J. Cole nie zwalnia tempa

Ostatnie 12 miesięcy były dla J. Cole’a wyjątkowo pracowite. Album REVENGE OF THE DREAMERS III (2019) i jego „wersja reżyserska” (2020) są rozmiaru dwóch albumów długogrających. Mimo to nie należy się spodziewać po Jermainie przerwy. Ogłoszony w 2018 roku album The Fall Off, zdaje się być tuż za rogiem.


Plotki dotyczące nowego albumu Jermaine’a Cole’a pojawiły się tuż po premierze KOD w 2018 roku. Niedługo po tym ostatni utwór  projektu, 1985, został określony intrem do albumu The Fall Off. Można zatem spekulować, że pojawi się między nimi jakaś nić fabularna lub tematyczna. Szczególnie, że w nowych singlach wydanych jako EP o tytule Lewis Street, J. Cole rapuje o swoich początkach i z perspektywy młodego chłopaka, który mógł tylko marzyć o osiągnięciu tego, co ma teraz. To, w połączeniu z pouczającym tonem utworu 1985, rysuje bardzo ciekawą narrację z wiadomością kierowaną do młodego pokolenia raperów i ich fanów.

The Climb Back

Pierwszy z dwóch singli to oldschoolowy bujacz głów. Klasyczny, boom-bapowy bit i agresywne wersy zdecydowanie idą w parze, szczególnie kiedy przyprawione są głosem Cole’a. Zwrotki są zbudowane na niesamowicie melodycznym i jednocześnie klasycznym flow, które za każdym razem budzi podziw, mimo bycia tak charakterystycznym. J. Cole wspomina swoje początki z rapem jednocześnie nie rezygnując z okazji na odrobinę szpanowania.

Lion King On Ice

W czasie swojej kariery, Jermaine Cole zdołał odnaleźć bardzo zrównoważone, wręcz idealne, miejsce pomiędzy melodycznymi hitami a klasycznymi hip-hopowymi kawałkami.
EP Lewis Street to najlepszy przykład oddający w pełni potencjał twórczy reprezentanta Dreamville. Drugi z wydanych utworów, Lion King On Ice, od samego początku ma dużo lżejsze i modne brzmienie.

Delikatny auto-tune’owy refren i spokojny trapowy bit, to styl, którego Jermaine używa coraz częściej. I dobrze, bo odświeża tym brzmienie, które mimo bycia klasycznym i posiadania pazura, może być monotonne. Na szczęście J. Cole trzyma równowagę i potrafi zadbać zarówno o melodyczny refren, jak i zwrotki.

Jermaine utrzymuje temat swoich początków, patrząc zarówno z perspektywy dorosłego, jak i młodego Cole’a. Nawiązuje do motywu z Króla Lwa, bo Young Simba, to jeden z jego pierwszych pseudonimów. Podobnie jak w The Climb Back, stawia się nieco ponad gronem młodych, którzy, żartobliwie czy nie, okazywali brak szacunku wobec niego i innych, lirycznych raperów. Nie odbija piłeczki w równie płytki sposób, a podobnie jak poprzednio, stara się ostrzec przed dalszym upadkiem kariery (od szczytu popularności Smokepurrp i Lil Pump, którzy szczególnie podpadli Cole’owi, odnotowali drastyczne spadki w sprzedaży płyt i ogólnym entuzjazmie zarówno ze strony fanów, jak i krytyków).

Może powinna to być nauczka dla całego młodego pokolenia raperów, którzy spadają ze szczytu szybciej, niż na niego wchodzą. J. Cole jest przykładem na to, że styl zawsze można odświeżyć w miarę panujących trendów. Charyzma i prawdziwe umiejętności, wymagają pracy i pokory, która nigdy Jermaine’a nie opuszcza.

Nowy album zapowiada się obiecująco. Czy uda się utrzymać dobrą passę?

Przekonamy się wkrótce.


Andrzej Kotkowski

Andrzej Kotkowski

Słucham albumów od początku do końca. Lubię wymagającą muzykę, ale na parkiecie wyginam się do radiowych hitów. Post-memy to moje dirty pleasure. Pamiętajcie, że w recenzjach zapisuje moje zdanie, ok?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *