Niderlandzkie troski

Mieszkańcy Niderlandów od dekad wydzierają morzu każdy możliwy do zagospodarowania kawałek ziemi. Budują zapory, podnoszą wały przeciwpowodziowe, a do listy rzeczy, z którymi muszą się na co dzień mierzyć dochodzi jeszcze walka z globalnym ociepleniem oraz panującą na świecie pandemią.

Kwadratowa niebieska tabliczka z napisem „Nederland 1 km” po dziesięciu godzinach jazdy samochodem była mi wybawieniem. Niemieckie autostrady w pierwszych tygodniach lutego były mocno oblodzone, przez co podróż zdawała się mordęgą. Nie minęła jednak chwila, a obowiązujące na terenie całej Holandii ograniczenie prędkości do 100 km na godzinę, przywróciło osiadające mi na powiekach zmęczenie. Ograniczenie to funkcjonuje między godziną 6 a 19 i ma za zadanie zbliżyć Niderlandy do osiągnięcia neutralności klimatycznej.

W podobnym celu wprowadzono również podatek od samochodów, którego wysokość zależna jest od generowanych przez auto zanieczyszczeń. Holendrzy, którzy sami o sobie mówią jak o narodzie oszczędnym, umiejącym dobrze obchodzić się z gotówką, aby mniej płacić za transport, często przesiadają się do mniejszych aut, które emitują mniej spalin. Holandia jest też państwem mocno zachęcającym swoich mieszkańców do zakupu samochodów elektrycznych oraz tzw. hybryd. Nowe modele Tesli, bezgłośnie sunące po drogach, są tu rzeczą normalną i często spotykaną. Do ich zakupu motywują różnego rodzaju rządowe dofinansowania, a lokalne władze z chęcią montują stacje ładujące, na prośbę ich użytkowników.

Nikogo nie powinno dziwić, że Niderlandy, jako kraj najbardziej zagrożony pogłębiającym się kryzysem globalnego ocieplenia, ze wszystkich sił starają się jemu przeciwdziałać. System wałów przeciwpowodziowych jest stale modernizowany, by nie dopuścić do ponownego zalania kraju. Holendrzy dobrze pamiętają rok 1953, w którym to morze przedarło się przez zapory, dostając się na 75 kilometrów w głąb lądu i zabijając przy tym ponad 1800 osób.

Nie wszyscy jednak są zadowoleni z działań na rzecz klimatu. W ciągu ostatnich dwóch lat zaostrzające się prawo najbardziej odbiło się na tamtejszych rolnikach. W proteście przeciwko m.in. zakazowi stosowania pasz (przez które krowy wydzielają więcej gazów cieplarnianych) niejeden raz setki obwieszonych transparentami traktorów wyjeżdżały na autostrady, będące arteriami łączącymi największe holenderskie miasta, utrudniając ruch na terenie całego kraju. Niespełna 17-milionowy naród jest największym w Europie producentem żywności, a rolnictwo jest ważną częścią jego gospodarki, dlatego też duża część Holendrów popiera protesty rolników.

Trochę o obostrzeniach

Polakom godzina policyjna kojarzy się głównie ze stanem wojennym na schyłku komunizmu. Dla Holendrów od dwóch miesięcy jest to szara rzeczywistość. Osoby przebywające na dworze między godziną 21 a 4 rano, narażają się na mandat wysokości 90 euro. Jednak w Rotterdamie, mieście w którym ludzie bardzo luźno traktują pandemiczne obostrzenia, policja zdecydowała się na dodatkową karę. Od poniedziałku, na plakatach i bilbordach tego miasta możemy przyjrzeć się wizerunkom osób łamiących godzinę policyjną. Ma to na celu odstraszać ludzi niestosujących się do wprowadzonych regulacji.

Grupą najmniej zadowoloną z obostrzeń jest holenderska młodzież, która od początku ich wprowadzenia masowo wychodziła na ulicę, by wyrazić swój sprzeciw. Zamknięte kluby, restauracje i inne miejsca spotkań sprawiają, że tamtejsze protesty często zmieniają się w imprezy masowe, pełne tańczących, roześmianych i pijanych ludzi. Z uwagi na dużą ilość osób biorących w nich udział, holenderska policja ma niemały problem w kontrolowaniu tych zgromadzeń. Nie pomaga w tym również zuchwałość tamtejszej młodzieży, która nie boi się fizycznej konfrontacji z funkcjonariuszami, często zmuszając ich do zaniechania prób pacyfikacji tychże zbiorowisk.

Mimo tak buntowniczych nastrojów wśród tamtejszej młodzieży większość mieszkańców tego kraju rozumie i respektuje wprowadzane tam przepisy klimatyczne oraz chwilowe ograniczenia swobód obywatelskich. Bezpośredniość w wyrażaniu swoich poglądów i brak tematów tabu sprawiają, że nawet pomiędzy ludźmi o skrajnych dla siebie poglądach tworzy się przestrzeń do dyskusji, a co za tym idzie, do wypracowywania kompromisów. Nam Polakom, holenderskie przepisy mogą zdawać się przesadne i naruszające wolność osobistą, Holendrzy jednak dobrze rozumieją, czemu te prawa mają służyć. Dlatego moim zdaniem, są oni idealnym przykładem dojrzałego, demokratycznego społeczeństwa.


Autor: Filip Karasiewicz
Zdjęcia: pixaby.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *