Arcydzieło Donny Tartt, czyli powieść „Szczygieł” i jej ekranizacja – recenzja

Donna Tartt w powieści „Szczygieł” przede wszystkim skupia się na pokazaniu życia głównego bohatera – Theo – który cudem ratuje się z wybuchu w muzeum, w którym doszło do ataku terrorystycznego. Zabiera stamtąd jedną rzecz – niewielki, ale ulubiony obraz matki, która wówczas zginęła. Taką historię autorka nakreśla już na pierwszych stronach książki, później widzimy Theo w różnych sytuacjach i miejscach – od Nowego Jorku, przez Las Vegas aż do Amsterdamu. Śledzimy jego historię i podróż, która odbywa z jego bezcennym skarbem – obrazem Szczygła, który z czasem zaważy na życiu i śmierci. 

Donna Tartt za „Szczygła” zdobyła wiele nagród – Nagrodę Pulitzera, Andrew Carnegie Medal for Excellence in fiction i Malaparte  Prize, została nominowana również do National Book Critics Circle Award, Women’s Prize for Fiction i ALA  Notable Books, a w 2013 roku została wybraną najlepszą książką przez New Your Times.

Donna Tartt pokazuje czytalnikom, że w swoim życiu musimy dokonać potrzebnych, czasem bolesnych wyborów, poświęcając się. W tym wszystkim najważniejsze jest nasze szczęście i nasze dobro. Theo to szczęście odnalazł w tytułowym obrazie, w sztuce, ale też w najlepszych przyjaciołach. Ich relacja nie była kolorowa, Borys, Pippa czy nawet Hobbie byli pełnymi sprzeczności ludźmi, podobnie jak główny bohater. To był zasadniczy czynnik, który ich do siebie zbliżył. Wszyscy przeżyli w swoim życiu wiele złych rzeczy, ale też potrafili w jakimś stopniu od tego uciec. Bo ucieczka to też rozwiązanie, mimo że piętno decyzji i wydarzeń ciąży na człowieku przez całe życie. 

Ta powieść przede wszystkim zachwyca  pod względem portretów psychologicznych bohaterów, zwłaszcza Theo, który był kreowany przez Tartt od najmłodszych lat. Widać w nim ból, widać wręcz depresję, stres pourazowy wywołany stratą ukochanej matki, musi dokonywać bardzo trudnych, wręcz absurdalnych decyzji, ale z drugiej strony też walczył, starał się walczyć. Tak właśnie wygląda ludzkie życie. Jest pełne porażek, kłopotów, trudności, spraw „życia i śmierci”. Przywiązujemy uwagę do rzeczy materialnych, które bezpośrednio przypominają nam o straconych, ukochanych osobach. Dla głównego bohatera był to obraz, który przypominał mu o zmarłej matce, o przeszłości. W trakcie obserwacji dojrzewania Theo można również zauważyć, że życia składa się z wielu skrajności: jest pełne śmiechu, szczęścia, planowania, życia z dnia na dzień, ale też  uzależnień, patologii, która dotyczy bezpośrednio nas lub osób z naszego otoczenia. Puentą okazuje się to, że życie jest nieprzewidywalne, pełne decyzji, które niekoniecznie muszą być dobre, ale w konsekwencji okazują się najbardziej słuszne. 

Ta książka jest arcydziełem ze względu również na inne rzeczy: język, piękny, spójny, pod koniec wręcz poetycki i mocno refleksyjny. Mimo długości, przez tę książkę się płynie. Mogę posłużyć się również stwierdzeniem, że Tartt to autorka kompletna, mistrzyni języka, kreacji świata przedstawionego, historii, ale również ogromnego researchu, patrząc przykładowo na informacje odnośnie antyków, mebli, drewna oraz sztuki. Jest to kobieta, która mocno przygotowuje się do opowiedzenia swoim czytelnikom historii, która pojawiła się w jej głowie i widać w tym ogrom pracy. Budowa książki też nie jest przypadkowa, każda część opatrzona cytatem pozwala na głębsze zrozumienie sensu poszczególnych fragmentów czy wydarzeń. 

 Wedle mojej opinii, jest to powieść, która przede wszystkim pokazuje człowiekowi, że przez całe swoje życie musi mierzyć się z wyborami, które wcale nie muszą być dobre czy złe. Może być coś pomiędzy, co później przynosi dane skutki, tzw. efekt motyla. Borys, najlepszy przyjaciel głównego bohatera, powiedział bardzo ważną rzecz:

„Dobro nie zawsze wynika z dobrych uczynków, a złe uczynki nie zawsze są skutkiem zła, prawda? Nawet ci najmądrzejsi i najlepsi nie są w stanie przewidzieć skutków wszystkich działań. Przerażająca myśl! […] A co jeśli… to bardziej skomplikowane? Jeśli prawdą jest też coś odwrotnego? No bo… jeśli z dobrych uczynków czasem może wyniknąć coś złego…? Gdzie jest napisane, że tylko zło może być konsekwencją złych uczynków? Może czasami złe oznacza dobre? Można źle skręcić, a i tak trafi się ostatecznie do celu? Albo, jeszcze inaczej, czasem robisz wszystko źle, a to i tak wychodzi na dobre.”

– i w 100% się z tym zgadzam.

Szczygieł to powieść idealna pod każdym względem, kompletna. Jest to arcydzieło, które trafiło na pierwsze miejsce w moim rankingu najlepszych książek życia.

A co w takim razie z filmem?

Obejrzałam go zaraz po przeczytaniu książki i szczerze mówiąc nie oczekiwałam pełnego odzwierciedlenia powieści. Nie oszukujmy się, po pierwsze „Szczygieł” ma ponad 800 stron, a po drugie to jest Tartt, jej języka i sposobu kreowania świata przedstawionego nie da się przenieść idealnie na ekran. Ale! Uważam, że reżyserowi udało się w 100% oddać klimat książki, charaktery bohaterów, nie wszystkich, ale tych głównych oraz te najważniejsze wydarzenia, które miały bezpośredni wpływ na końcówkę. Były one skrócone, co jest dość zrozumiałe, ale w pełni oddawały to, co działo się na kartach powieści. 

Zaczynając oglądać film chciałam po prostu przedłużyć sobie emocje, zachwyt nad tą historią i udało się. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się relacja Theo i Borysa oraz sama końcówka, a też najlepsze było to, że niektóre miejsca, jak Las Vegas, czy Amsterdam wyobrażałam sobie w bardzo podobny sposób. 

Co mogę więcej powiedzieć? Czy polecam? Oczywiście, że tak, chociaż myślę, że osobom, które nie przeczytały książki będzie nieco trudniej się wciągnąć. Mimo to, każda scena była ekscytująca, ciekawa, bo znałam też przyczyny postępowania bohaterów i w większym stopniu ich portrety psychologiczne. Film był dla mnie bardzo dobrym dopełnieniem arcydzieła Tartt, oglądałam go, szczerze mówiąc, z wielkim zaciekawieniem, zastanawiając się, jakie sceny się pojawią. Więc jeśli ktokolwiek zastanawia się nad obejrzeniem, to polecam, i tym, którzy czytali książkę (po prostu nie miejcie zbyt wielu oczekiwań, tylko dobrze się bawcie, tak jak ja to zrobiłam), jak i również tym, co chcą poznać tę historię tylko poprzez film. 

Weronika Szmigiel

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *