Powieść pisana na garniturze

No nie… Znowu kolejny pozer. Dość ich mam! Dlaczego oni w ogóle to robią? Jakby mieli coś naprawdę wartościowego do zaoferowania, nie musieliby tego robić… Łatwo tak pomyśleć, widząc jakąkolwiek sekcję „o mnie”. Wszystko wydaje się skrojone tak, by pokazać kogoś jako najlepsze rozwiązanie danego problemu. I jeszcze te sekcje z sukcesami…

Po co to się robi?

Marce osobistej łatwo przypisać niskie intencje – chęć pozyskania jak największej rzeszy klientów, budowanie zaufania niekoniecznie opartego na faktycznych kompetencjach. Jak najbardziej można wykorzystać ją do takich celów i osiągnąć sukces. Jednak istnienie personal brandu jest uzasadnione czymś zupełnie innym. Marka jako taka istnieje, by wyróżnić osobę, produkt, usługę, instytucję spośród tysięcy podobnych. Zasadniczo marka to historia opowiadana przez powyżej wymienione rzeczy. Przykładowo: Adidas i Nike mają w swojej ofercie buty sportowe. Element garderoby, który dzięki zastosowanym rozwiązaniom technicznym ułatwia bieganie poprzez choćby amortyzację. Jedna i druga marka technicznie oferuje to samo. Jednak marki te mają osobowość. Dlatego mimo oferowania tego samego, trafiają do zupełnie innych osób.

Nie inaczej jest w przypadku marki osobistej. Jej celem jest komunikowanie odbiorcom wizerunku eksperta z pewną osobowością. Czy zaufalibyśmy komukolwiek w jakiejkolwiek sprawie, gdyby nie był ekspertem? Czy ktoś zleciłby komunikację swojej firmy freelancerowi znikąd? Albo czy wynająłby nikomu nieznaną firmę budowlaną, która ma co najwyżej ledwie skleconą stronę? Właśnie. Zaufamy temu, kto pokaże nam swoje sukcesy i siebie.

Zanim to się zrobi

Świętą zasadą marki osobistej jest jej autentyczność. Raz złapani na kłamstwie, prawdopodobnie nigdy jej nie odbudujemy, a nasze działania w tym kierunku będą z góry oceniane jako oszustwo. Tak więc należy poświęcić dużo czasu na zastanowienie się, co do tej marki włożyć.

Zawsze widzimy się lepszymi, niż naprawdę jesteśmy. Tak więc dla pozyskania rzetelnych wiadomości o naszych słabych i mocnych stronach, najlepiej spytać o to innych. Wyciągnijmy z tego wnioski. Jeśli wiele osób powie nam, że nie posiadamy jakiejś zalety, albo nie jesteśmy w czymś aż tak dobrzy – nie chwalmy się światu, że jest inaczej.

Na rynku będzie trochę osób o usługach podobnych do naszych. Tak więc warto sprawdzić, jak promuje się konkurencja. Możemy wtedy wpaść na pomysł marketingowy, którego jeszcze nie było i zgarnąć jakąś niezagospodarowaną część rynku.

Warto napisać historię. Dobrze, żeby budziła emocje (i była prawdziwa). Może to być historia dojścia do sukcesu, wejścia do branży, zmagania się z problemami, które dziś rozwiązujemy. Dobór zależy od naszych celów.

Jak to się robi?

W tworzeniu każdej marki należy zacząć od określenia, do kogo będziemy komunikować. W zależności od szukanych odbiorców, będziemy stosować zupełnie inne schematy. Na przykład, konsultant biznesowy będzie występował w garniturze, na ciemnym tle. Postawą i wzrokiem pokaże pewność siebie. Opis będzie formalny, ale wyrazisty. Podkreśli swoje sukcesy i pasje, na przykład sporty ekstremalne. Inaczej będzie postępował grafik-freelancer. On na zdjęciu może wystąpić nawet w dresach, śmiejąc się na kolorowym tle, a opis może wyglądać jak zwrot do przyjaciela w pubie. Obaj panowie dobrze trafią do swoich grup docelowych.

Mając profil odbiorcy, można przystąpić do ich szukania. Dzisiaj każdy ma social media, więc można tam znaleźć każdego. Jednak ustawiając menadżer reklam, musimy dobrać miejsce zamieszkania, upodobania, wiek, a nawet płeć naszych potencjalnych klientów. Jakim ekspertem będzie międzynarodowy konsultant biznesowy wydający pół miliona dolarów na reklamę swoich usług… jeżeli będzie zaadresowana do gospodyń wiejskich? Z pewnością taki ktoś nadaje się do planowania czegokolwiek.

Warto wykorzystać także inne platformy. Na LinkedIn należy zadbać o rozbudowaną sieć kontaktów w swojej dziedzinie, także ze znacznie lepszymi od siebie. Uzupełnić wszystkie rubryki. I publikować regularnie. Jeśli będziemy publikowali gdziekolwiek jedynie przy okazji, będzie to jasny komunikat. Niezbyt nam się chce i zależy. Tak samo potraktujemy sprawę, z którą do nas przyjdziesz i takich efektów się spodziewaj.

W innych mediach warto wchodzić w interakcje z odbiorcami (zgodnie z przyjętą strategią!). Pokazać im, że nam zależy, że poświęcamy czas swojej działalności. Zapraszać do skorzystania z usług nie wprost, a profesjonalizmem wypowiedzi.

Warto także zjawiać się na konferencjach czy spotkaniach naszej branży. I przemawiać tam zgodnie z naszą strategią komunikacyjną, nie wprowadzając gwałtownych zmian do naszej historii.

Wszystko to razem złoży się na markę, która może przynieść nam wymierne efekty.

A więc ta legendarna, owiana mroczną sławą, marka osobista to nic innego… jak my. My sami we własnych osobach. My, zakomunikowani innym pod odpowiednim kątem, ale dalej my, nie nasze wykreowane awatary. To drugie podejście też jest spotykane. Jednak to igranie z ogniem, bo w marce kłamstwo raz odkryte zawsze będzie niosło się za nami.

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *