“Drop 6” – najnowszy projekt Little Simz 

Brytyjska raperka Little Simz udowadnia, że muzykę można tworzyć zawsze. Nawet, gdy mieszkanie trzeba zamienić w prowizoryczne studio, a sąsiad z góry skarży się na hałas. 

 Simbiatu „Simbi” Ajikawo wypuściła 6 maja  kolejny już mixtape z serii Drop, którą rozpoczęła w 2014 roku tytułem AGE 101: DROP 1. Krótką, choć treściwą EP-kę Simbi nagrała w swoim mieszkaniu. To, z pozoru wygodne rozwiązanie, sprawiło jej jednak wiele trudności, o których napisała w długim poście na swoim Instagramie. 

“I don’t mind being alone. I quite enjoy my company actually.” 

Raperka przyznała, że izolacja nie wpływa dobrze na jej stan psychiczny, mimo że na co dzień lubi przebywać sama. Od rozpoczęcia przymusowej kwarantanny straciła pewność siebie i wiarę w jakość tego, co tworzy. W poście napisała, że brakuje jej motywacji i rutyny. Co więcej, musiała pójść na kompromis z sąsiadem, któremu podczas pracy z „home office” przeszkadzały dudniące basy.

“I got one life and I might just live it” 

W końcu jednak udało się doprowadzić  EP- do ostatecznej formy, a ta zaskakuje minimalizmem. Materiał trwa niepełne 13 minut i zawiera 5 utworów, z jednym tylko występem gościnnym (Alewya w where’s my lighter). Tracki wyprodukowali Kal Banx i OTG, z którymi Little Simz ma stałą współpracę. 

Nie jest to jednak materiał, który przypomina poprzednie prace 26-latki. Po nominowanej do Mercury’s Prize zeszłorocznej płycie GREY Area można by się spodziewać, że raperka utrzyma ten ekspresyjny i różnorodny styl, a jednak na Drop 6 otrzymujemy coś zupełnie innego. 

“How many naps can I take?” 

Elementem, który może połączyć oba te wydawnictwa stanowcze, jasne i precyzyjne rymy. Na szczęście rap w wykonaniu Simbi pozostaje konsekwentny i szczery. Na EP usłyszymy niejako kronikę z dni w izolacji- indywidualne przeżycia, które stały się  wspólne nam wszystkich.  

Little Simz spontanicznie i z lekkością znaną już z GREY Area obserwuje rzeczywistość, np. w utworze u should call mum buduje więź ze słuchaczem, pokazując, że niektóre zachowania są teraz doświadczeniem nas wszystkich: “sleepless nights night by night”. We’re all on the same boat. Keep your head up, stay afloat” dodaje, dając do zrozumienia, że tak, jak wszyscy, próbuje się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

“Feel the bass…” 

Z kolei warstwa muzyczna jest wyjątkowo minimalistyczna. Podkłady wypadają dość płasko. Najciekawszy pod tym względem jest pierwszy utwór: might bang, might not. W kolejnych pozycjach rytm wyznacza przede wszystkim gitara. Dlatego kompozycje są proste i odrobinę szablonowe. Taki sposób podejścia do rapu wyraża oczywiście spontaniczność tej EP-ki, ale jeśli porównamy ją do perfekcyjnej pod względem produkcji GREY Area zostawia po sobie niedosyt. 

Nie jest to więc wydawnictwo, które wykorzystuje resztki po poprzednim albumie, ale też nie zapowiada nic nowego. Myślę, że trzeba je traktować trochę jak przerywnik i sposób na oderwanie się od izolacji. Zarówno dla nas słuchaczy, jak i samej artystki. 

Obecna sytuacja nie jest łatwa dla nikogo, ale dzięki nowym projektom i inicjatywom artyści jak Little Simz udowadniają, że wszystkich nas łączą te same odczucia i stany. Te, utrwalone w muzyce kulturalnej kapsule, pozostaną znakiem czasu.


Autor: Aleksandra Simla
Zdjęcie: Instagram

Aleksandra Simla

Między przesłuchiwaniem staroci (dziennikarstwo muzyczne) a czytaniem Calvino (italianistyka) znajduję czas na pisanie. Zimą dopracowuję przepisy na wege zupy, latem podróżuję, jeśli tylko mogę. I uważam, że spacery są bardzo underrated.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *