Estetyka w reklamie, czyli od czego zależy punkt widzenia

Przejeżdżając mniej uczęszczaną drogą, możemy często trafić na reklamy, które wydają się… niesmaczne albo typowo produktowe. Białe literki na tle dowolnego koloru, tłumaczącego co, gdzie i za ile, z numerem i adresem. Nas wykrzywia oburzenie czy poczucie estetyki… a reklamodawca zaciera ręce. Dlaczego?

Nie chodzi o artyzm

Z jakiegoś powodu reklamę zwykło się uważać za rodzaj sztuki. Wypada zapytać: czy sztuką jest młotek? Albo śrubokręt? To nie ma być ładne, to ma pomóc wbić gwóźdź, tudzież śrubkę wkręcić. Czy ładny młotek zrobi to lepiej, niż ten dziadkowy, z najeżonym drzazgami trzonkiem, z zaśniedziałą główką? Podobnie – reklamodawca to nie artysta. To żyjący w pędzie gość, który chce idealnie wbić gwóźdź.

A odbiorca reklamy to czasem koneser.  I tylko artyzmem go uwiedzie. Dlaczego jednak w reklamach czasem pojawiają się półnagie kobiety i prostackie odniesienia do seksu? Tutaj wracamy do sedna. Reklama to nie sztuka. To narzędzie. Nie wbijamy gwoździ wężem ogrodowym. Nie mówimy zawile do prostych ludzi, tudzież prosto do zawiłych ludzi.

Co to znaczy profesjonalizm?

Zastanówmy się przez chwilę, co znaczy „profesjonalizm”. Każda odpowiedź jest poprawna i zła zarazem. Dla części z nas to obraz 4K, wysokiej jakości muzyka, historia w reklamie. W końcu profesjonaliści mają pieniądze za swój profesjonalizm, więc stać ich na porządną reklamę. Prawda? Prawda. Z pewnego punktu widzenia. Rzeczywiście, estetyka jest śmiertelnie ważna dla pewnych grup docelowych. Jednak u innych wzbudzi niechęć, konsternację. Są na świecie ludzie, którzy na kontemplację wzniosłego piękna nie mają siły i/lub czasu. Chcą tylko dowiedzieć się co, gdzie, jak, gdzie spytać, pojechać tam i załatwić sprawę. Dla nich profesjonalizm to ograniczenie komunikatu do niezbędnego minimum.

Podobnie jest z prostackim, z naszego punktu widzenia, eksponowaniem sfery seksualnej w niektórych reklamach. Niektórych słusznie skręci i słusznie będą się zastanawiać, co trzeba mieć w głowie, żeby coś takiego wymyślić. A inni słusznie zarechoczą i słusznie udadzą się do reklamowanego punktu. Bo to zabawne. Obie tezy są jednakowo prawdziwe, choć nie do pogodzenia. Grupa docelowa, pod którą projektuje się komunikat, to swego rodzaju Wszechświat z własnymi prawami fizyki. Co w jednym Wszechświecie nie ma racji bytu, w drugim jest zasadą całego istnienia. I na odwrót.


Autor: Paweł Wilczkowiak

Zdjęcie: Pixabay

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *