„Sztuka marketingu” – recenzja

Lubię podręczniki pachnące pierwszą linią frontu. Albo drugą. Te pisane w sekcji logistyki ujdą, a pisanymi w sztabie palę w kominku. Nic nie poradzę. Chciałbym przeżyć na polu bitwy, a nie zginąć, zastanawiając się, dlaczego wróg manewruje inaczej, niż pisał generał von Theorie.

Dla kogo?

Książka jest zbiorem blogowych wpisów autora zebranych w darmowego (!) ebooka. Jeden z lepszych marketerów w kraju za darmo dzieli się wiedzą. Zwariował. Mógłby zarobić. Zarabia i tak, a wiedzą może się dzielić za darmo. Nim czytelnik osiągnie jego poziom, on będzie na emeryturze, nie niepokojony konkurencją.

Autor dzieli się wiedzą w kilkustronnicowych wpisach, zazwyczaj historyjce z objaśnieniem. Czyta się to jak zbiór humorystyczno-ironicznych opowiadań z morałem. Nie jest to może najlepszy materiał na sesję dla studentów marketingu, głównie ze względu na niedobór zawiłych definicji. Natomiast powinien sięgnąć po nią zasadniczo każdy. Ktoś, kto chce zrozumieć strategie firm, a nie ma czasu na głęboką naukę? Można poczytać przed snem? Student/samouk szukający łatwego źródła ociekającego treścią? Jacek Kotarbiński poda pomocną dłoń.

Po co?

Tytuł sugeruje omówienie całości tematu. Tak jak Sztuka wojny miała być kompleksowym poradnikiem jej prowadzenia. Spektrum tematów jest zaiste szerokie. Od oczywistych oczywistości w rodzaju centrum obsługi klienta po polemiki z kreatywnością, analizę marketing mixu okiem doświadczonego wiarusa. Lektura z pewnością pozwala na stosunkowo szybkie obycie się w podstawach marketingu jak i zapoznanie się z opiniami znawcy na kilka kontrowersyjnych tematów branży.

Etyka marketingowa

Sucha woda. Przecież marketing to ładnie nazwane kłamstwo. A marketer to pozbawiona kręgosłupa moralnego żelatyna na nogach. Nic z tych rzeczy i Jacek Kotarbiński niszczy to stwierdzenie na miazgę. Na rozpalających wyobraźnię przykładach pokazuje, czym skończy się używanie narzędzi marketingowych (nie samego marketingu, bo to niemożliwe). Wielkim plusem książki jest zwrócenie uwagi właśnie na ten aspekt. Na główny zarzut stawiany marketerom. Na ukazanie, że dzięki konsumentom marketerzy dla własnego dobra muszą mówić prawdę. Myślę, że nawet niezainteresowani bezpośrednio marketingiem mogliby skorzystać na lekturze, gdyż pomoże ona pozbyć się wiary w szkodliwy mit.

Odbiór

Książkę można przeczytać dość łatwo, ale wiedzy się z niej nie wyniesie. Wywiezie się ją paroma tirami. Przytaczane historyjki pozwalają chłonąć książkę całymi blokami. Czytając Sztukę marketingu uczymy się nie ucząc się. To nie jest przedawkowywanie zbędnej wiedzy. To przyjmowanie niezbędnej wiedzy w małych dawkach o smaku truskawek, żeby miło się przełykało. I mimo wszystko chciało przedawkować.


Autor: Paweł Wilczkowiak

Zdjęcie: Pixabay

Paweł Wilczkowiak

Połączenie mnicha i żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Słucha muzyki klasycznej i pagan ambientu. Biega na 10 km z obciążeniem i czyta klasyków. W redakcji zajmuje się głównie kulturą i życiem studenckim. Sporadycznie dzieli się wiedzą marketingową zdobywaną na komunikacji wizerunkowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *