Norwegia reguluje retusz w reklamie

Nie od dziś wiadomo, że wygórowane standardy piękna mają negatywny wpływ na naszą samoocenę. Jak Norwegia próbuje rozwiązać problem?

Problem z retuszem

Retusz w prezentowaniu się jest jak doping w sporcie. Poprawia wyniki, ale jest nieetyczny. Nie jest owocem pracy nad sobą i/lub obdarowania przez naturę. To kwestia kliknięć w programie graficznych. Ci, którzy startują uczciwie mogą być rozczarowani.

Jak przekłada się to na marketing? Influencerzy czy osoby zajmujące się modellingiem są popularne wśród młodzieży. To oni pokazują jej wymarzony styl życia. To oni kształtują jej gusta. Agencje reklamowe potrafią zainwestować ogromne kwoty we współpracę z influencerami. To opłacalne z punktu widzenia biznesu. Ale jest też mroczna strona zagadnienia.

Influencerzy są idealni. Ich ciała nie mają żadnych skaz. Młodzi ludzie też by tak chcieli. Według WHO blisko połowa polskiej młodzieży ma problem z akceptacją własnego ciała. Wiele czynników na to wpływa. Oczekiwania stawiane przez rodziców, zakorzeniona w kulturze niechęć do osób otyłych. Natomiast swoje skrzypce grają tu osoby występujące w reklamach. To oni wyznaczają trendy. Nieosiągalne, zważywszy na często stosowane zagrania.

Norweskie rozwiązanie na problem

Norwegia wprowadza poprawkę do ustawy marketingowej sprzed 12-tu lat. Zgodnie z ową poprawką, wszystkie poddane graficznej obróbce zdjęcia w komunikatach marketingowych będą musiały być oznaczone specjalną etykietą. Powyższy przepis tyczy się też celebrytów. Niestosowanie się oznacza wysoką grzywnę, a nawet pozbawienie wolności. Zagadką pozostaje, w jaki sposób będzie się dowodzić, czy materiał (nie) był obrabiany.

Można się burzyć, że to ingerencja w biznes. Że spadną dochody. Tysiąc innych powodów. Nieważne. Chodzi o palącą kwestię społeczną. Jeśli blisko połowa młodzieży doświadcza takich problemów, trzeba coś z tym zrobić. Marketing to nie tylko zysk, ale i odpowiedzialność. Pozostaje mieć nadzieję, że za przykładem Norwegii podążą inne państwa.


Autor: Paweł Wilczkowiak

Zdjęcia: Pixabay

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi