Złość piękności szkodzi?

A może rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady? W obecnej sytuacji to nie takie proste. Na szczęście można pozbyć się balastu tu i teraz. Wystarczy stanąć prosto, położyć dłonie na brzuchu i wraz z wydechem… krzyknąć, tak od serca.  

Terapia krzykiem to żadna nowość. Metoda została wymyślona już w latach 70. XX wieku. O jej autorze – Arthurze Janovie – nie dowiemy się wiele z polskiej Wikipedii. Gdy poszukamy głębiej, dowiemy się, że terapia krzykiem należy do nurtu terapii regresywnych, których głównym celem jest emocjonalna regresja pacjenta do poziomu dziecka. Poprzez cofanie się w rozwoju osłabiamy mechanizmy obronne w celu identyfikacji pierwotnych potrzeb.  

W latach 70. terapia krzykiem cieszyła się dużą popularnością. Z jej dobrodziejstw korzystali m. in. John Lennon i Yoko Ono. Dziś jej elementy wykorzystuje się do promowania turystyki terenowej. Ze zdobyczy psychoterapii korzystają władze Islandii, skłaniające do wyrażania emocji w ramach akcji Looks Like You Need To Let It Out, proponując uwalnianie stresu, strachu i bólu za pomocą wrzasków na łonie natury.  Na stronie inicjatywy można pochwalić się nagraniem oczyszczającego przedsięwzięcia.

KRZYCZEĆ (NIE) KAŻDY MOŻE 

Jak oddać moc krzyku? Przedsięwzięcie wydaje się proste, jednak nic bardziej mylnego. Aby uwolnić wewnętrzne dziecko, należy spełnić szereg restrykcyjnych kryteriów. Metoda Janova uchodziła za nowatorską z uwagi na ciąg przyczynowo-skutkowy wiodący do realizacji jej podstawowych celów. 

Terapię regresywną rozpoczyna kontakt telefoniczny z terapeutą. Ten zaleca pacjentowi spędzenie doby w zupełnej izolacji. W praktyce oznacza to deprywację sensoryczną (zamierzoną redukcję bodźców działających na jeden lub kilka zmysłów), czyli odcięcie się od telewizji, książek i kontaktu z bliskimi. Podczas swego rodzaju zmysłowej kwarantanny pacjent dopuszcza do siebie szereg tłumionych uczuć, które wyładowują się wraz z podstawowym, pierwotnym krzykiem i płaczem. Przeżywamy emocje jak dzieci, które potrzebują troski i opieki, aby poczuć się bezpiecznie i przez ten proces doświadczamy sensorycznego wyzwolenia. 

WYKRZYCZ EMOCJE, OCAL DUSZĘ 

Terapia regresywna ma również odpowiednik metafizyczny, znany również jako Terapia Poprzedniego Życia lub Duchowego Odblokowania. Polega ona dosłownie na przyglądaniu się poprzedniemu wcieleniu. 

W myśl założeń Terapii Poprzedniego Życia ludzie bojący się wody, publicznych wystąpień lub dużych wysokości odkrywają, że w poprzednim wcieleniu zostali powieszeni lub spaleni na oczach tłumu – jak czytamy na blogu solaris-rozwojosobisty.pl. Przepracowanie traum w obecnym życiu skutkuje wyleczeniem się z fobii. Według Williama J. Baldwina pomyślnie odbyta terapia pomaga także pozbyć się dolegliwości psychosomatycznych płynących z ciała.  

Terapia Duchowego Odblokowania skupia się zaś na koncepcji posiadania przez człowieka duszy. To właśnie w niej gromadzą się doświadczenia i wiedza z poprzedniego życia. Zmagazynowane tam informacje mają wpływ na nasze tu i teraz. Macie czasem wrażenie, że nie jesteście sobą? Może więc powinniście udać się do szamana? Celem Terapii Duchowego Odblokowania jest zniwelowanie przywiązanego ducha lub – w poważniejszych przypadkach – odzyskanie utraconej duszy. W nurcie metafizycznym terapii regresywnej wszelkie choroby interpretowane są jako skutki utraty części lub całości naszego jestestwa.  

Czy trzeba wierzyć w reinkarnację, aby wziąć udział w Terapii Poprzedniego Życia lub Duchowego Odblokowania? Bynajmniej, wizytę u szamana można potraktować jako niecodzienne doświadczenie. W przypadku osób “niewierzących” terapia obejmuje jedynie powrót do dzieciństwa i przepracowywanie traum mających źródło w wydarzeniach wieku młodzieńczego. Oczywiście, żadna ze wspomnianych wyżej terapii nie zastąpi wizyty u psychologa z wykształceniem i doświadczeniem medycznym.  

GNIEW KOBIET 

Skąd niska świadomość skuteczności terapii krzykiem? Zarzewia problemu można szukać w źródłach kulturowych. W społeczeństwie jesteśmy uczeni tłumienia negatywnych emocji, które uchodzą za nieodpowiednie nieprzystające. Uczucie pierwotnego gniewu destabilizuje porządek, skłania do kwestionowania rządzących nim zasad. Według dr Małgorzaty Majewskiej, schodzenie w głąb własnych potrzeb budzi złość na obecny wygląd świata, o czym pisze w kwietniowym numerze Charakterów 

Ma to szczególne znaczenie w przypadku kobiecego gniewu, który jednoznacznie oceniany jest jako emocja szkodliwa i negatywna. Dlaczego babska złość jest groźna? Kobieta wkurzona to zaprzeczenie cichej, pokornej matki-opiekunki, gotowej poświęcić własny komfort w imię potrzeb innych. Gniew pobudza i wyzwala sprawczość, która motywuje do działania.  

Krzyk może wiązać się nie tylko z przepracowywaniem traum i uwalnianiem wewnętrznego dziecka. To dobre narzędzie uczącoswajania gniewu, a także publicznego wyrażania sprzeciwu. W końcu, złość to emocja, która pojawia się, gdy nasze granice zostają przekroczone.  


Autor: Kaja Folga 

Zdjęcie: https://www.queensu.ca/gazette/stories/why-scream-going-viral-again

Kaja Folga

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Czarownica od strony matki. Tropicielka magii na co dzień i grzesznych przyjemności popkultury. Wielbicielka literatury pięknej, szczególnie japońskiej i rosyjskiej. Dla "Nowego" pisze o smaczkach z rzeczywistości, z dystansem, przymrużeniem oka i kotem na kolanach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *