Komunikacja w służbie konkurencji

Reklama jest narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej, prześcigania innych na swoim polu. Dla zysku. Wspieranie konkurencji to piłowanie gałęzi, na której się siedzi… Czy aby na pewno?

Dlaczego ktoś to zrobił?

Corporate social responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność korporacji, to odpowiedź na rosnącą świadomość konsumentów. Zakłada ona uwzględnienie interesów społeczeństwa, środowiska oraz pracowników w procesie budowania strategii. Oznacza to, że firma w trosce zarówno o swój wizerunek, jak i otoczenie, będzie podejmowała konkretne działania. Ograniczała plastik. Respektowała prawa pracownicze. Sprzedawała jakościowe produkty bez celowego postarzania. Nie będzie wybierała na kontrahentów firm naruszających normy odpowiedzialności. I tak dalej.

Co ważne – to inwestycja, nie wydatek. To się zwraca w zaufaniu klientów, nieskalanym wizerunku. I, nie oszukujmy się, zysku. Przecież konsumenci chętnie kupią coś ze świadomością, że wspierają dobre, czy wręcz szlachetne inicjatywy. Daje to poczucie sprawczości, wpływu na otoczenie.

Jak zrobił to Burger King?

„Przecież to jest samobójstwo!” – powiedziałby ktoś marketingowo nieświadomy. Mógłby to argumentować w następujący sposób, że przecież przy takiej sytuacji powinni stawiać na siebie, żeby jak najmniej stracić, bo trudno teraz zyskać. Ten argument „ma ręce i nogi”, a nawet trochę sensu. Ale tylko w perspektywie krótkoterminowej. Bowiem w perspektywie długoterminowej ten ruch jest genialny. Temat współpracy w celu przezwyciężenia skutków pandemii jest podnoszony coraz bardziej. Samolubność jest dziś passé.

Geniusz tego posunięcia polega na zrozumieniu, że zysk teraz czasem oznacza stratę później. Gdyby Burger King tego nie zrobił, straciłby i teraz i później. Dzięki takiemu apelowi przede wszystkim przyciągnie do siebie część klientów zainteresowanych tematyką społeczną. To nie jest tak, że całkowicie oddali pole konkurencji. Oddali w pewnym zakresie, tym samym przemieszczając się na pozycję, z której za jakiś czas przemieszczą się na pozycję sprzed kryzysu.

Na dodatkową uwagę zasługuje fakt, że komunikacja zaszła bez grafiki. Samym tekstem, prostym, a jednak licującym z powagą problemu. Jego napisanie nie zajęło prawdopodobnie więcej, niż 20-30 minut. A jednak siła oddziaływania jest ogromna. Jest to CSR w wersji radykalnej, bo żeby otwarcie zatroszczyć się o konsumentów, trzeba odznaczać się niebywałą dojrzałością i odwagą w podejmowaniu trudnych decyzji. Zwłaszcza przy braku twardych danych umożliwiających wyznaczenie momentu, w którym uda się odbić.


Autor: Paweł Wilczkowiak

Zdjęcie: Facebook

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *