Gdzie Diabeł nie może, tam babę pośle! „Panie Czarowne” – recenzja książki

Wiedźma? Dla ciebie Pani Czarowna! Trochę szacunku, chyba, że mam cię nauczyć go w inny sposób? Co my tu mamy? Chlamydia, świerzb, zespół jelita wrażliwego… Nie, mam lepszy pomysł! Może Kainowe Znamię? Będziesz pariasem wśród ludzi, nikt nie wyciągnie do ciebie pomocnej dłoni, a jedyna miłość, jakiej zaznasz, będzie za pieniądze… Tak rozmowę mogłaby zacząć jedna z bohaterek najnowszej powieści Jakuba Ćwieka – autora znanego cyklu Kłamca. Zaparzcie ziółka i przygotujcie się na wieczór pełen magii! 

Panie Czarowne to nie dyletanckie nastolatki. To kobiety wiekowe, z klasą i doświadczeniem. Od pierwszych stron odczarowują zakorzeniony w społeczeństwie zachodnim model starości. Przydają mu odrobiny wigoru i oddają należny szacunek. 

Ich sabatu nie trzeba szukać daleko. Panie Czarowne rezydują w pobliżu, w Mieście Kozła, które nazywa się… Na psa urok! Zabijcie mnie, ale naprawdę nie pamiętam. Na tym właśnie polega czar ochronny. Nazwa miasteczka figuruje na mapach, jednak nawet, gdy się ją pozna, natychmiast ulatuje z głowy. W końcu trzeba jakoś bronić się przed Łowcami. Jednak spokój nie trwa zbyt długo. Na trop Miasta Kozła trafia Zakon św. Huberta – współczesna organizacja inkwizycyjna – a Koło Strzeleckie szykuje się do polowania na ziemiach przeklętych. Czy Panie Czarowne ocalą życie i utrzymają resztę świata w nieświadomości swojego istnienia?

W książce śledzimy losy głuchołazkiego sabatu. Jego członkinie dzieli wszystko, mają jednak wspólne cele – podtrzymywanie tradycji, ochrona miasteczka i wymierzanie sprawiedliwości. Chylę czoła przed panem Ćwiekiem za stworzenie tak barwnych, różnorodnych i przekonujących własną indywidualnością bohaterek. Pisarz uchwycił specyfikę legendarnej Trójni – Matki, Dziewicy i Staruchy – i przeniósł ją do współczesnego świata. Zaskakujący jest również fakt, jak realistycznie w kobiece osobowości wcielił się mężczyzna. W Paniach Czarownych Ćwiek po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem-kameleonem, odnajdującym się na wielu płaszczyznach. 

Akcja toczy się w małym, przygranicznym miasteczku. Dzięki trafnemu wyborowi miejsca, historia wydaje się żywa i w pewien sposób wiarygodna. Wrażenie autentyczności pogłębia precyzyjna topografia okolicy. Pisząc Panie Czarowne, Jakub Ćwiek inspirował się lokalnym kolorytem. Sięgnął po historię Głuchołazów – miasta z czarnym kozłem w herbie, w którym swego czasu wiele się działo. W XVII wieku w tej niepozornej miejscowości odbywały się polowania na czarownice. Ofiary nagonki nie spłonęły na stosach, lecz zostały powieszone. Proceder cieszący się złą sławą wystarczył, aby Głuchołazy ochrzcić polskim Salem. Tę mroczną kartę historii Ćwiek żywcem przeniósł do powieści, ale przecież to wszystko lokalne bajeczki… prawda? 

Panie Czarowne można pochłonąć na jednym posiedzeniu. To kawałek zwartej, dobrze napisanej prozy, chociaż w środku akcja znacząco zwalnia. Pojawiają się wątki poboczne, które niedostatecznie wyczerpane, niewiele wnoszą do całości. Podczas przyjęcia urodzinowego, osiemnastoletnia Jagna otrzymuje okrutny prezent. Odurzona magicznym specyfikiem, traci kontrolę nad własnymi rządzami, czego nie omieszkują wykorzystać niektórzy goście. W zarzuty gwałtu nikt dziewczynie nie wierzy. Jakże by mógł, skoro wobec oprawców zachowywała się tak chętnie i ulegle? O pomoc zwraca się do Pań Czarownych, które znanymi sobie sposobami pomagają jej wymierzyć sprawiedliwość. Za pomocą tego wątku, Jakub Ćwiek nawiązał do akcji #MeeToo i zwrócił uwagę na istotny problem, jakim jest niewiara ofiarom gwałtów. Niestety wydźwięk całości nie oddał powagi sytuacji. Wręcz przeciwnie, zajście potraktowano po macoszemu, przeistaczając je w zwyczajny wypełniacz fabuły. 

Choć wieczór z Czarownymi należał do przyjemnych, mam nadzieję, że powieść nie zwiastuje początku serii. Jakub Ćwiek zakończył akcję w sposób zręczny i wyważony, pozostawiając czytelnikowi pole dla wyobraźni. Jeśli na początku listopada wciąż czujecie halloweenowy nastrój, nie mogę polecić wam lepszej, aktualnej pozycji! 

Dłuższa forma powyższej recenzji ukaże się także w formie podcastu.


Autorka: Kaja Folga 

 Zdjęcie: PxFuel.com

 

 

Kaja Folga

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Czarownica od strony matki. Tropicielka magii na co dzień i grzesznych przyjemności popkultury. Wielbicielka literatury pięknej, szczególnie japońskiej i rosyjskiej. Dla "Nowego" pisze o smaczkach z rzeczywistości, z dystansem, przymrużeniem oka i kotem na kolanach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi