Kolejka nad wyraz… zwyczajna. Ekstraklasa bez hamulców #7

Niezbyt piękna była to kolejka, zapomnę o niej prędko. Ale mówiąc w pełni poważnie, w miniony weekend żadne spotkanie nie wyróżniło się niczym szczególnym. Ani większymi emocjami, ani zaskakującym wynikiem, ani świetnym występem całego zespołu. Połowa spotkań skończyła się remisami. Oczywiście to nie jest ostra krytyka. Takie niezbyt porywające kolejki zdarzają się w każdym sezonie. Nie oznacza to jednak, że nie działo się nic godnego uwagi. Kilku piłkarzy solidnie błysnęło, a medalista ostatniego sezonu dalej uparcie szoruje dno tabeli, bo przecież nic brudne pozostać nie może.

Co się dzieje z Piastem Gliwice? Po pierwszych dwóch, trzech meczach można było to uznać po prostu za falstart. Po kolejnych dwóch widać było, że gliwiczanie ewidentnie dalej śpią, bo to już kryzys. To czym nazwać to teraz? Śpiączką? Od początku sezonu gliwiczanie są cieniem drużyny, która przez ostatnie lata zaskakiwała ligę, na dobre rozsiadając się w towarzystwie czołówki. Wyglądają, jakby byli już sobą wzajemnie bardzo zmęczeni, defensywa robi błędy, jakich wcześniej nie popełniała, ale przede wszystkim Piast strzela ślepakami. Na osiem rozegranych dotąd spotkań, aż pięć razy zagrali na zero z przodu. Ten problem istniał już w poprzednim sezonie, ale dobrą obroną udawało się to skutecznie przykryć. Teraz już się nie daje. Jak dotąd żaden ze środkowych pomocników nie zaliczył choćby asysty, o golu nie wspominając. Na pięć dotychczasowych goli, trzy strzelił tylko Michał Żyro, z czego dwa z rzutów karnych. Nowo sprowadzeni zawodnicy (poza Żyrą) zawodzą. Patryk Lipski jest bez formy, Michał Chrapek zdążył zaliczyć tylko 29 minut, Javier Hyjek to melodia przyszłości, a największy hit transferowy Piasta, niegdyś czołowy strzelec Ekstraklasy oraz ligi bułgarskiej, Jakub Świerczok, przez kilka tygodni nie grał z uwagi na uraz, a jak grał to był nieskuteczny.

Efekt jest tego wszystkiego taki, że gliwiczanie po ośmiu meczach mają 2 punkty i są zakopani głęboko na dnie tabeli. Nawet w minionej kolejce ledwo wyratowali remis na własnym boisku z Wisłą Płock. Gdyby nie rzut karny podyktowany w 96 minucie meczu, wykorzystany przez Michała Żyrę (nasza redakcyjna rada zadecydowała, że to się odmienia), Piast poniósłby siódmą porażkę. Ale tak czy inaczej, w poprzednim sezonie, gdy gliwiczanie wywalczyli brązowe medale, w 37 meczach ponieśli 12 porażek. Teraz po 8 spotkaniach mają połowę tego dorobku. To zdecydowanie największy kryzys Piasta za kadencji Waldemara Fornalika. Trudno byłoby zwolnić trenera, który osiągnął z klubem największe sukcesy w jego historii (mistrzostwo Polski, brązowy medal). Ale jeśli były selekcjoner kadry narodowej czegoś nie wymyśli i nie znajdzie szybko sposobu na poprawę, trenerska „gilotyna” będzie opadać coraz niżej i niżej, aż Fornalik pożegna się z pracą. Byłoby szkoda, gdyby tak piękna historia, miała takie mało wyrafinowane, smutne zakończenie.

Ta kolejka za to kontynuowała tegoroczną kampanię w Ekstraklasie pt. „Beniaminki dostają po ryju”. Gdyby Cracovii nie odjęto pięciu punktów za korupcję sprzed kilkunastu lat, w tabeli za plecami Stali Mielec, Podbeskidzia Bielsko-Biała oraz Warty Poznań byłby tylko wspomniany Piast. W miniony weekend beniaminkowie pokazali prawdziwą jedność i wszyscy swoje mecze solidarnie przerżnęli. Fakt faktem jest, że Warta oraz Stal miały trudnych rywali, bo Górnik Zabrze oraz Raków Częstochowa brylują od samego początku sezonu. Co innego Podbeskidzie, które tylko w pierwszej połowie grało jak równy z równym z Wisłą Kraków, lecz samo sprowadziło na siebie nieszczęscie prokurując karnego w głupi sposób. W przerwie ewidentnie przypomnieli sobie jaką masakrę, niezbyt silna ogólnie w tym sezonie, Wisła urządziła kolejkę wcześniej Stali Mielec (6:0, a mogło być więcej). Zrobiło im się pewnie smutno i to tak bardzo, że w drugiej połowie zaczęli grać tak jak Stal, przez co Wisła wbiła im kolejne dwa gole, a gdyby mieli więcej czasu oraz ochoty, zdobyłaby więcej. Niestety to jest kolejny sezon, gdy beniaminkowie znów nie wnoszą do tej ligi zbyt wiele. Raków Częstochowa i Górnik Zabrze. Tylko te zespoły w ostatnich latach świeżo po awansie znaczyły więcej w tej lidze. Teraz na dodatek liga zostanie powiększona do 18 zespołów. Z jednej strony dotychczasowi ligowcy mogliby się cieszyć. Będzie na kim zdobywać punkty. Z drugiej strony, poziomu rozgrywek to nie podniesie. Nawet jak spojrzymy na obecną 1. Ligę. Co z tego że ŁKS znów rozjeżdża tam wszystkich jak leci? Dwa sezony temu też tak było, a potem łodzianie, w doprawdy żałosnym stylu, spadli z Ekstraklasy. Oczywiście mogę się mylić. Być może faktycznie coś zmieni się na lepsze. Ale jak dotąd jest bardzo mało podstaw, by tak sądzić.

Najlepsza drużyna kolejki:

Wisła Kraków – w tej kolejce mało która drużyna wyróżniła się bardzo ponad inne, więc poszedłem po prostu drogą najwyższego zwycięstwa. Biała Gwiazda w kryzysowym momencie dostała dwa mecze z beniaminkami i wykorzystała je bezbłędnie. Bilans bramkowy 9:0 i pewne sześć punktów w dwóch spotkaniach. Przeciwko Podbeskidziu Wiślacy w pierwszej połowie męczyli się długo, ale jak w pierwszej połowie napoczęli z rzutu karnego, to w drugiej już poszło to po całości. Gol raz, gol dwa, czerwona kartka dla obrońcy Podbeskidzia, a w końcówce ozdoba meczu, czyli gol Jakuba Błaszczykowskiego trzy. Wisła, niebędąca przecież aktualnie zespołem z czołówki, pokazała beniaminkom miejsce w szeregu i różnicę między 1. Ligą, a Ekstraklasą. Krakowianie przed sezonem byli typowani do walki o utrzymanie, ale te mecze pokazały, że do spadku będą znacznie poważniejsi kandydaci.

Najsłabsza drużyna kolejki:

Podbeskidzie Bielsko-Biała – jeżeli drużynę aktualnie stać tylko na jedną poprawną połowę z Wisłą Kraków, to o czym my w ogóle mówimy? Bielszczanie kompletnie posypali się w drugiej części meczu, gdy odezwała się ich, nie da się tego określić inaczej, żałosna obrona. Niestety 21 goli straconych w 8 meczach to jest po prostu kompromitacja. Futbol zna gorsze przypadki, ale tak czy inaczej z taką postawą defensywną, Podbeskidzie nie ma na co liczyć. Nawet bramkarze się tam zbytnio nie popisują. Już chodziły pogłoski o zwolnieniu trenera Krzysztofa Brede, czemu, póki co, zaprzeczył prezes klubu. Jak jednak wiemy, łaska prezesów z reguły na pstrym koniu jeździ. Już byli tacy, co mieli bezpieczną posadę, a niedługo potem ich nie było w drużynie.

Najlepszy piłkarz kolejki:

Karol Niemczycki (Cracovia) – po raz pierwszy wybieram tu bramkarza, ale młody Niemczycki zasłużył jak mało kto. Wahałem się między nim, a Dantem Stipicą z Pogoni Szczecin, gdyż obaj swoimi paradami uratowali zespoły. Jednak o klasie Dantego wiemy, odkąd właściwie trafił do Ekstraklasy i to jest po prostu kolejny raz. Za to golkiper Cracovii, którego Pasy ściągnęły z holenderskiej Bredy, rozkręca się z kolejki na kolejkę. Stawianie młodzieżowca w bramce różnie się kończyło. Legia Warszawa wyszła na tym świetnie, bo za Radosława Majeckiego grube pieniądze (7 mln euro) wyłożyło AS Monaco. Za to w zeszłym sezonie Korona Kielce, czy Wisła Płock, mocno się na tym przejechały. Cracovia póki co, dzięki Niemczyckiemu, podąża szlakiem Legii. Młody bramkarz zaliczył kilka znakomitych interwencji w meczu z Lechem Poznań (1:1). Zasadniczo tylko dzięki niemu Cracovia ten mecz zremisowała. Już we wcześniejszych spotkaniach pokazywał wysoką jakość, ale przeciw Kolejorzowi dał prawdziwy popis, a zdaje się, że on się dopiero rozkręca.

Wyniki meczów 8. kolejki:

Lech Poznań – Cracovia 1:1 (Awwad 86′ – van Amersfoort 30′)

Piast Gliwice – Wisła Płock 2:2 (Alves 48′, Żyro 90+6′ – Rzeźniczak 51′, Uryga 57′)

Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:0

Raków Częstochowa – Stal Mielec 2:1 (Lopez 27′, 66′ – Domański 77′)

Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:0 (Praszelik 48′)

Wisła Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:0 (Silva 35′ (K), Chuca 61′, Błaszczykowski 90′)

Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 1:1 (Guldan 3′ – Paixao 72′ (K))

Warta Poznań – Górnik Zabrze 0:1 (Jimenez 55′(K))


Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram

Bartosz Królikowski

Jestem człowiekiem wspaniałego miasta Szczecin, studiującym we włościach wrocławskich. Dawno temu uzależniłem się od sportu, przede wszystkim od piłki nożnej, sportów walki oraz sportów zimowych. I nie, nie mam zamiaru iść na żaden odwyk. Zdecydowanie wolę zarażać innych swoją pasją, a rola dziennikarza sportowego idealnie się do tego nadaje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *