Man Alive! – King Krule

King Krule, a właściwie Archy Ivan Marshall, to piosenkarz, muzyk i autor tekstów pochodzący z Anglii.
Karierę muzyczną rozpoczął w roku 2010 pod pseudonimem Zoo Kid, kiedy to wydał EP o tytule U.F.O.W.A.V.E. Jego studyjny debiut w postaci albumu 6 Feet Beneath the Moon, świetnie odebrany przez krytyków, stanowił manifest artystyczny, przepełniony ponurymi, niskimi brzmieniami z pogranicza jazzu, postu-punku i hip-hopu. Dobrze napisane i wieloczęściowe utwory w połączeniu z głębokim, pełnym pasji, wokalem, gwarantowały satysfakcjonujące doświadczenie.

Single poprzedzające premierę The Ooz, zwiastowały ulepszenie pomysłów obecnych w 6 Feet.
Utwory brzmiały na bardziej dopieszczone, co z jednej strony poprawiło wrażenia estetyczne, ale odebrało surowość, która tak dobrze łączyła się z wokalem Archy’ego. To, co otrzymaliśmy w dniu premiery albumu, było zaskakująco rozczarowujące. Utwory były rozwleczone, bardzo wiele z nich brzmiało jak niedokończone szkice, które urywają się w momencie, w którym mogłyby nabierać tempa. Piosenki, takie jak Cadet Limbo, The Cadet Leaps czy Sublunary, stanowiły prawdziwy sprawdzian cierpliwości. Sprawdzian, który w nagrodę za przetrwanie ponad 66 minut, nie dawał nic poza nijakim La Lune.

Man Alive! stanowi równowagę, pomiędzy bardzo intensywnym, momentami nawet poruszającym, 6 Feet Beneath the Moon, a cichym i wręcz ambientowym The Ooz. Brzmieniowo, Archy Marshall nie zmienia kierunku. Nadal operuje mrocznym nastrojem, wspieranym przez depresyjną warstwę liryczną, pełną osobistych wyznań (np. w Perfecto Miserable czy Stoned Again). Pierwszy utwór, Cellular, nadaje ton albumowi. Delikatne brzmienia gitary i dziwne efekty dźwiękowe, dają uczucie lewitowania w przestrzeni kosmicznej. Niedługo potem, wraz z basem, pojawia się perkusja, nadająca chwytliwy rytm, a tekst wyraża uczucie osamotnienia w świecie, gdzie nie jest się przydatnym „bez zasięgu” (What am I good for? I’ve got no signal). Całość przypomina spokojną interpretację piosenki Disorder Joy Division.

Od wpadających w ucho, postpunkowych kawałków (Comet Face; Alone, Omen 3; Supermarché) po usypiające ballady (Energy Fleets; Slinky), album Man Alive! oferuje całą gamę dźwięków i być może tu leży jedyna wada. W tej różnorodności jest za dużo miejsca na utwory, które lewitują pomiędzy kompletnymi kompozycjami a nieułożonym zbiorem dźwięków. Airport Antenatal Airplane składa się z delikatnej linii basu, prostego beatu zapętlonego na drumpadzie i sporadycznych efektów dźwiękowych w tle. Enigmatyczny tekst w połączeniu z takim podkładem – brzmi jak zapychacz. Podobnie jest z Theme for the Cross, gdzie po 2 minutach minimalistycznej kompozycji, słyszymy coś w rodzaju wiersza w wykonaniu Archy’ego i przez kolejną minutę zostajemy z dźwiękami ulicy (!). A to wszystko na przestrzeni trzech utworów, pomiędzy którymi znajduje się najbardziej monotonne na płycie Draag on!

Na szczęście z marazmu wybudza nas jazz-rockowy Underclass, który swoim łagodnym rytmem wprowadza do końcówki albumu. Dzięki płynnie wykonanym przejściom, brzmi ona jak jeden 10-minutowy kawałek, co ponownie daje uczucie lewitacji w kosmosie. Słodko-gorzka ballada Energy Fleets, chyli się ku staffizmowi w wyrażaniu emocji autora, lecz szybko z połączenia radości ze smutkiem odjęta zostaje radość, kiedy w Please Complete Thee, Archy Marshall mówi o swojej tęsknocie do ukochanej osoby, która odeszła.

Cały projekt stanowi bardzo przyjemne doświadczenie. Zawiera wiele pomysłów z The Ooz, które zostały zaadaptowane w sposób, który nie czyni z nich 5-minutowych przestrzeni z rozciągniętym motywem muzycznym. Enigmatyczność tekstów połączona z niepowtarzalnym stylem muzycznym, daje satysfakcję a brzmienie albumu jest na tyle jednorodne, że słuchać go można w kółko.


                                                                                                                                                                                
Andrzej Kotkowski

Andrzej Kotkowski

Słucham albumów od początku do końca. Lubię wymagającą muzykę, ale na parkiecie wyginam się do radiowych hitów. Post-memy to moje dirty pleasure. Pamiętajcie, że w recenzjach zapisuje moje zdanie, ok?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *