W podróży za jedzeniem – Sycylia

W tym tygodniu przenosimy się z aromatycznej Ameryki Południowej do słonecznej Sycylii. Jak każdy z nas wie, aktualnie trwa okres wakacyjny, dzięki czemu możemy pozwolić sobie na chwilę wytchnienia. U mnie w tym roku wybór padł na Katanię, czyli jedno z największych miast Sycylii, które obfituje w pistacje, świeżo wyciskane soki i owoce morza. Z wiadomych względów podróżowanie i zwiedzanie w tym roku wygląda trochę inaczej. Jednak wszystko ułożyło się po mojej myśli, a ja mogę pozwolić sobie na napisanie kilku spostrzeżeń na temat jedzenia i nie tylko.

Wyjazd za granicę, tak czy nie? 

Wielu z nas stało w tym roku przed trudnym wyborem – wakacje za granicą czy w Polsce? Paraliż wywołany strachem nakręcanym przez media czy niejasne i niestabilne stanowisko rządu, który podczas pandemii działał często bardzo nielogicznie, sprawiły, że ludzie w dużej mierze zrezygnowali z wypoczynku w tym roku, tracąc często niemałe pieniądze. Pozostała część Polaków wybrała wakacje nad polskim morzem. Według informacji przekazanych przez Newsweek, ruch turystyczny w województwie pomorskim w tym roku był większy aż o 27 procent. I tylko niektórzy zdecydowali się wyjechać za granicę, w tym i ja. Za swój cel obrałem Włochy, a konkretniej Sycylię, wyspę na której między lipcem a sierpniem temperatura jest najwyższa w całym roku. Jednak zanim wylądowałem w Katanii, zastanawiałem się, jak to wszystko będzie teraz wyglądać.

Odprawa i wyprawa

Przed odprawą zalecane było wypełnienie ankiety, w której potwierdzaliśmy swoje dane kontaktowe i miejsce do którego się wybieramy. Pojawiło się również ostrzeżenie o tym, że temperatura naszego ciała nie może przekraczać 37,5 stopni. Jednak w rzeczywistości na lotnisku w Polsce nikt tego nie sprawdzał.  Inaczej sytuacja wyglądała we Włoszech, gdzie wszystko było, moim zdaniem, lepiej zorganizowane, a dystans między ludźmi realnie przestrzegany. Na samej plaży każdy miał co najmniej kilka metrów odstępu. W porównaniu do tego, co mogliśmy obserwować chociażby we Władysławowie, można było złapać się za głowę. Za granicą czułem się bezpieczniej, niż w Polsce, a i cenowo sytuacja wyglądała naprawdę korzystnie. Zaoszczędzone pieniądze na przelocie i zakwaterowaniu mogłem przeznaczyć na jedzenie…

Co dobrego na Sycylii serwują, kolego?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o Sycylii, to cannoli. Ten włoski deser to prawdziwy majstersztyk wśród wszystkich słodkości. Chrupiąca rurka wypełniona po brzegi kremem z ricotty i pistacji, mogłaby zaspokoić niejednego łasucha. Jeśli jesteś osobą, która lubi słodkie rzeczy, to koniecznie zamieszkaj na Sycylii! Wszystko zawierało podwójną, a nawet potrójną, ilość cukru. Ciekawą sprawą były tak zwane colazione, czyli śniadanie, na które składało się coś słodkiego, na przykład, croissant i kawa. Najczęściej do wyboru było espresso lub cappuccino. Przestrzegam przed zamawianiem latte, no chyba, że mamy ochotę na szklankę mleka, bo właśnie to otrzymamy po złożeniu zamówienia…

Misja pizza

Będąc we Włoszech, za swój główny cel obrałem zjedzenie dobrej sycylijskiej pizzy, niestety pierwsza z nich nie spełniła moich oczekiwań, jednak odpowiednie towarzystwo i wino zrekompensowały wszystkie niemiłe wrażenia. Następnego dnia wróciłem więc do działania i była to bardzo dobra decyzja. Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy urokliwy lokal z widokiem na miasto, a co najważniejsze, z pyszną pizzą. Czuć było dobrej jakości składniki, które idealnie komponowały się ze sobą. Samo ciasto było solidnie wyrobione i idealnie wypieczone. Porcja była jednak zbyt duża jak na jedną osobę, jednakże cieszy fakt, że mogliśmy zabrać resztki ze sobą na wynos, dzięki czemu delektowaliśmy się pizzą następnego dnia, podczas śniadania.

Makarony i przekąski

Wiadomo, że podczas pobytu we Włoszech obowiązkową pozycją jest makaron i tutaj nasz wybór padł na penne z bakłażanem, bardzo intensywne, mocne i słone. Czuć było lekką słodycz wypływającą z pomidorów, które mają w tym rejonie świetne warunki rozwoju. Danie było naprawdę smaczne, jednak nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak czarne spaghetti z kalmarem. Swój oryginalny kolor zawdzięczało sepii. Potrawa nie była zbytnio skomplikowana, jednak najwyższej jakości składniki były kluczem do sukcesu. Sam makaron był lekko pikantny, a w połączeniu z szalotką, czosnkiem i oliwą komponował się idealnie. Drugą pozycją było risotto z owocami morza. Mocno kremowe, dzięki dużej ilości parmezanu i masła – petarda! Smak uzupełniały pomidory, które stworzyły naprawdę zgrabną kompozycję. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie arancini, czyli mała przekąska, a właściwie to panierowane risotto z nadzieniem, takim jak bolognese, ragu czy klasyczne z mozzarellą. Nie było to drogie a można było się najeść, a co najważniejsze wziąć do ręki i pójść zwiedzać cudowne widoki, które otaczały nas z każdej strony.

Kamil Durkacz

Lubię dobrze zjeść, kocham jedzenie i wszystko to, co z nim związane. W dzieciństwie szybciej nauczyłem się gotować niż tabliczki mnożenia. Oprócz tego uwielbiam angielski futbol, a oglądanie meczów ukochanego Manchesteru United smakuje lepiej z dobrą potrawą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *