Sztuka lubi skandale- Tamara Łempicka

„Jest taka zabawna, a jej obrazy są takie śmieszne”- mówiły na przełomie lat 30. I 40. XX wieku damy z Beverly Hills. To wtedy malarstwo Tamary Łempickiej uznano w USA za passè. Dzisiaj dzieła artystki art dèco są możliwe do wylicytowania tylko z bankowym kontem bez dna.

Chłodna, wyemancypowana, pewna siebie. Zazwyczaj ubrana pod kolor swojego żółtego, małego renault. Wydawca prestiżowego, niemieckiego magazynu Die Dame zachwycił się boginią ery automobilu i zamówił u niej autoportret na okładkę swojego żurnala. Obraz Tamara w zielonym bugatti (chociaż bugatti nigdy nie miała), stał się już ikonicznym dziełem i symbolem kolorowych, szalonych lat dwudziestych XX wieku.

Tamara w zielonym bugatti, Paryż, 1929 rok

Tamara Łempicka zaczęła malować jako dwunastolatka. Zmotywowana nieudanym portretem, który na zlecenie rodziców namalowała artystka specjalizująca się w pastelach. Mała Tamara nie znała zasad techniki malarskiej, kierowana jednak przekonaniem o swojej wyjątkowości wzięła za pewnik, że zrobi to lepiej. I zrobiła, a ta pewność została z nią na resztę życia.

Urodziła się w 1898 roku w Warszawie (to jej wersja), chociaż są źródła, które za miejsce urodzenia podają Moskwę. Pierwotnie nazywała się Maria Gurwik- Górska. Dzieciństwo spędziła dostatnio i spokojnie, nauczona, że zawsze i wszędzie może dostać dosłownie wszystko, o czym zamarzy.

Niezaprzeczalnie udało jej się to w przypadku Tomasza Łempickiego, męża. Mężczyzna od początku skapitulował i całkowicie poddał się urokowi i determinacji młodej dziewczyny. Ślub wzięli w 1916 roku, niedługo po tym na świat przyszła ich córka, nazywana Kizette. Ten związek trwał jedynie 11 lat, ale Tamara miała do Tomasza ogromny sentyment. Kiedy mąż został aresztowany, nie wahała się ani chwili przed spędzeniem nocy ze szwedzkim konsulem i, tym samym, uratowaniem życia Łempickiemu. Cóż za heroizm!

Ich małżeństwo momenty kryzysu miewało już w okolicach roku 1919, kiedy Tamara zdecydowanym krokiem weszła do świata francuskiej awangardy. Brylowała w towarzystwie, nie szczędząc sobie przy tym okazji do flirtów. Uwodziła zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Zazdrosny i dość samotny w mieście mąż, finalnie wystąpił o rozwód i wyjechał do Polski. Tymczasem Tamara rozwijała swoją karierę malarską.

Obrazy Łempickiej były prowokacyjne, ale nie szokujące, więc świetnie nadawały się do salonów. I między innymi w tym należy upatrywać sekretu jej ogromnego sukcesu rynkowego. Pomogła jej też umiejętnie tworzona legenda, do czego przyczyniło się ubieranie w najlepszych salonach mody, odwiedzanie snobistycznych kurortów w znanych kabaretach – napisał publicysta Jarosław Molenda w swojej książce Gorszycielki. Dziewczyny, które łamały tabu i konwenanse.

W latach dwudziestych jej nazwisko było na ustach większości paryskich krytyków, uznawano ją za jedną z najmodniejszych artystek, przy okazji dodając, że propaguje perwersyjne malarstwo. Pojawiały się też głosy, że jej sztuka ociera się o kicz, ale publiczności niespecjalnie to przeszkadzało. Pierwszy milion zarobiła przed trzydziestką. Mówiono, że bawił ją mit artysty bez grosza przy duszy, nie brzydziła się pieniędzmi. Dużo więc pracowała, portretowała przedstawicieli arystokracji i gwiazdy Hollywood.

Paryską karierę przerwał wybuch II wojny światowej, z drugim mężem, baronem Raoulem Kaffnerem, wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Planowała powtórzyć nadsekwański sukces. USA dało jej szansę na kolejne pobudzanie zainteresowania wśród dziennikarzy, a na to liczyła. Opisywano ją jako zjawiskową istotę ze złotoczerwonymi włosami opadającymi na ramiona. Okazało się, że kokieteria i pewność siebie, granicząca z arogancją, nie wystarczą na sukces za wielką wodą. Jej malarstwo zostało już wyprzedzone przez awangardowych artystów.

Łempicka do końca życia podkreślała, że przyczyniła się do rozpowszechnienia stylu art dèco, ciężko więc było jej pogodzić się z faktem, iż traktuje się ją już dość pobłażliwie, jako modę, która czasy świetności ma za sobą. Obrazy sprzedawały się coraz trudniej i za bardzo niskie kwoty. Na domiar złego, w 1962 roku zmarł jej mąż. Resztę życia spędziła z córką, gorzkniejąc z dnia na dzień. Zmarła w 1980 roku.

Ale! Nauczeni historią wiemy, że takie żywoty nie kończą się wraz z godziną śmierci. Europa nie zapomniała o dziewczynie z zielonego bugatti. I to właśnie tam nadszedł renesans jej twórczości. Jeszcze za jej życia Franco Maria Ricci, wydawca magazynu FMR, przekonał artystkę, by pozwoliła mu wydać ilustrowaną książkę z jej pracami. Bez wiedzy Łempickiej dodał do publikacji dosyć skandalizujące wspomnienia pokojówki jednego z przedwojennych kochanków Tamary, Gabriela d’Annuzino. To nadało ponownego rozpędu popularyzacji jej dzieł.

Dzisiaj prace artystki rzadko pojawiają się na aukcjach, ale jeśli już tak się dzieje, osiągają zawrotne ceny, wyższe, niż jakiegokolwiek polskiego artysty w historii. W 2018 roku jej obraz La Musicienne sprzedano w Nowym Jorku za ponad 9 mln dolarów, rok później obraz La tunique rose sprzedano za 13,3 mln dolarów, czyli blisko 52 miliony złotych. Nabywca chciał zostać anonimowy, ale jego zakup stał się jednocześnie zakupem najdroższego w dziejach płótna polskiego artysty.

La Musicienne

 

La tunique rose

 

Artystka powtarzała za swoim przyjacielem:

W sztuce geniusz polega na tym, żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć za daleko.


autor: Karolina Augustyn

Karolina Augustyn

Jak zostać omnibusem? Kompulsywnie kupuj książki, buduj z nich stosy wstydu, które następnie stworzą literacką fortecę. Zuchwale nazywaj rzeczy po imieniu, analizuj, goń za faktami i bryluj wśród fascynującego uniwersum fikcji. A jak już uświadomisz sobie, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, zachwycaj się nim, ludźmi i prozą życia. I zostań ze mną, przeczytaj o kulturze. Dobrze jest być kulturalnym, prawda? PS W moim sercu mieszka Podkarpacie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *