ŁZY ARACHNE – Prolog

PROLOG 

Oko wyśliznęło jej się z palców i spadło prosto na zimne płytki. Szkło w kontakcie z podłogą pisnęło cienko, umierając, zanim  w ogóle zdążyło żyć.

Kobieta , leżąca na kozetce, syknęła cicho.

– Nie widzisz, co robisz?! Czekałam na nie…

– Och, zamknij się. – Ciemne, niemalże czarne, oczy rozbłysły czerwienią w bladym świetle ulicznych lamp, wdzierających się do pomieszczenia przez delikatne firanki. – Mam zapasowe. Zawsze mam zapasowe.

Wysoka postać pochyliła się nad podłogą, podnosząc się zaraz, jakby każdy jej ruch był kolejnym punktem w rosyjskim balecie.  W dłoni trzymała pęknięte oko, z którego, niby łza, wypływała lodowata, błękitna ciecz.

Było do wyrzucenia. A jeszcze chwilę wcześniej swoją wartością przekraczało chyba wszystko, co znajdowało się jeszcze w obskurnym mieszkaniu.

Westchnęła.

Jak zwykle piękno zrujnował czas. I być może tak było lepiej.

– Pośpieszysz się?! Muszę wrócić do domu przed piątą! Żeby sąsiedzi nie zaczęli gadać! – Kobieta poruszyła się niespokojnie, próbując wstać. Dla niej jednak wyglądała niby mucha, zaplątana w pajęczą sieć. Z otwartą na oścież głową, bez włosów, przypięta do łóżka, szamotała się niezręcznie, nadal wmawiając sobie, że to właśnie ona panowała nad sytuacją.

Głupia.

– Powiedziałam ci już, żebyś zamknęła mordę. –   Głos dziewczyny był czysty i spokojny, pozbawiony niepotrzebnych emocji. Zdawał się martwy, niby zielony liść, który przed czasem zerwano z jakiegoś drzew. Zamrożony w czasie przez wiecznie trwającą zimę. Pozbawiony pragnień czy nadziei… A jednak, tak użyteczny.

– Nie zapłacę ci, jeśli zaraz tego nie skończysz! Słyszysz mnie?! Arachne! – Kobieta wypluła jej przezwisko niby najgorsze przekleństwo.

–  Nie potrzebuję twoich pieniędzy.

 Arachne spojrzała za okno. Oko księżyca z pogardą odpowiedziało na jej wzrok. Rzeczywiście robiło się późno.

Wstała i wyszła z pomieszczenia, żeby zajrzeć do jednej z kuchennych szafek. Odprowadziły ją sapnięcia i wypowiedziane pod nosem przekleństwa. Całe szczęście tacy, jak jej klientka, byli przewidywalni.

Niebieski pasuje do modnych brązów.

Słój pełen gałek ocznych zabłyszczał w jej rękach. Nietrudno było znaleźć w nim jedno z tych pokrytych drobnym, szafirowym pyłem.

Wyjęła je, jednocześnie wkładając na jego miejsce to uszkodzone, przez którego tęczówkę przechodziło bolesne pęknięcie.

Kiedyś je naprawi i podaruje komuś, kto doceni jego unikatowość. Ale nie dziś. Dziś miała tylko dokończyć swoją robotę.

Włożyć je na miejsce, zamknąć czaszkę, każdą z tysięcy maleńkich dziurek wypełnić świeżym pasemkiem włosów, zalać je klejem… Jak z nią skończy, nikt nie domyśli się, że wcale nie są prawdziwe. Może nawet ktoś czule przeczesze je palcami. Pomyśli, że ją kocha.

Mimo że byłby to błąd.

– Zaraz będzie gotowe. – Szepnęła, stojąc nad klientką. Oko wśliznęło się na miejsce jakby bez jej udziału. Potarła palce, w których pojawiła się świeża nitka pajęczyny.  Teraz wystarczyło przymocować je tak, żeby nigdy nie wpadły do wewnątrz czaszki. Oparte na miękkim, jedwabnym hamaku było zdecydowanie bezpieczniejsze aniżeli  w jej dłoniach. Niezależnie od tego, jak wprawne by nie było.

Czekało ją jeszcze tyle roboty.

 I to dla kogo? Dla potwora, który wymienił człowieczeństwo na wieczne życie lalki. Lalki takiej, jak ona sama.



Autorka: Marta Ziółkowska

Marta Ziółkowska

Jestem jedną z redaktorek Nowego Dziennikarstwa oraz autorką powieści pt. Ta druga. Odpowiadam za serię felietonów zatytułowaną „Rozkoszne Różnorodności”, bo… lubię zbierać przypadkowe ciekawostki o ludziach, zwierzętach czy świecie jako takim. Chociaż muszę przyznać, jest coś, co kocham bardziej niż zagłębianie się w pozornie niepotrzebnej wiedzy. Literatura. W każdej formie, niezależnie od gatunku, czy czasu powstania. Jeśli coś ma literki – z przyjemnością to przeczytam. Ta pasja rozszerza się również na pisanie, które towarzyszy mi od czasu, kiedy mając siedem lat naskrobałam na kartce pierwsze dwa wiersze. Potem było już z górki. Opowiadania, eseje, książki… przez lata zapełniłam setki, żeby nie powiedzieć tysiące, stron. I wcale nie zamierzam przestać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi