Gotowanie na ekranie, część II

Programy kulinarne to pewien ewenement, jeśli chodzi o telewizję. W zależności od formatu, przybierają one różną formę, jednakże zazwyczaj bazują na emocjach i rozrywce. Spora część z nich to tak zwane reality show, w których uczestnicy rywalizują ze sobą, a często, mam wrażenie, odgrywają reżyserowane sceny.


Różne programy są dostępne, rzec można, że do wyboru i koloru. Dzięki bogatej, oryginalnej gamie telewizyjnej, możemy wzruszać się oglądając „Na wspólnej”, być wydrylowani emocjonalnie na „Ukrytej prawdzie”, czy nauczyć się jak zostać przyzwoitym oszustem, korzystając z poradnika „Złodzieje”. Mnie od dziecka jednak nigdy nie wzruszała taka sztuka, chyba że mówimy o konkretnej sztuce mięsa. To właśnie między innymi dlatego lubiłem oglądać seriale kulinarne, gdzie na ekranie ze smakiem obserwowałem, grillujący się kawałek polędwicy wołowej! Wspominam do dziś! Finezyjnie dopieszczona, złocistym masełkiem i gałązką rozmarynu – była wręcz doskonała.

Pisząc o tym w tym momencie, chyba będę musiał zrobić sobie dłuższą przerwę, gdyż kompletnie nie mogę się już skupić. I polędwicę będę musiał sobie kupić.

Ach, dzisiaj takich programów już się nie promuje, liczy się mały bachor, co na ekranie sobie gotuje. I, żeby nie było, że mi to przeszkadza. Tak mi po prostu serce doradza. Chciałbym przez całą emisję programu oglądać swoją polędwicę, którą rozszarpałbym, niczym dwie dzikie, wygłodniałe lwice. Idąc dalej, aż na samą górę, to teraz guru tego gotowania, czyli Pani, co na ekranie, targa swoimi kudłami i tupie nogami.

Gdy ten brud w restauracjach widzi, to mocno się za wszystko wstydzi. Ale spokojnie, da się to naprawić, wystarczy tylko ściany odmalować i kilka serwetek wystawić. Restaurację każdą w Polsce ta Pani ratuje, robi rewolucje i odlatuje. A to, że trochę przy tym talerzy się potłucze, to nic – przynajmniej jakiś garncarz sobie zarobi.

Z drugiej strony mamy także, takiego „szefa”, co na ekranie do swych podopiecznych rzadko się uśmiecha. Oni psocą, tak mocno dookoła, a on kiwa głową i bura ich, słoną, wzburzoną mową.

Finał i morał z tego jest jednak słodki, kucharze uczą się gotować i w dal odchodzą wszystkie troski. Jednak czy tak powinno wyglądać ekranowe gotowanie, chyba nie, ale na nic się zdaje moje gadanie.


Autor: Kamil Durkacz

Zdjęcie: indianexpress.com

Kamil Durkacz

Lubię dobrze zjeść, kocham jedzenie i wszystko to, co z nim związane. W dzieciństwie szybciej nauczyłem się gotować niż tabliczki mnożenia. Oprócz tego uwielbiam angielski futbol, a oglądanie meczów ukochanego Manchesteru United smakuje lepiej z dobrą potrawą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *