Bezrobocie nie wybiera

-Gerwazy!- złowieszczo ryknął Szef na cotygodniowym podsumowaniu pracy. Trochę się go bałem, ale już wiedziałem, co powie. Nie wykrzyczy niczego, o czym bym już sam nie wiedział. Zaraz mi wypomni, że się spóźniam, że zawalam deadline’y, że jestem gapą, zapominam o ważnych datach, nie wyrabiam normy. Nuda. Stara śpiewka.

Gerwazy! Gdybyś ty miał takie moce, tobyś mnie do grobu wpędził! Tym swoim spóźnialstwem, gapiostwem, ignorancją, lenistwem! Jesteś bumelant jakich mało! Za chwilę przypomnę, co zawaliłeś, zobaczymy czy wtedy też będzie ci do śmiechu. – No trochę się śmiałem, nie zaprzeczę. Bo co poradzę, że jestem jaki jestem? Ja się do tej roboty nie pchałem, szef sam mnie chciał, niech pokutuje, a mi da święty spokój. Gdybym mógł, to strzeliłbym mu wypowiedzenie, na to jego bieluteńkie biurko. Aż by kartki latały dookoła, a jego siwy wąsik napuszyłby się od tego huku. Może kiedyś to zrobię, ale będzie widowisko… Ale teraz to jeszcze trochę się pomęczę na, szumnie nazywanym, etaciku.

Pacjent numer jeden!– krzyknął szef, by sprowadzić moje myśli na ziemię.

Pacjent numer jeden nie jest bobsleistą. Tymczasem gdy potknął się o własną nogę i spadał po schodach, przeraźliwie krzycząc „BOŻE!”- ty się śmiałeś, radośnie klaszcząc i pod nosem prawiąc morały, że gdyby wyciągnął ręce mocniej do przodu to byłby bardziej aerodynamiczny. Gerwazy!– Miał szef rację, tak było. Zagapiłem się, a gdy ten już spadał,  na próżno było go ratować. Przecież nic się nie stało, noga się zrośnie, odpocznie chłopak trochę, poleży, będę go pilnował, obiecuję. Drugiej nogi już mu nie dam złamać.

Pacjent numer dwa potrzebował od ciebie tylko chwili uwagi. Szedł na rozmowę kwalifikacyjną, czyli na wydarzenie, na które niebawem będziesz chadzał bardzo często, jeśli twoja praca wciąż będzie tak wyglądała. Tego dnia padał deszcz, dzieci skakały przez kałuże, buty przemakały, a samochody nieuważnie przemykały po dziurach wypełnionych brudną wodą. A co się wtedy dzieje? Ta błotnista maź ląduje na przechodniach. Parasol, Gerwazy albo moment twojej czujności, mógł uratować pacjenta od wyglądu zmokłej, zmęczonej życiem kury.– Znowu Starszy miał rację. Rozwiązywałem wtedy krzyżówkę, do wygrania był mikser, później okazało się, że to nie był sprzęt do miksowania muzyki, wtedy już było za późno. Stał ten mój człowiek przemoczony cały, wyglądający jak siedem nieszczęść. Stało się, po co drążyć temat, to już przecież nic nie zmieni.

Nie będę się nad tobą pastwił, chociaż przykładów z tego tygodnia mam jeszcze masę, przytoczę już ostatni. Chciałbym o nim wspomnieć bo jest tak absurdalny, że nawet przez moment się zaśmiałem. Ale tylko przez moment. Powiedz mi, Gerwazy, co miałeś na myśli, idąc nad staw, łapiąc biedne, oślizgłe żaby? Zapakowałeś je byle jak, do kartonu, zatargałeś do pacjentki numer trzy i dumnie położyłeś na jadalnianym stole? Czy ty widziałeś jej reakcję? Jak biegała od ściany do ściany, wymachując zamaszyście firanką, którą trzymała wtedy w rękach? Słyszałeś krzyk i wszystkie wyzwiska tego świata, którymi próbowała celować w te biedne zwierzęta, myśląc, że wypędzi je tym z domu?– Przyznam, że to była niezła akcja, ale to nie moja wina. Ona sama coś burczała pod nosem, że chce powiesić zasłony i firanki, że brakuje jej żabek. Od początku wydawało mi się to dziwne, po co komu do wieszania kawałka materiału biedne płazy? No ale, że jestem od zadań specjalnych, nie od rozumienia, to poszedłem i tych żab nałapałem. Wielkie mi halo.

Należy wam się kilka słów wyjaśnienia. Moje życie na Ziemi skończyło się nagle. W wesołym miasteczku nie zapiąłem dokładnie zabezpieczenia i poszybowałem daleko, daleko w błękit. Trafiłem tutaj, do Szefa, poznając przy okazji swojego Anioła Stróża, którego normalny pracodawca wyrzuciłby nawet ze stróżówki podrzędnego, podmiejskiego osiedla.

Niebieski myślał, że skoro skończyłem, jak skończyłem, to na coś się tutaj mogę przydać. Dał mi paru śmiertelników pod opiekę. Biada im, ciągle coś ważniejszego mam do zrobienia, jestem zmęczony, na urlop jeszcze nie zapracowałem. Najgorsze jest to, że na Boga nawet się poskarżyć nie mogę. Tak się ustawił, że nie mam komu na niego donosić.

Jeśli ktoś ci, człowieku, mówi, że wyśpisz się po śmierci, nie wierz w ten stek bzdur! To jawne oszustwo. Proś gorliwie swojego Anioła Stróża, by czuwał nad tobą jak najdłużej, bo myślę sobie, że raj jest na Ziemi. Masz tam płatne urlopy i Państwową Inspekcję Pracy…


Karolina Augustyn

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *