Tramwaj zwany podążaniem

To całkiem miła niespodzianka, obudziłem się. Próbowałem otworzyć oczy, a siłą woli podnieść ręce, by pomóc ciężkim powiekom. Rozejrzałem się dookoła, nie rozpoznawałem tych ścian.

Nie przypominały ani mojego domu, ani żadnego miejsca, które znałem. Było tam zimno, pusto, dookoła widziałem tylko zaparkowane tramwaje. Czułem, że nie mogę się ruszyć, miałem wrażenie, że jestem jakiś taki nienaoliwiony… Zaraz, o co tutaj chodzi?!

Zacznijmy od początku… Jak przez mgłę, ale bardzo nachalnie, przypominała mi się twarz jakiegoś faceta. Kogoś mi przypominał, jakbym znał go od zawsze. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie gościa, którego nawet mógłbym polubić. W tych moich przebłyskach widziałem go pędzącego autem. Nie było to jakieś tam auto, ów bohater moich wspomnień siedział wygodnie w nowiutkim Fordzie Mustangu. Czerń lakieru i biel skór podkreślała zawadiacki styl kierowcy. Z głośników dudniła otumaniająca muzyka, która zagłuszała świat za szybami samochodu.

– Kto jest królem szos? Szczepan jest królem szos!- krzyczał do siebie i wyprzedzał raz, za razem, bez opamiętania. Kurczę, naprawdę podobał mi się ten facet, moglibyśmy kiedyś ścigać się razem. Ciągle ktoś na niego trąbił, stukał się w czoło pokazując mu środkowy palec. Ja rozumiałem co on czuje, byłem taki sam. Prędkość, adrenalina, ryk silnika, pospolity człowiek tego nie zrozumie. Do takiej fascynacji trzeba być wyjątkowym. Motoryzacja i mocne maszyny nie wybierają słabych, wymagają odwagi i nerwów ze stali. Rozrywka nie dla przeciętniaków. Chyba właśnie odnalazłem swojego duchowego brata bliźniaka, koniecznie musimy się zaprzyjaźnić.

Chciałem przypomnieć sobie, skąd go znam. Nie chcąc uronić ani sekundy z tych projekcji, starałem się odkopać w czeluściach umysłu czas i miejsce, w którym mogłem spotkać gościa z czarnego Mustanga. Zależało mi na tym bo, wstyd się przyznać, nie miałem masy przyjaciół. To pewnie dlatego, że niewielu na mnie zasługuje, na moją uwagę i czas. Jestem dobrze sytuowany, mam niezłe auto, kobiety się za mną oglądają, a mi czasem zdarzy się na nie zagwizdać. Lubię szalone imprezy, ale najbardziej lubuję się właśnie w szybkich samochodach, dlatego Szczepan byłby idealnym kompanem. Widzę to już oczyma duszy, ja i on, władcy prędkości i kobiecych serc. Ale chwila, co się dzieje? Wspomnienia jakieś mi się przyplątały, słyszę krzyk i pisk opon.

-Co jest grane?! Skąd ten tramwaj…- tu był już tylko huk, później głucha cisza. Pospiesznie otrząsnąłem się i otrzepałem z dziwnych napaści napastliwych pomruków pamięci. Czułem, że z tego letargu wracam powoli do rzeczywistości. A ona była zaskakująca. Próbowałem się ruszyć, właściwie to miałem wrażenie, że jadę, przemierzam sobie Wrocław. Nawet rozpoznaję tę ulicę, mijam Dworzec Główny, Teatr Capitol, lubiłem te miejsca. Tylko dlaczego mój umysł mówi o nich w czasie przeszłym?

Dobrze, jadę dalej, Plac Legionów, skręcam w lewo w Grabiszyńską, dziwną mam perspektywę, moje oczy mają bardzo szerokie pole widzenia, ciekawe doświadczenie. Wtedy jeszcze nie drążyłem powodów, przez które tak się dzieje. Napawałem się prędkością i poczuciem wolności, widziałem, że cały czas kręcą się wokół mnie ludzie. Wspominałem wcześniej, że nie miałem zbyt wielu znajomych, sam też nie zabiegałem o sympatię ludzi, bardziej mnie irytowali. Nie lubiłem większości, nie dorastali mi do pięt.

-Przepraszam, czy ten tramwaj jedzie do zajezdni?- A skąd ja mam to wiedzieć brzydki, rudy człowieku?! Chwila, chwila, dlaczego ja tego nie mogę powiedzieć? Dlaczego tylko mi się to pomyślało? Hola, hola, gdzie są moje nogi? Co to za małe, śmieszne kółeczka zamiast nich? Czemu, co chwilę, nieświadomie, gadam „Następny przystanek”?! To jest chyba kiepski żart, czy ja jestem… Tramwajem?! Przecież ja ich nawet nie lubię. Ba, gardzę publiczną komunikacją miejską. To nie dla mnie, liczy się dobra fura i zapach spalonej gumy zostawionej na asfalcie…

Nie wierzyłem w Boga i nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałem, ale sytuacja wydawała się już na tyle absurdalna, ba ona była już daleko za granicami absurdu, że postanowiłem wyjaśnić sobie z nim pewne kwestie. Zapytałem więc, o co tutaj chodzi… Nie będę Wam cytował jego odpowiedzi, nie chcę sobie szargać nerwów. Wszystko złożyło się w całość. Ten niezły gość z moich wspomnień to ja. To on sprawił, że jestem teraz tym cholernym tramwajem. No dobrze, może trochę za szybko jeździłem, może i uderzyłem z impetem w ten tramwaj, może tak było w moim poprzednim wcieleniu. Nie neguję. Ale żeby za pokutę kazać mi być tramwajem?

Wrocławska komunikacjo miejska – strzeż się, nadjeżdżam…


Karolina Augustyn

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *