Bożonarodzeniowe napięcie

Coca-Cola kojarzy się nam ze św. Mikołajem. Magią świąt. Czyli na pewno nie z przedzieraniem się do Laponii w ekstremalnie trudnych warunkach. Dzisiaj kilka słów o niestandardowej reklamie Coca-Coli.

Bez produktu

Niektóre reklamy automatycznie wprowadzają palec na regulację głośności na pilocie. „Znowu chcą mi coś wcisnąć… I jeszcze w TAKIM momencie dać reklamę… SKANDAL!!!”. Nic dziwnego, reklama stricte produktowa to wyrzucone w błoto pieniądze reklamodawcy, podniesione ciśnienie odbiorcy i nienajlepsze świadectwo o agencji.

Tymczasem przyjrzyjmy się recenzowanej reklamie. Od którego momentu wiadomo, że to reklama Coca-Coli? Wskazówką mógłby być list do św. Mikołaja (to Coca-Cola w 1930 wprowadziła jego obecny wizerunek do popkultury). Ewentualnie czerwony samochód. Najbardziej chyba moment, w którym wędrowiec dociera do św. Mikołaja. Jednak najważniejsze jest ostatecznie rozwiązanie napięcia dopiero pod sam koniec reklamy.

Napięcie to słowo klucz w tym przypadku. Palec odbiorcy nie pójdzie na regulację głośności, bo reklama go zaciekawi. Może nawet pomyśleć, że to zapowiedź filmu czy serialu. Dopiero przy rozwiązaniu akcji pod koniec zrozumie, co oglądał. I urzeczony pójdzie kupić coca-colę.

Doświadczenie

Owszem, coca-cola może być urozmaiceniem burgera z frytkami. To chyba jej najczęstsze wykorzystanie. Natomiast w okresie świąt Bożego Narodzenia pełni nieco inną rolę. Z punktu widzenia popkultury jest ich integralną częścią, bez corocznej reklamy tego napoju święta to nie święta. I o to tutaj chodzi. Kupując coca-colę w okresie świąt, już po zobaczeniu jej reklamy, nie kupuje się napoju. Kupuje się magię świąt. To jest wartość, jaką koncern sprzedaje razem z butelką czy puszką.

Technikalia

Reklama, pod kątem wykonania, wygląda jak film. Pod kątem konstrukcyjnym też – mamy zawiązanie akcji, kulminację i rozwiązanie akcji. To historia opowiedziana w 2.5 minuty, a mimo to pełna sensu, napięcia. Świadczy o wysokim kunszcie wszystkich zaangażowanych w produkcję. Na jej kanwie z powodzeniem można by nakręcić dłuższą produkcję, co jest zjawiskiem w reklamie bardzo rzadko spotykanym.

Kontekst

Ważną uwagą co do reklamy jest moment, w którym okazuje się, że domek św. Mikołaja jest zamknięty. Kolejna rzecz odwołana w tym roku… I to TAKA rzecz. Po TAKIEJ wędrówce. A jednak okazuje się, że święta się odbędą. Mimo wszystko. Kończąc się w ten sposób, reklama spełniła swoją drugą funkcję. Dała ludziom coś więcej, niż produkt. I nawet więcej, niż magia świąt. Dał gwarancję tej magii w czasach niesprzyjających jakimkolwiek gwarancjom.


Autor: Paweł Wilczkowiak

Zdjęcie: NowyMarketing

Film: YouTube

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *