Lista 21 najciekawszych albumów 2021

Mimo że na całym świecie szaleje wirus a nasze życie wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas, jedna rzecz się nie zmieniła. Muzyka ciagle towarzyszy nam na każdym roku, a artyści nie dają się pokonać i motywują nas do dalszej walki z pandemią. Oto lista albumów wydanych w 2021, na które watro zwrócić uwagę.

Rok 2021 to kolejny dziwny rok w naszych życiach. Pandemia i szalejące odmiany wirusa nie dają o sobie zapomnieć. Jednak przez ostatnie dwanaście miesięcy dużo się zmieniło. Szczególnie w muzyce. Miały miejsce pierwsze od dawna koncerty z udziałem publiczności, muzycy spotykali się ze swoimi fanami na ulicach, robili sobie zdjęcia, a nawet rozpoczęły się pierwsze trasy koncertowe. Dzięki temu mogliśmy poczuć chociaż odrobinę normalności. 

Ten rok dla samej muzyki był naprawdę dobry! Rozpoczęliśmy od Grammy i wielkiego powrotu J. Cole’a. Poźniej, oprócz pandemii, rozszalała się  Doja Cat, razem z największym odkryciem 2021 – Olivią Rodrigo. Lil Nas X podbijał listy przebojów, a Billie Eilish zupełnie zmieniła swój wizerunek. W lecie wielki beef Kanyego Westa z Drake’iem zakończył się premierą najlepszych albumów tego roku. Halsey podbiła serca fanów rocka, a Lana Del Rey wypuściła nie jeden, a dwa znakomite albumy. Kiedy myśleliśmy, że lepiej już być nie może, po ponad 5 latach powróciła Adele i jak zwykle pozamiatała konkurencje. 

To był szalony i znakomity rok, który pokazał, że artyści nie patrzą na panującego wirusa. Tworzą dalej, z motywacją aby fani chociaż na chwile mogli zapomnieć o tych trudnych czasach. Jeżeli nie mieliście czasu śledzić amerykańskiego rynku muzycznego i wiele premier 2021 was ominęło, możecie sprawdzić moją listę najciekawszych albumów poprzedniego roku. 

TYLER, THE CREATOR – CALL ME IF YOU GET LOST

Po ogromnym sukcesie „IGOR” w 2019, Tyler, The Creator powraca z równie mocnym albumem „Call Me If You Get Lost”. 16 nowych piosenek łączy ze sobą „Flower Boy” z nutką nagrodzonego Grammy „IGOR”. Powrót do korzeni razem z nowym brzmieniem sprawia, że początkowo album wydaje się dziwny i nie szokuje swoją spójnością jak ten poprzedni. Jednak po kilku przesłuchaniach mocne brzmienia i lekko psychodeliczne bity wkręcają się w głowę i zapadają w pamięci na bardzo długo. Do tego bardzo ciekawi goście – Lil Wayne, Ty Dolla $ign czy Lil Uzi Vert – sprawiają, że album jeszcze bardziej wpada w ucho. Nie jest to może dzieło tak wybitne jak „IGOR”, ale naprawdę bardzo dobre! 

Najlepsze piosenki: „LUMBERJACK”, „WUSYANAME”, „LEMONHEAD”

SUMMER WALKER – STILL OVER IT

Summer Walker pobiła serca fanów swoimi pełnymi namiętności, ale przy tym niezwykle szczerymi tekstami. Wokalistka łączy ze sobą tradycyjne elementy muzyki R&B ze świeżym podejściem do gatunku, obfitującym w trapowe elementy i hip-hopowe flow. Jej debiutancki album „Over It” z 2019 przykuł uwagę samego Drake’a, który postanowił zremixować jej hit „Girls Need Love”. Summer powróciła z kontynuacją swojego mocnego debiutu – „Still Over It”. Wokalistka kolejny raz swoim magicznym wokalem porusza tematy miłości, seksu i złamanego serca. Oprócz Summer usłyszymy tu wiadomości głosowe od Cardi B i Ciara’y, a swoje zwrotki dograli chociażby Lil Durk, SZA czy Pharrell Williams. Album stał się największym albumem R&B od czasów „Lemonade” samej Beyoncé.

Najlepsze piosenki: „No Love”, „Toxic”, „Ex For A Reason” 

TINASHE – 333

Pewnie niewielu z was kojarzy Tinashe i jej niesamowitą dyskografię. To niezależna artystka, która nadaje R&B bardzo przyszłościowego brzmienia. To klasyczne mixuje z muzyką Dance i elementami dźwiękowymi rodem z filmu Si-Fi. „333” to już jej piąty projekt, a jednocześnie najlepszy. Album ma koncepcję gry komputerowej opowiadającej historię odnajdywania nowej drogi do szczęścia i poznawania samego siebie. Każda piosenka to kolejny poziom gry, którą przedstawia nam Tinashe. Na albumie znajdziemy typowe dla wokalistki elementy trapowe, produkcje Dance, za które opowiada chociażby KAYTRANDA, popowe hity i emocjonalne ballady. 

Najlepsze piosenki: „The Chase”, „Angels”, „X”

POP SMOKE – „FAITH”

To już drugi album wydany po tragicznej śmierci króla drillu – Pop Smoke’a. „Faith”, mimo że to jeden z najlepszych albumów tego roku, trochę rozczarowuje. W porównaniu do „Shoot For The Star Aim For The Moon”, który pokazuje, jak wielką legendą dla rapu mógł stać się Pop Smoke, najnowszy album to po prostu kompilacja piosenek, których Pop nigdy nie dokończył. To nie tak, że te piosenki są złe, po prostu nie czuć w nich historii, którą raper na pewno chciałby przekazywać swoją muzyką. Na album dograła się ogromna ilość gwiazd, chociażby Kid Cudi, Future, Pusha T i Kanye West. Wiele osób ten zabieg uważa za zbędny i zarzuca gościom, że chcą skorzystać z hypu, jaki towarzyszy temu niesamowitemu artyście. Moim zdaniem kolaboracje ratują album i dają nam mnóstwo hitów, do których na pewno nie raz będziemy bujać się na imprezach. Warto wspomnieć o duecie z Dua Lipą, który wszystkich zaskoczył nie tylko nietuzinkowym połączeniem gwiazd, ale też tym jak dobry jest. „You can’t spell Pop without Smoke”!

Najlepsze piosenki: „Tell The Vision”, „Top Shotta”, „Demanor”.

MIGOS – CLUTURE III

Trzeci album z serii „Culture” od Migosów niestety nie dorównuje do pięt swoim poprzednikom. Chyba wszyscy jesteśmy już zmęczeni wersami Quavo, Offseta i Takeoffa, którzy w każdej piosence brzmią podobnie, o ile nie tak samo. Mimo to chłopaki osobno radzą sobie świetnie, dlatego fajnie po tych kilku latach usłyszeć ich znowu razem. Album jako całość jest długi i średni, ale pojedyncze piosenki, jak zwykle „rozwalają system”. Mocne „Having Our Way”, do którego dograł się Drake, „Light It Up” z Pop Smokiem i „Type Shit” z Cardi B sprawią, że nie raz polecicie w pogo. „What You See” z Justinem Bieberem i „Antisocial” w duecie z Juice WRLD’em zaskoczy was spokojnym brzmieniem i pięknymi wersami.   

Najlepsze piosenki: „Antisocial”, „Having Our Way”, „Type Shit”

BILLIE EILISH – HAPPIER THAN EVER

Nie jestem fanem Billie Eilish i na początku nie do końca rozumiałem jej fenomen. Wydawała mi się być sztuczną kreacją wytwórni, służącą jedynie do zarabiania pieniędzy na „alternatywkach”. Ale po przesłuchaniu jej najnowszego dzieła, chcę te wszystkie słowa wypluć i zwrócić honor Billie. Jej głos, brzmienie, produkcja, teksty są nie do podrobienia i jak najbardziej autentyczne. To właśnie autentyczność „Happier Than Ever” i nowy, naturalny wizerunek piosenkarki sprawiły, że odkryłem w niej magię. Album ma bardzo spokojne brzmienie w porównaniu do jej poprzedniej płyty, ale równie piękne teksty i wokal Billie. W piosenkach takich jak „I Didn’t Change My Number” czy „NDA” dalej słyszymy Eilish taką, jaką świat ją pokochał – tajemniczą, dziwną i rodem z horroru. 

Najlepsze piosenki: „NDA”, „Therefore I Am”, „I Didn’t Change My Number”

DON TOLIVER – LIFE OF A DON

Don Toliver jest jednym z największych odkryć ostatnich lat i jestem niezwykle wdzięczny, że Travis Scott podpisał z nim kontrakt pod Cactus Jack. Album „Life of a DON” miał na celu ukazanie życia prywatnego rapera i jednoczesnym pozwoleniu fanom na ujrzenie go jako celebryty. Toliver świetnie to ze sobą pomieszał, dzięki czemu możemy usłyszeć jak nawija o bardziej prywatnych sprawach, ale też o fejmie, kasie i miłości. Znajdziemy tu bujające piosenki R&B oraz mnóstwo bitów pełnych trapowych wybuchów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Don pozostaje też wierny swojemu kosmicznemu, narkotykowemu brzmieniu, które jest nie do podrobienia. 

Najlepsze piosenki: „Drugi N Hella Melodies”, „What You Need”, „Flocky Dlocky”

JUICE WRLD – FIGHTING DEMONS

Zazwyczaj albumy wydane po śmierci artystów to sklejka niedokończonych demówek, remixów, czy coverów innych artystów. Inaczej jest jednak w przypadku Juice’a. „Fighting Demons” to już drugi album wydany po śmierci rapera i follow-up do „Legends Never Die”, który śmiało można nazwać jednym z najlepszych albumów 2020 roku. Podobnie jak poprzedni album, „Fighting Demons” opowiada spójną historię, w której Juice przedstawia nam swoje problemy z psychiką, walkę z uzależnieniem i depresją, złamane serce i wiele innych „wewnętrznych demonów”, z którymi miliony ludzi pojedynkują się każdego dnia. Dzięki temu, że Jarad pracował bardzo ciężko i większość czasu spędzał w studiu nagraniowym, pozostawił po sobie mnóstwo materiału, z którego jego wytwórni przy współpracy z jego przyjaciółmi i rodziną, udaje się tworzyć kolejne, autentyczne i szczere albumy, z których raper na pewno byłby dumny.

Najlepsze piosenki: „Not Enough”, „Burn”, „Already Dead” 

BABY KEEM – THE MELODIC BLUE

Baby Keem wypuścił zdecydowanie jeden z najlepszych rapowych albumów 2021. Wiele osób zarzuca mu, że „The Melodic Blue” to nieudany eksperyment, pełen nowych dla niego brzmień, zabawy z dźwiękiem i głosem. Właśnie to czyni ten album wyjątkowym. Charakterystyczny wokal rapera razem z niezwykle mocną produkcją, która zdecydowanie odróżnia się na tle innych rapowych albumów wydanych w tamtym roku, wiele razy powoduje ciarki na całym ciele. Najważniejszą rolę odgrywa tutaj pióro młodego artysty. Jego teksty jak zwykle zaskakują, dają do myślenia i budzą wiele kontrowersji. Nic dziwnego, że porównywany jest do Kendricka Lamara, który zresztą dograł się na dwa kawałki. 

Najlepsze piosenki: „durag activity”, „family ties”, „vent”

JUSTIN BIEBER – JUSTICE

„Justice” Biebera to naprawdę solidny, popowy album, który przeplata ze sobą odrobinkę R&B, rapu, a nawet muzyki gospel. To zmiana o 180 stopni w stosunku do jego poprzedniej płyty „Changes”, która w założeniu miała brzmieć w całości R&B, jednak bardziej przypominała kompilację dzwonków z Iphone’a. JB połączył siły ze wspaniałymi producentami i tekściarzami i…  w końcu wypuścił coś dobrego. Teksty opowiadają głównie o miłości do jego żony, jednak nie sprawiają, że szybko się nudzimy. Ciekawi goście są świetnym dodatkiem do już wystarczająco dobrych zresztą kawałków. Wielkie brawa dla Andrew Watta, który odpowiada za produkcje wielu z piosenek. Wszystko, czego dotknie ten człowiek, zamienia się w złoto!

Najlepsze piosenki: „Die For You”, „Somebody”, „Unstable” 

OLIVIA RODRIGO – SOUR

No i nie mogło zabraknąć największego popowego odkrycia 2021 roku. Nastoletnia gwiazda Disney Channel sprawiła, że całe USA płakało do poduszki przez wiele wieczorów. Mowa oczywiście o Olivii Rodrigo, która swoim hitem „drivers license” poruszyła do łez prawie każdego Amerykanina, a to dzięki pięknym melodiom i niezwykle szczerym tekstom, które płyną prosto ze złamanego serca tej młodej dziewczyny. Album przepełniają właśnie takie klimaty, a „drivers license” to nie jedyna piosenka, która was wzruszy. Oprócz ballad, usłyszeć też możemy niezwykle energiczne piosenki, klimatem nawiązujące do rocka lat 80., przez które chcemy tańczyć i krzyczeć. 

Najlepsze piosenki: „brutal”, „traitor”, „jealousy, jealousy”

LANA DEL REY – CHEMTRAILS OVER THE COUNTRY CLUB / BLUE BANISTERS

Lana Del Rey w tym roku nie próżnowała i wydała aż dwa świetne albumy. Pierwszy z nich – „Chemtrails Over The Country Club” – to wprowadzenie do nieco innego, nowego stylu Lany. Nadzwyczaj spokojne brzmienia, delikatna, sielankowa linia melodyjna i bardzo poetyckie teksty piosenkarki, brzmią jak poezja śpiewana. Artystka czerpie głównie z soft rocka i folku, z domieszką perkusji oraz delikatnego fortepianu. Usłyszeć można też bluesowe wstawki. „White Dress” i „Chemtrails Over The Country Club” to najlepsze piosenki w jej całej dyskografii. 

Najlepsze piosenki: „White Dress”, „Chemtrails Over The Country Club”, „Breaking Up Slowly”

„Blue Banisters” to chyba najbardziej eksperymentalne dzieło Lany. Momentami powraca brzmieniowo i tekstowo do swojego genialnego „Ultraviolence”. Oprócz klasycznych dla Del Rey spokojnych piosenek, w których po prostu płynie swoim niskim głosem, jest kilka nowości. „Dealer”, gdzie piosenkarka krzyczy i bawi się głosem, improwizowane zakończenie „Black Bathing Suit”, czy „Arcadia”, w której możemy usłyszeć nigdy wcześniej nie zbadane przez nią tony. Niezwykle zaskakuje „Interlude – The Trio” – muzyczny przerywnik z trapowym dropem i melodią przygrywaną na trąbce. Track niczym nie pasuje do klimatu projektu, a jednocześnie jest jego największym atutem. Album momentami brzmi dziwnie, ale w tej dziwności tkwi cały sukces płyty. 

Najlepsze piosenki: „Thunder”, „Living Legend”, „Nectar of the Gods” 

LIL NAS X – MONTERO

Lil Nas X w 2021 podbijał listy przebojów i został królem YouTube i Spotify. Początkowo uważałem go za chodzący mem, jednak swoim debiutanckim albumem naprawdę się obronił i udowadnił, że zasługuje na swój sukces. „Montero” to całe uniwersum, jakie Nas X stworzył i którego sam jest bohaterem. Kojarzony głównie z tik tokowych, puszczanych w Fortnite piosenek, zaskakuje na każdym kroku. Oprócz typowych dla niego klimatów, słuchacz może oddać się refleksji przy niezwykłe głębokich i wzruszających kompozycjach o wyśmiewaniu, prześladowaniu i bólu jaki towarzyszył raperowi podczas dorastania. Na szczególną uwagę zasługuje ostatnia piosenka „Am I Dreaming” w duecie z Miley Cyrus. Jest ona idealną klamrą zamykającą cały projekt, dzięki czemu odnosimy wrażenie, że album ma grać na zapętleniu, bez końca. Wspominałem już, że do krążka dograł się sam Elton John?

Najlepsze piosenki: „Am I Dreaming”, „Dont Want It”, „That’s What I Want” 

ADELE – 30

Adele. Na tym mógłbym skończyć, bo wszystko, co ukaże się pod jej imieniem jest ZNAKOMITE. To już czwarty i najlepszy projekt najpiękniejszego głosu na świecie. Adele zostaje wierna swojemu stylowi, jednak odświeża go i sprawia, że brzmi jak najbardziej aktualnie i wpasowuje się w dzisiejszy kanon muzyki pop. Szczerość, która płynie od wokalistki, emocjonalny i charyzmatyczny wokal sprawiają, że z każdym odsłuchem albumu chcę płakać, tańczyć, śpiewać i krzyczeć jednocześnie. Jest to chyba najbardziej emocjonalne dzieło Adele, ponieważ opowiada o jej rozwodzie i problemach przy samotnym wychowywaniu swojego syna. To po prostu kolejne arcydzieło w jej katalogu. 

Najlepsze piosenki: „Easy On Me”, „I Drink Wine”, „Oh My God” 

YOUNG THUG – PUNK

Ten album niezwykle pozytywnie mnie zaskoczył. Z Young Thugiem mam trochę Love-Hate relationship. Czasami słucham jego piosenek i myślę „co za gość, przecież tego się nie da słuchać”, a za chwilę „geniusz, uwielbiam go”. Z tym albumem było inaczej. Po „So Much Fun” spodziewałem się kolejnej kompilacji, naprawdę bardzo mocnych, trapowych numerów. Jednak stało się niemożliwe. Thug wypuścił spokojny album! I w to mi graj. Tym razem album przepełniają „śpiewane ballady”, o ile tak można nazwać cokolwiek, co zawiera „Young Thug” w tytule. Jednym z największych highlitów tego albumu są goście. Post Malone, A$AP Rocky, J.Cole, Drake, Travis Scott, Doja Cat, no i legenda – Mac Miller – to tylko pare nazwisk, które rzucą nam się w oczy przeglądając tracklistę. 

Najlepsze piosenki: „Icy Hot”, „Bubbly”, „Livin It Up”.

J. COLE – THE OFF-SEASON

To pierwszy raz, kiedy J. Cole porwał mnie swoją muzyką. Zazwyczaj jego tracki były dla mnie zbyt wyniosłe. Poprzednie albumy miały być wiekopomne i dać do myślenia młodym pokoleniom, co było super i bardzo go za to szanuję. Jednak każdego albumu słuchałem, wyłapywałem przekaz, myślałem nad nim, ale bardzo rzadko do niego wracałem. Tym razem Cole wrzucił na luz i wydał bardzo dobry album. Zawiera tutaj swoją mądrość, ale łączy to z przyjemnym, luźnym, radio-friendly brzmieniem, co ogromnie mi zaimponowało. Uwielbiam przekaz jaki płynie z albumu, mogę się nad nim zastanowić, ale przy tym także świetnie bawić. Na szczególną uwagę zasługuje otwierające projekt „95 south”, które sampluje mojego ulubionego artystę wszech czasów – Jaya Z – i jego piosenkę „You Don’t Know”. Ten smaczek sprawił, że już od pierwszych sekund wiedziałem, że to będzie kawał dobrej roboty. Nie rozczarowałem się, bo później Cole na „pride is the devil” sampluje jednego z moich faworytów 2020 – Amine. 

Najlepsze piosenki: „95 south”, „my life”, „amari”

DOJA CAT – PLANET HER

Doja Cat to aktualnie jedna z najpopularnieszych wokalistek na świecie. Rap, r&b i pop – te trzy elementy usłyszycie na każdej piosence Amali. Jej piosenki zyskały niezwykłą popularność na Tik-Toku, jednak artystce udało się wyjść spoza otoczki tej platformy. Swoim unikalnym brzmieniem wybiła się na poziom Ariany Grande i The Weeknd. Na premierę „Planet Her” wyczekiwało naprawdę mnóstwo osób. Doja czując presje, bardzo się postarała i wydała jeden z najlepszych albumów tego roku. Zaczynając od tropikalnego „Woman”, w którym jej flow przypomina Kendricka Lamara, przechodząc przez niezwykle klimatyczne „You Right” z The Weeknd, kończąc na popowym „Kiss Me More”. Na tej płycie usłyszymy mieszankę gatunkową, która smakuje jak najlepszy drink w waszym życiu. Do tego Doja stworzyła całe kosmiczne uniwersum, które zwiedzamy przy wizualizacjach promujących album. No i nie mogę nie wspomnieć o jednej z najlepszych piosenek tego roku – „Need To Know”, w której Amala kładzie na łopatki całą swoją konkurencję. 

Najlepsze piosenki: „Need To Know”, „Payday”, „You Right”  

DRAKE – CERTIFIED LOVER BOY

Największe rozczarowanie tego roku (tak mi się wydawało). „Certified Lover Boy” był najbardziej wyczekiwanym przeze mnie albumem 2021. Po singlach „What’s Next”, „Laugh Now Cry Later” i „Wants and Needs” wiedziałem, że będzie to jeden z najmocniejszych projektów paru ostatnich lat. Kiedy w końcu Drake zapowiedział album i pokazał światu tę okropną okładkę, mój zapał troszkę zmalał, ale dalej wiedziałem, że mogę mu ufać. Niestety, żaden z singli nie pojawił się na albumie, za to otrzymaliśmy 21, na pierwszy rzut oka, przeciętnych, brzmiących tak samo piosenek. Załamałem się, kiedy po przesłuchaniu wydanej pare dni wcześniej świetnej „Dondy” Kanyego, usłyszałem „Certfied Lover Boy”. Długo do niego nie wracałem, z pominięciem paru piosenek. Postanowiłem dać ukochanemu Drake’owi drugą szansę i cieszę się, że to zrobiłem. Album jest naprawdę klimatyczny. Mocne teksty, momentami chwytające za serce, no i bardzo dobra produkcja. Przecież „N 2 Deep” jest genialne. W pierwszej połowie jesteśmy przed klubem, bujamy się do lekkiego bitu i śpiewającego Drizziego, aż nagle słyszymy „Have so fun, enjoy the show” i razem z Drake’iem i Future wchodzimy do klubu gdzie rozpoczyna się moshpit i pogo. A harfa w „Race My Mind”? Tego naprawdę świetnie się słucha!

Najlepsze piosenki: „Way 2 Sexy”, „Race My Mind”, „N 2 Deep”

KANYE WEST – DONDA

Mimo licznych przeszkód i momentów, w których fani wątpili, że Kanye wyda jeszcze coś „porządnego”, dziesiąty album studyjny Ye, „Donda”, jest jednym z jego najlepszych. Piosenki takie jak „Come To Life” , „No Child Left Behind”, „Hurricane”, mimo swojego biblijnego przekazu, chwytają za serce i dają do myślenia, niezależnie od wiary i wyznania słuchacza. Album pełen jest przemyśleń Westa o życiu, świecie, rodzinie, ale także daje nadzieje na lepsze jutro. W piosence „Praise God” słyszymy matkę Westa wypowiadającą motywujące słowa „Even if you are not ready for the day, it cannot always be night”, które zamieniają się w trapowy bit, ze śpiewającym Travisem Scottem. W połączeniu z niesamowitą produkcją Westa, która miesza ze sobą trapowe i drillowe bity z chórem gospel i katedralnymi pieśniami, album daje efekt niesamowitego przeżycia duchowego, a słuchając go możemy poczuć się jak część teatralnego przedstawienia.  Przesłanie płyty może być różnie interpretowane, ale West jasno daje do zrozumienia, żeby po prostu nigdy się nie poddawać. Warto było poczekać, aby usłyszeć takie legendy jak Jay Z, The Weeknd, Lauryn Hill, Travis Scott na jednym albumie z mistrzem, który, jak się okazało, nie wyszedł z wprawy – Kanye Westem. 

Najlepsze piosenki: „Hurricane”, „Praise God”, „No Child Left Behind”

HALSEY – IF I CAN’T HAVE LOVE, I WANT POWER

„All of this is temporary” – tak, może i wszystko jest tymczasowe, ale na pewno nie pozycja, jaką Halsey wywalczyła sobie tym albumem. „If I Can’t Have Love, I Want Power” to projekt, który piosenkarka stworzyła w całości z duetem Trent RazorAtticus Ross, czyli producentami znanymi z zespołu Nine Inch Nails. Już od pierwszych kilku sekund otwierającego „The Tradition”, ciarki pojawiają się na całym ciele, a przejście z „Bells In Santa Fe” do rockowej petardy „Easier Than Lying” to najlepszy muzyczny moment tego roku. Album jest niezwykle mroczny i jak sama Halsey zapowiedziała, brzmi jak horror. Punkowe „honey” razem z trashowym „The Lighthouse” to kolejne highlity płyty, a zamykające „Ya’aburnee” to piękna ballada, która brzmi jak piosenka puszczana na napisach końcowych dobrego filmu. A skoro o filmach mowa, do albumu powstał cały fabularny film, osadzony w czasach średniowiecza, który fani mogli oglądać w kinach IMAX na całym świecie. „I am not a woman, I’m a god” tak mówi o sobie Halsey i po wydaniu tego arcydzieła, jak najbardziej zasługuje na ten tytuł. 

Najlepsze piosenki: „I am not a woman, I’m a God”, „You asked for this”, „Easier Than Lying” 

To tylko kilka z wielu albumów 2021 roku, które warte są szczególnej uwagi i przynajmniej mi umilały ostatnie dwanaście miesięcy. Oby kolejny rok przyniósł nam jeszcze więcej wspaniałych muzycznych projektów, które przygrywać nam będą na każdym kroku!


Autor: Szymon Orzeł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *