Chłopiec gwiazda czy dziecko śniegu?

„Modliłem się kiedy miałem 16 lat, jeżeli mi nie wyjdzie, prawdopodobnie sprawię, że moje nadgarstki będą krwawić, a teraz rozmawiam z Time, Rolling Stone i Bazaar” tak o sobie mówi The Weeknd – jeden z najpopularniejszych piosenkarzy na świecie. Skąd jednak wzięła się ta tajemnicza osobowość, jak artysta zaczął swoją karierę, skąd czerpie inspiracje i dlaczego porusza tematy, które ciągle dotykają okropnego bólu i odtrącenia?

Po mrokach nocy „After Hours”, w końcu nadejść ma świt. „The Dawn”, czyli nadchodzący album The Weeknd, jak sam artysta potwierdził podczas swojej audycji Memento Mori, jest ukończony i powinien pojawić się jeszcze w tym roku. W oczekiwaniu na premierę płyty, piosenkarz wydał nowy singiel w duecie z grupą Swedish House Mafia pod tytułem „Moth To A Flame”. Kawałek świetnie wpisuje się w dyskografię The Weeknd oraz ukazuje nową muzyczną stronę artysty.

„After Hours till dawn stadium tour”

Niestety fani posiadający bilety na zapowiedzianą jeszcze w 2019 roku trasę koncertową artysty „After Hours Tour” będą musieli trochę poczekać, a bilety zwrócić. The Weeknd postanowił bowiem odwołać wszystkie, wcześniej zapowiedziane daty koncertów, na rzecz zupełnie nowej trasy. „After Hours till dawn stadium tour” promować ma za równo album „After Hours”, jak i też nowy projekt Tesfaye’a. Trasa po największych stadionach na świecie rozpocząć ma się w lecie 2022 roku. Ale jak właściwie The Weeknd stał się artystą, który wyprzedaje światowe trasy?

The Weeknd, a właściwie Abel Tesfaye, pojawił się w 2011 dosłownie z nikąd. Bez żadnych zapowiedzi w sieci pojawił się jego pierwszy mixtape „House Of Balloons”. Zbiór dziewięciu piosenek w ekspresowym tępie zaczął podbijać internet, królując na Soundcloudzie czy DatPiff. To właśnie enigmatyczna postać The Weeknd, o której właściwie nic nie było wiadomo, przyczyniła się do tak dobrego odbioru projektu. Jego mrok i tajemniczość świetnie współgrały z tematyką bólu, narkotyków i cierpienia, którą Tesfaye poruszał na mixtapie. Szybko po sukcesie pierwszego projektu, artysta wydał dwa kolejne, które połączyły się w jedną, spójną całość pod nazwą „Trilogy”. To właśnie ta kompilacja sprawiła, że The Weeknd podpisał kontrakt z wytwórnią płytową i założył pod nią swoją własną, o nazwie „XO”. Tak rozpoczęła się wielka kariera piosenkarza.

„Smutek krainy pocałunków”

Tesfaye nie zwlekał z tworzeniem muzyki dla swoich wygłodniałych po niesamowitym debiucie fanów. W 2013 ukazał się jego debiutancki album studyjny „Kiss Land”. Tytuł początkowo zmylił słuchaczy. W końcu „kraina pocałunków” brzmi dość cukierkowo i przyjemnie, jednak piosenkarz zabrał ich do miejsca pogrążonego mrokiem, inspirowanego jednocześnie oślepiającym blaskiem neonów Tokio, a zarazem jego mrocznymi bocznymi uliczkami. The Weeknd znowu śpiewa o złamanym sercu, problemach z depresją, a także chęci popełnienia samobójstwa. Te przygnębiające tematy wypływają z bardzo ciężkich początków piosenkarza.

Już od dzieciństwa nie miał on łatwo. Ojciec porzucił jego rodzinę, zostawiając go pod opieką matki i babci, które ledwo wiązały koniec z końcem. Problemy w domu sprawiły, że Tesfaye już w wieku 11 lat zaczął palić marihuanę i szybko przeszedł do mocniejszych narkotyków, aby na końcu popaść w nałóg. W 2007 piosenkarz postanowił opuścić dom i rzucić szkołę aby poświęcić się swojej pasji – muzyce. Chłopak miał nie wrócić do szkoły tylko po weekendzie, jednak nigdy już w niej nie zagościł. Stąd jego pseudonim – The Weeknd.

„Śnieg na ulicach”

Początki kariery The Weeknd były bardzo trudne. Zagubiony, uzależniony, szesnastoletni chłopak nie wiedział jak zacząć. Zarabiał jedynie grając na ulicy, a wszystkie pieniądze, jakie udało mu się dostać, wydawał na narkotyki. Ta patowa sytuacja sprawiła, że piosenkarz wylądował na ulicy, a przez kontakt z innymi bezdomnymi, którzy brali narkotyki, jego uzależnienie nasilało się. Jak śpiewa w piosence „Snowchild”, był „dzieckiem chodzącym po śniegu”, którego pełne były ulice, a śniegiem tym była kokaina. Chłopak był już bardzo bliski samobójstwa.

Na szczęście jego talent był na tyle duży, że udało mu się namówić właścicieli różnych barów, by móc w nich grać. Życie artysty zaczęło powili się układać. Skupiony na tworzeniu muzyki, pisał i nagrywał coraz więcej piosenek, które wrzucał do internetu. Pomoc przyjaciół i zacięte dążenie do celu sprawiły, że Tesfaye wyszedł z uzależnienia i całkowicie oddał się pasji.

W 2010 roku piosenkarza zauważył Jeremy Rose – producent muzyczny. Rose, po jednym z występów artysty, puścił mu jeden ze swoich beatów, do którego Weeknd zaczął freestyle’ować. Producent upewnił się w ten sposób, że z Tesfaye’m warto rozpocząć współpracę. Tak narodził się debiutancki mixtape piosenkarza. Reszta jest już tylko historią.

„Człowiek gwiazda”

Po wydaniu „Kiss Land’ kariera The Weeknd nabrała zawrotnego tempa. Zauważył go sam Drake – legenda rapu, pochodząca zresztą z tego samego miasta co Tesfaye. Artyści zaczęli współpracować. Nagrali razem wiele utworów, które podbiły serca fanów i listy przebojów. Piosenkarz zaczął stawać się rozpoznawalny na całym świecie, wydając takie hity jak „Earned It” czy „The Hills”. W 2015 wydał swój drugi album, który zadebiutował na pierwszym miejscu listy Billboard oraz przyniósł piosenkarzowi jego pierwsze Grammy. Rok później zaprezentował światu „Starboy”, w którym wie już, że jest gwiazdą i jest z tego dumny. Mimo ogromnego sukcesu The Weeknd nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach i o tym, jak zaczynał. Na jego najnowszym albumie „After Hours” wielokrotnie powraca wspomnieniami do chłodu ulicy, nieprzespanych nocy i spotkań ze śmiercią, kiedy niemal przedawkował.

Ta niesamowita historia młodego artysty inspiruje i pokazuje, żeby nigdy nie przestawać marzyć i wierzyć w samego siebie. W końcu każdy z nas może zacząć jako „chłopiec chodzący po śniegu”, a skończyć jak „człowiek gwiazda”.


Autor: Szymon Orzeł

Zdjęcie: Kim Erlandsen, NRK P3/flickr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi