AUTO(re)prezentacja, czyli impresje z ogórka

-Chyba jedzie! – rzucił do siebie Dawid, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Jego droga do pracy była kiedyś koszmarem nadchodzącym każdego dnia, jak w zegarku.

No, z tym zegarkiem to może zbyt śmiałe stwierdzenie. Owa senno-realna mara lubiła się czasem spóźniać. Latem ten dramat jest gorący, w środku nie ma klimatyzacji, zapachy mieszają się w olfaktoryczną bombę. Zimą? To już inna para kaloszy, dach przecieka, z okien wieje przeszywający wiatr, a po kątach polegują smutne, samotne rękawiczki.

-No szybciej… Kolejne spóźnienie i będę bezrobotny. A tym autobusem to sobie będę jeździł do pośredniaka, nie do pracy… – sfrustrowany warknął do towarzyszy przystankowej niedoli. Każdy tam na coś czekał. Z pozoru na to samo, wiadomo, żeby w końcu wsiąść i pojechać. Ale dokąd? Różne to były historie. Na dworzec, po rodzinę, z którą dobrze jest tylko na zdjęciu, po warzywa na targ, gdy było się babinką w chuście. Jechali też do lekarza, żeby ponarzekać, być w temacie… Bo tych przecież w poczekalni jest bez liku. Byli też szwendacze, turyści i masochiści, którzy taki sposób podróżowania lubili i czerpali z niego radość.

O, jest, przyjechał relikt przeszłości, szumnie nazywany autobusem miejskim. Kurs prawa jazdy przerósł Dawida – transport publiczny był jego ostatnią deską ratunku. Początkowo bardzo się tym denerwował, ale frustracje postanowił jakoś okiełznać. Może nawet je oswoić i spróbować polubić te jego małe podróże. Wymyślił sobie, że to jakby teatr jest, ten autobus. Dostaje program, ale pusty, bo od niego zależy, co wyłapie i w którą stronę rzuci okiem.

Akt pierwszy: SIATKARKA

Po skosie, po lewej, usiadła ona, może Basia, może Hanka, chyba mężatka, ale mąż został w domu. Siaty ze sobą zabrała na wycieczkę. Posadziła je na siedzeniu obok, bez widoku, okno zostawiła dla siebie. I tak spoglądała, to na siaty, to na świat za szybą. Od czasu do czasu burknęła coś w stylu „jak wariat prowadzi, życie mi miłe, wolniej!”- na ostrym zakręcie ze szmacianych worków wynurzyła się nać pietruszki, pęk marchewek, noga wesołego niegdyś kurczaka – będzie pewnie rosół. Może mąż się rozchorował? Pewnie do niego Basia-Hanka tak prędko chce wrócić.

Akt drugi: MARZEN(i)A

-No,no!- zakrztusił się własnymi, kosmatymi myślami Dawidek. Zobaczył długonogą brunetkę o zniewalającym spojrzeniu. Kaskada włosów spadła frywolnie na jej policzek, kiedy ta podnosiła upuszczony bilet. Dawid jej miejsca nie ustąpił, taki był oszołomiony. Marzeną ją nazwał, bo była jak z marzeń. „Co się gapisz? Życie z prostym nosem Ci się znudziło?”- tak go ta Marzena potraktowała, na szczęście aktorów w autobusie było jeszcze wielu, dlatego długo po niej nie płakał.

Akt trzeci: DISC JOCKEY

Na wolnym fotelu, sąsiadującym z Dawidem, usiadł mobilny klub disco. DJ zaserwował kilka lekcji na temat dobrego życia. Ważne są tylko chwile, mama ostrzegała, że będzie wianki sam zaplatał, jego i tego drugiego nadzieja. Wiadomo, same klasyki. A bohater naszej opowieści marzył, żeby wybrzmiała piosenka, która zwiastuje, że to już jest koniec. Oczywiście tak, by nie ominęła żadnego, obecnego w autobusie ucha.

Obserwacji miał wiele, myślał sobie, że może jakąś książkę kiedyś napisze. O tych ludziach, którzy są jacyś, gdzieś jadą, coś czują, często knują, komuś coś mówią, a jemu czasem odburkną.

A on sobie siedzi jak w teatrze albo jak w kinie, kiedy noc jest i jadą w ciemności. Odrobinę zniecierpliwiony, zdenerwowany, ale nikt przecież nie obiecywał, że sztuki teatralne zawsze będą fascynujące.

Dorabia sobie historie, szuka szczegółów, wyjątkowości, wad i zalet. Dawid patrzy i uważa, że jest górą nad tym, kto nie patrzy. Lubi ten autobus, bo czuje się w nim jak pan. Chyba, że akurat skończyła się trasa, musi wysiąść i znów wtopić się w szary tłum.


Karolina Augustyn

zdjęcie: archiwum prywatne

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi