Gotowanie na ekranie, część I

W tym roku minęło dziesięć lat od emisji kultowego programu telewizyjnego pod tytułem „Kuchenne rewolucje”, prowadzonego przez Magdalenę Gessler. To zapoczątkowało prawdziwy szał na, tak zwane, gotowanie na ekranie. W rezultacie w przeciągu czterech lat, jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się kolejne programy, kolejno „Masterchef”, „Topchef”, „Hells Kitchen”, a nieco później „Masterchef Junior”. W serii na tapet biorę wyłącznie programy komercyjne.

Etap 1

Program oparty jest na amerykańskim formacie „Kitchen Nightmares”. Do prowadzącej Magdy Gessler zgłaszają się restauratorzy, którzy przez złe zarządzanie lokalem gastronomicznym, stanęli na granicy bankructwa. I tutaj pojawia się prowadząca, której pracę możemy podzielić na kilka etapów. W pierwszym z nich realizatorzy programu przedstawiają właścicieli lokalu, którzy opowiadają o swoich problemach i opisują kondycję finansową restauracji. Następnie w świetle jupiterów, wraz ze swoim Excaliburem, wchodzi ona. I tutaj pojawia się pierwszy problem, ponieważ dokładnie nie wiem, jak powinienem ją opisać. Restauratorka? Celebrytka? Może jedno i drugie? Sama o sobie mówi, że jest też psychologiem, w tym znaczeniu, że rozwiązuje prywatne problemy ludzi, które przekładają się na prowadzenie firmy.

Etap 2

Wzbudza duże kontrowersje – prowadząca próbuje poszczególnych dań, następnie je ocenia. Szkopuł w tym, że jest przy tym okrutna, często poniża ludzi. Potrafi rzucać talerzami czy wylać garnek z zupą na głowę kucharza. Często ma jednak rację, ponieważ odwiedzając restauracje, niejednokrotnie spotyka się z brudem, nieprzestrzeganiem zasady FIFO czy wątpliwej jakości jedzeniem. Zatrzymując się przy ostatnim, pamiętam, jak w którymś z odcinków prowadząca kazała właścicielom zjeść, w dużej ilości, wędliny, które, jej zdaniem, były niezdatne to spożycia, ze względu na zbyt dużą liczbę konserwantów. Było to bardzo upokarzające.

Etap 3

Na kolejnym etapie gwiazda przechodzi do działania. Najpierw widzimy serię poważnych rozmów z właścicielami i załogą, a następnie twórcy programu serwują gry i zabawy, mające na celu otworzenie załogi na ich problemy. Sam format jest dość ciekawy, jednak często brakuje mi w tym wszystkim jedzenia. Kolejną rzeczą jest to, że skoro załoga kucharska i kelnerska jest beznadziejna, to wręcz niemożliwe jest nauczenie ich wszystkiego od nowa w kilka dni. Szczególnie mając na uwadze, że właścicielami są często amatorzy, którzy nie mają pojęcia na temat prowadzenia biznesu w gastronomii. Dlatego program mimo tego, że z pewnością dostarcza dużo rozrywki, jest po prostu sztuczny.

Etap 4

Magda Gessler uczy ekipę poprawnego gotowania i przygotowuje zespół do kolacji, która odbywa się ostatniego dnia kuchennych rewolucji i jest niejako egzaminem dojrzałości kulinarnej. Lokal przechodzi także metamorfozę wizualną – na minus to, że praktycznie wszystkie zrewolucjonizowane lokale wyglądają podobnie, styl i nazwa jest narzucana z góry. Kolacja pod dowództwem prowadzącej zawsze wypada znakomicie, kucharze nagle przypominają sobie, że w ich głowach siedzi mały Gordon Ramsey, a goście są wniebowzięci. Widzimy sceny wzruszenia i podziękowania. Około cztery tygodnie później Magdalena Gessler wraca do restauracji, żeby sprawdzić, czy wszystko funkcjonuje prawidłowo. W ostatniej scenie programu prowadząca poleca lub nie rekomenduje restauracji. Co jest bardzo ważne, ponieważ nieprzychylna opinia może być gwoździem do trumny dla, często zadłużonych i zagubionych, restauratorów.

Kamil Durkacz

Lubię dobrze zjeść, kocham jedzenie i wszystko to, co z nim związane. W dzieciństwie szybciej nauczyłem się gotować niż tabliczki mnożenia. Oprócz tego uwielbiam angielski futbol, a oglądanie meczów ukochanego Manchesteru United smakuje lepiej z dobrą potrawą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *