Tenet – recenzja filmu

26 sierpnia na ekranach polskich kin zadebiutował najnowszy film Chistophera Nolana – Tenet. Reżyser od dawna uznawany jest za jednego z lepszych twórców science fiction, więc oczekiwania odnośnie do tego dzieła były dość wysokie. Czy Tenet dorównuje poziomem pokręconej fabule Incepcji i efektom specjalnym Interstellar? Sprawdźmy. Recenzja może zawierać spoilery z filmu. 

Wspomniane wcześniej wysokie oczekiwania odnośnie do tej produkcji, nie wychodziły jedynie od fanów Nolana, ale także od studia oraz całej wytwórni filmowej. Tenet przez wielu był uważany za film, który miał na nowo przyciągnąć widzów do kin po pandemii. Po seansie mogę stwierdzić, że niestety na “zbawcę kin” wybrano nie ten film. Nie mówię, że produkcja  jest słaba. Po prostu spodziewałem się po Nolanie o wiele więcej. 

Zwiastuny zapowiadały skomplikowaną i wyjątkową fabułę; podróże w czasie (w każdą stronę), efekt wyprzedzał działanie itp. Na dodatek krążyły plotki, że film ten można obejrzeć od tyłu i wyjdzie wtedy inne dzieło. Co do tych plotek mogę powiedzieć, że trochę są prawdziwe, trochę nie. Ogólnie zamysł na uniwersum Tenet jest genialny. Motyw kontaktu i wojny z ludźmi z przyszłości ma ogromny potencjał i z ogromną chęcią zobaczyłbym jego kontynuację.  

 

 

Szokująca płytkość

Sam zamysł nie czyni jednak filmu genialnym. Pod powierzchnią “podróży w czasie” kryją się tanie chwyty fabularne, które trochę niszczą całe uczucie patosu budowane podczas seansu. Nie spodziewałem się, że oglądając ten film, znajdę działania występujące w Pile (każdej części Piły). Chodzi tu dokładnie o pokazanie drugi raz tej samej sceny w czasie filmu, ale tym razem z jej rozwinięciem, np. poprzez pokazanie, co było za rogiem, z kim ktoś rozmawiał. Wspomniana przeze mnie seria horrorów poza wynalezieniem torture porn jest właśnie znana z takich chwytów fabularnych, Piła IV rozwijała scenę z Piły IIIPiła V z Piły IV i tak dalej, i tak dalej… Nie można jeszcze zapomnieć o fatalnym wątku matki i jej syna. Reżyser chce, aby widzom zależało na dziecku tak samo jak jego matce (granej przez Elizabeth Debicki), jeśli bohaterom nie uda się pokonać gangsterów, to dziecko umrze. Szkoda tylko, że jedyne co wiemy o tym chłopcu to to, jak wygląda i do jakiej szkoły chodzi. 

Dużym minusem filmu są również bohaterowie. Typowym dla Nolana jest to, że postaci drugoplanowe służą głównie do tłumaczenia protagoniście i widzom, o co chodzi w fabule, jak działa wykreowany świat i co należy zrobić by powstrzymać tych złych. Niestety, jeśli chodzi o Tenet jest to jeszcze bardziej wyczuwalne, niż w przypadku innych dzieł reżysera. Postać grana przez Dimple Kapadię miała ogromny potencjał (kobieta jako jeden z najważniejszych handlarzy broni na świecie), a występowała w filmie tylko po to, by tłumaczyć głównemu bohaterowi, co ma robić. Na szczęście, pomimo słabej budowy bohaterów, aktorzy zdołali choć trochę nadać im charakteru. Na największą pochwałę zasługuje Robert Pattinson, który swój talent zademonstrował już w The LighthouseBył to chyba najlepiej odegrany bohater w filmie.  

Zabawa czasem

Największym atutem produkcji, zaraz po pomyśle na historię, są efekty specjalne. Nie jest to niczym nowym. Filmy Nolana zawsze zapewniały niezwykłe widowisko (do dzisiaj mam ciarki, gdy widzę czarną dziurę z Interstellar). Twórcy sprawnie użyli owych efektów w trakcie scen akcji, które same w sobie były już wciągające. Nie widzi się na co dzień pościgów samochodowych, w których jedno z aut stale cofa się w czasie. Choreografia walk ludzi z teraźniejszości i tych z “odwróconych” z przyszłości również była czymś niezwykłym. Każda sekwencja akcji była emocjonująca, nawet te niezawierające zabawy czasem, np. strzelanina w operze.

Tenet ma swoje minusy i to nie mało, ale nie mogę powiedzieć, że jest to zły film. Sfera wizualna moim zdaniem jest wystarczającym powodem, by obejrzeć ten film, zwłaszcza na dużym ekranie. Jeśli byliście pod wrażeniem efektów Incepcji lub Interstellar, jest to film dla Was. Ważne jest po prostu, by obniżyć swoje oczekiwania, zwłaszcza te odnośnie do scenariusza, ponieważ film wydaje się skomplikowany, ale tak naprawdę jeden seans wystarczy wystarczy, aby wszystko zrozumieć.  


Autor: Damian Frątczak

Damian Frątczak

Zajmuję się głównie działem kultury. Kocham filmy, szczególnie horrory (nawet te kiczowate i tanie z 2003), ale także interesuję się muzyką i ogólnie popkulturą. Od dziecka jestem fanem simsów, filmów Guillermo del Toro i twarzy Nicholasa Cage'a.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *