniu pozostaje tym, czym jest faktycznie; bardzo relaksującą muzyką dostępną na wyciągnięcie ręki.


Autor: Aleksandra Simla

Aleksandra Simla

Między przesłuchiwaniem staroci (dziennikarstwo muzyczne) a czytaniem Calvino (italianistyka) znajduję czas na pisanie. Zimą dopracowuję przepisy na wege zupy, latem podróżuję, jeśli tylko mogę. I uważam, że spacery są bardzo underrated.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi