Nawiedzony dwór w Bly – jesienna klasyka gatunku

Netflix, jak co roku, częstuje swoich widzów mrocznymi propozycjami na jesień. Tym razem postawił na kolejny serial Mike’a Flanagana, idealnie wpasowujący się w okres Halloween. Nowa produkcja reżysera to siostrzana seria „Nawiedzonego domu na wzgórzu”, który w 2018 roku cieszył się ogromnym sukcesem.

„Nawiedzony dwór w BLY” opiera się na dobrze już wszystkim znanej koncepcji – bohater z ciężkim bagażem doświadczeń przeprowadza się do nowego miasta, zamieszkuje w starodawnej posiadłości i z czasem odkrywa, że jest ona nawiedzona przez duchy poprzednich mieszkańców. Schemat ten jest powtarzany w kulturze od lat, a jednak wciąż nie mamy go dość. Nowy serial Mike’a Flanagana to właśnie jedna z tych historii. Scenariusz powstał na podstawie opowiadania „W kleszczach lęku” autorstwa dziewiętnastowiecznego pisarza Henry’ego Jamesa, jednak do głównej historii zostały wplecione wątki z innych powieści tego artysty, w wyniku czego otrzymujemy dziewięć soczystych odcinków.

Jest rok 1987. Młoda Amerykanka Dani Clayton (w tej roli Victoria Pedretti) zostaje zatrudniona jako całodobowa guwernantka dla dwójki osieroconych dzieci. Jej nowe miejsce pracy to stary, gotycki dwór w małej wsi pod Londynem. Posiadłością zajmuje się troskliwa gospodyni, kucharz i ogrodniczka, którzy wciąż wspominają niedawną tragedię. Nowa opiekunka szybko przywiązuje się do dzieci jednak wkrótce odkrywa, że dom jest mocno naznaczony obecnością zmarłych.

Mike Flanagan zdecydował się na tę samą obsadę, co w „Nawiedzonym domu na  wzgórzu”. Na ekranie ponownie wystąpił Henry Thomas, Oliver Jackson-Cohen, Carla Gugino czy Kate Siegel.  Główną rolę zagrała Victoria Pedretti, która zbudowała swoją postać w taki sposób, że widz pała do niej sympatią od pierwszych minut serialu. Swoją obecność także mocno zaznaczyli fenomenalna T’Nia Miller i Rahul Kohli. Największe brawa należą się jednak dziecięcemu duetowi, który był prawdziwym wyzwaniem dla tak młodych aktorów. Amelie Bea Smith jako Flora Wingrave i Benjamin Evan Ainsworth grający jej brata Milesa zdecydowanie poradzili sobie z tym zadaniem i zapowiadają się na naprawdę obiecujących artystów.

W pierwszym serialu Mike’a Flnagana rzeczywiście mogliśmy liczyć na dawkę mocniejszych emocji. Strach gościł w niemal każdym odcinku, widza zaskakiwały liczne „jump scare’y” i serial rzeczywiście zasługiwał na dumne miano horroru. „Nawiedzony dwór w Bly” znajduje się pod hasłem „horror” jedynie z obowiązku. W rzeczywistości jest to bardziej psychologiczna powieść, zakrapiana strachem. Ten serial skupia się przede wszystkim na zagłębieniu w ludzkie uczucia. Cała fabuła opiera się na kilku romantycznych historiach i wokół nich jest budowana reszta. Oczywiście towarzyszą temu elementy grozy, jednak nie tak przerażające jak w pierwszej odsłonie. Natłok gotyckiej romantyczności osłabia ten strach.

Wielu zawiłym serialom zarzuca się, że prowadzą historie niekonsekwentnie i gubią się we własnych wątkach. W tym wypadku widać, jak bardzo twórcy starali się, aby do tego nie dopuścić, jednak nie można powiedzieć, że w pełni im się to udało. W pewnym momencie epizody robią się zbyt zawiłe, a dokładanie kolejnych rozwiązań może przytłoczyć widza. Pierwsze dwa odcinki znacznie różnią się od pozostałych i myślę, że utrzymanie całego serialu w początkowej konwencji byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem.

Jeżeli spodziewaliście się mocnego horroru lub należycie do grupy widzów wymagających, ta produkcja może Was rozczarować. Mimo wszystko „Nawiedzony dwór w Bly” ma swój mroczny klimat i uważam ten serial za bardo przyjemną odskocznię na ponure, jesienne wieczory.


Autor: Julia Siepsiak

Zdjęcie: Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *