Dieta informacyjna, czyli recepta na brak czasu i nie tylko

W czasach, gdy wielu z nas żyje w szybkim tempie, a w niemal każdym miejscu mamy styczność z ogromną liczbą wiadomości, coraz popularniejsza staje się dieta informacyjna. W ostatnich kilkunastu miesiącach wielu blogerów, YouTuberów i innych twórców zaczęło testować wspomnianą dietę i dzielić się swoimi spostrzeżeniami na jej temat. Ich opinie przeważnie są bardzo pozytywne.

Gdy Internet nie był jeszcze mocno rozpowszechniony, a bardziej klasyczne media nie miały dużych zasięgów, brak błyskawicznego dostępu do wiedzy mógł być przez niektórych uważany za poważny problem. Ile sytuacji można by przewidzieć, ilu wypadkom zapobiec i na ile zjawisk znacznie lepiej zareagować, gdyby tylko mieć świadomość, jak wyglądały podobne zdarzenia na świecie? Jak bardzo wygodne, a zarazem produktywne byłoby życie, w którym możemy w kilka sekund sprawdzić, jak powinniśmy postąpić, co zrobili inni na naszym miejscu, jak coś zmienić, naprawić?

Dziś to wszystko wiemy, bo ogromna liczba informacji jest na wyciągnięcie… kciuka. Wystarczy, że mamy smartfona, a newsy, opinie, zdjęcia i nagrania wideo z całego świata niemalże same do nas docierają. Czy to rozwiązało nasze problemy? Niezupełnie. Niedobór informacji mógł być dla poprzednich pokoleń poważnym problemem, ale ich nadmiar również bywa problematyczny. Wiadomości jest tak dużo, że i tak nie mamy czasu zapoznać się z nimi wszystkimi. Często czytamy coś, co niewiele wnosi do naszego życia. Może nawet w gruncie rzeczy mało nas interesuje, ale akurat nam się wyświetliło. Gdy już się z czymś zapoznajemy, to najczęściej pobieżnie, bo w kolejce czeka wiele innych treści. Do tego trzeba zachować czujność, ponieważ fake newsów nie brakuje.

Tu pojawia się dieta informacyjna. Jej główną zaletą jest elastyczność. Tak naprawdę sami ustalamy jej zasady i czas trwania, a gdy nie działa tak, jak powinna, modyfikujemy ją na bieżąco. W diecie informacyjnej chodzi o to, aby zaoszczędzić czas i mieć lepsze samopoczucie poprzez ograniczenie informacji, które do nas docierają. Oczywiście nie musi (a wręcz nie powinno) się to wiązać z ignorancją, brakiem zainteresowania światem i niewiedzą. Oglądanie wieczornych serwisów informacyjnych może być przydatne, warto też czytać artykuły na tematy, które nas interesują. Może jednak warto odpuścić sobie kolejną godzinę scrollowania Facebooka. Albo oglądanie szczegółowej relacji z wypadku, który wcale nas nie dotyczy, a może jedynie wpędzić nas w zły nastrój?

Dieta informacyjna daje duże możliwości i jest pozbawiona długotrwałych, negatywnych skutków. Czy jest zdrowa? To zależy od tego, jak będziemy ją stosować. Na pewno dobrym pomysłem jest jej wypróbowanie. Choćby po to, by zweryfikować, które źródła informacji są dla nas najlepsze i ile wiadomości naprawdę jest nam potrzebnych.


Autor: Mateusz Nowak
Zdjęcie: Pexels

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi