Przez żołądek do serca tyrana – recenzja „Jak nakarmić dyktatora”

Szybko nauczyłem się rozpoznawać, w jakim jest humorze, i starałem się na to reagować. Kiedy zauważyłem, że jest zły, brałem to pod uwagę, planując obiad. W takie dni starałem się zrobić coś z Gjirokastry, jego miasta. Każdemu poprawia się humor, kiedy zje coś, co pamięta z dzieciństwa, prawda – mówił pan K., kucharz Envera Hodży, dyktatora z Albanii.

Witold Szabłowski zaserwował czytelnikom opowieść o życiu najbrutalniejszych przywódców od kuchni. Zatem, „Jak nakarmić dyktatora?” Zdaniem autora, należy zacząć od przegryzki, która również otwiera książkę. Następnie przejść do przystawki, aby rozbudzić kubki smakowe. A potem właściwe menu, które u Szabłowskiego  składa się ze śniadania, czyli opowieści o Saddamie Husajnie; lunchu i historii Idiego Amina; obiadu z Enverem Hodżą, kolacji u Fidela Castro oraz deseru Pol Pota.

Szabłowski każdemu z dyktatorów przyporządkował także danie, które stanowi motyw przewodni opowieści. Nie zapomniał także o przerwach na kawę, które w reportażu stanowią pewnego rodzaju retardację, opóźniają główne wątki na rzecz opowieści z innej perspektywy lub stanowią migawki, ukazujące kulisy reporterskiej pracy.

Szabłowski zbierał materiały do książki przez cztery lata, podróżując przez cztery kontynenty, szukał tłumaczy, ludzi z bliskiego otoczenia dyktatorów, aby dotrzeć jak najbliżej kuchni każdego z nich. Wiedzę o kucharzach czerpał także z literatury, dlatego mogą pojawiać się rozbieżności w przedstawieniu ich biografii. Musimy zaufać kucharzom, podobnie jak ufamy im, spotykając się z nimi, gdy dla nas gotują. I, bo właściwie dlaczegóż by nie, zapamiętać ich tak, jak chcą być zapamiętani – napisał autor.  Oprócz lekcji historii, czytelnik otrzymuje również książkę kucharską, pełną przepisów z niemal każdego zakątka świata.

Kofta dla Saddama

Usiądź sobie, dziś masz wolne. Prezydent powiedział, że on będzie dla wszystkich gotował. (…) Wolne – Uśmiechnąłem się, bo wiedziałem, że przy Saddamie nie ma takiego słowa. A skoro miała być kofta, zacząłem przygotowywać wszystko do grilla – wspomina Abu Ali, który gotował dla Saddama Husajna, tyrana z Iraku. W opowieściach Abu Alego zachwyca to, że można spojrzeć na niego, jak na dobrego znajomego, który opisuje swój wakacyjny kurs gotowania w innym kraju. Opowiada swobodnie, ma do siebie dystans i jest otwarty. Jeśli jednak dodać do tego informację, że kucharzył pod okiem zbrodniarza, który w każdej chwili mógł pozbawić go życia, nawet z błahego powodu – bo zupa była za słona – przez ciało przechodzi dreszcz. Trudno nie napisać, że właśnie to w książce Szabłowskiego urzeka najbardziej – spotkanie niemal oko w oko ze śmiercią, podglądane zza kuchennych drzwi. Czytelnik może śledzić kolejne etapy życia kucharzy, śmiać się i żyć chwilą, którą bohater dostał od losu, bo przecież udało mu się przeżyć.

Ali udostępnił także prywatne zdjęcia, na których pozuje z kolegami w latach 70. lub prezentuje własnoręcznie przygotowane potrawy, m.in. szisz kebab, na który wcześniej podał reporterowi przepis.

Sheqerpare i konflikt z Wielką Brytanią

Pytasz, jak mogłem gotować dla takiego potwora. Cóż, miałem cztery żony, pięcioro dzieci. Amin związał mnie ze sobą tak, że nie mogłem odejść; nawet nie zauważyłem, kiedy to zrobił. Nie poradziłbym sobie bez jego pieniędzy. Całkowicie od niego zależałem i on o tym wiedział; podobnie uzależniał od siebie ochroniarzy, ministrów i przyjaciół – opowiada Otonde Odera, kucharz Idiego Amina, ugandyjskiego dyktatora.

Bohater szczegółowo, niemal krok po kroku, opisuje swoją drogę do stania się kucharzem „Rzeźnika z Ugandy”. Potrafi porównać rządy Amina oraz jego poprzednika, nazywając wygraną dyktatora „darem od Boga”. Ta opowieść wydaje się być najbardziej osadzoną w historii. Bohater każde wspomnienie z dyktatorem okrasza rysem historycznym, umieszczając każde danie z prezydenckiej kuchni na tle konkretnych wydarzeń. Pamięta np., że uczył się gotować sheqerpare, kiedy Amin walczył z Brytyjczykami.

Kasztany dla Hodży

Byliśmy ja i Hodża. Dla niego to ja odpowiadałem za to, co na stole; nie interesowało go, co się stało z kasztanami; interesowało go tylko to, dlaczego zamówił u mnie sałatkę z pieczonymi kasztanami i jej nie dostał – opowiada pan K., kucharz Envera Hodży, albańskiego przywódcy z okresu komunizmu.

K. chce zachować anonimowość. Wyraża się o swoim przełożonym z szacunkiem. Wspomina, że nie zawsze było łatwo, ale czerpał z pracy satysfakcję i dużo się w niej nauczył. Jako jeden z nielicznych bohaterów reportażu świadomie mówi o brutalnych czynach dyktatora, jednak jednocześnie je bagatelizuje, ciesząc się pracą.

Zjeść jak Fidel

Znam ludzi, którzy przez całe życie mówili, że nienawidzą Fidela, ale gdy umarł, płakali jak małe dzieci. W opowieści o kubańskim dyktatorze dopuszczono do głosu dwóch kucharzy, jednak jeden z nich szczególnie przykuwa uwagę. Flores często miesza wątki, nie skończy jednego, a już zaczyna kolejny, który i tak gubi. We wszystkich widać jednak skrajne emocje: ogromną miłość do Castro i strach, że przyjdą. Kto i po co przyjdzie? Tego nie zdradza.

Drugi z kucharzy, Erasmo, który w Hawanie prowadzi własną restaurację, serwuje gościom te same potrawy, które przygotowywał dla Castro. Przed knajpą ustawiają się kolejki – wszyscy chcą spróbować ryby w sosie mango. Na pytanie: Czy Fidel w ogóle ma jakieś wady?, Erasmo odpowiada krótko: Jedną. (…) Zawsze wszystko wie najlepiej.

Sałatka z papai pełna miłości

Znałam Pol Pota lepiej niż swoją własną matkę i własnego ojca. Pol Pot nie był mordercą. Pol Pot był marzycielem. Marzył o świecie sprawiedliwym. Świecie, w którym nikt nie chodzi głodny. Świecie, w którym nikt się nie wywyższa ani nie czuje lepszy od innych. Pol Pot nie mógłby odebrać ludziom jedzenia. Jeśli ktoś wydał takie rozkazy, to na pewno nie on – opisuje dyktatora Yong Moeun, kucharka. Ostatni reportaż robi zdecydowanie największe wrażenie, gdyż narratorem jest kobieta. Jej relacje z Bratem Materacem, jak go nazywano, miały nieco intymny charakter. Moeun utrzymuje, że kochała dyktatora, opowiada o nim jak o kochanku (pozostając w małżeństwie, mówi, że nie wie, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby była samotna), mówi, że zawdzięcza mu życie, nie wierzy w jego winę.

Szabłowski wspomina też amerykańskiego dziennikarza, który jako jedyny rozmawiał z Pol Potem przed śmiercią – dyktator nigdy nie przyznał się do winy.

Reportaż Szabłowskiego to właściwie zbiór pięciu odrębnych opowieści kucharzy. Mimo że każda opowiada o otoczeniu innego dyktatora, forma jest spójna. W każdym rozdziale pojawia się przepis na potrawy z tego rejonu: Irak – przepis na paczę, Uganda – pudding z suszonych owoców, Albania – sheqerpare, Kuba – ceviche, Kambodża – sałatka. Opisane są relacje między bohaterem a dyktatorem, obowiązki, oczekiwania, a także to, co stało się z pracownikami po śmierci każdego z przywódców. Autor przytoczył też historie aktualne, opisał jak dotarł do poszczególnych osób, sytuację polityczną krajów. Nie zabrakło również osobistych wrażeń z podróży, które przypominają trochę pamiętnik, bo zawierają relację pierwszoosobową. Niemal od pierwszej strony książki, zadziwia perspektywa bohaterów. Mówią o dyktatorach jak o bóstwach, niby słyszeli o okrucieństwach, ale zdają się je omijać, nie wnikać w nie głębiej, jakby to była ich najzwyklejsza praca.


Autor: Aleksandra Orłowska

Zdjęcie: gotowanie.onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *