Przez prerię, ku sobie. ,,Ile z gór tych złota” – recenzja książki 

Dziki Zachód kojarzymy z kowbojami, gorączką złota i awanturniczymi przygodami na prerii. Obrazek z westernów roztacza wizję ekscytującą, jednak z gruntu wybrakowaną. Przywołując historię, łatwo wpaść w samozachwyt, skupić się na wszystkim, co prowadziło do rozwoju i postępu…  i nie wspominać o bolesnych doświadczeniach. Przed nimi nie ucieka C Pam Zhang w debiucie literackim Ile z gór tych złota.  

Lucy i Sam są potomkami chińskich imigrantów. Urodzili się w Ameryce Północnej. Rodzinnego kraju nie znają nawet z opowieści rodziców, którzy postawili na asymilację. Rodzeństwo, pomimo starań, postrzegane jest jako zbyt odmienne, aby wtopić się w lokalną społeczność. 

Po śmierci ojca – wytrwałego poszukiwacza złota – zdani są tylko na siebie. Postanawiają spakować jego prochy, ukraść osła i ruszyć w nieznane – w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca pochówku, a potem do życia. W drodze Lucy i Sam zmierzą się nie tylko z ksenofobią, zagubieniem i samotnością, ale także z tęsknotą za domem, którego nigdy nie potrafili zdefiniować.  

Inna perspektywa 

Powieść C Pam Zhang zdobyła nominację do Nagrody Bookera 2020. O pisarce zrobiło się wystarczająco głośno, aby po jej prozę sięgnął Barack ObamaIle z gór tych złota zajęła jedno z czołowych miejsc na liście zeszłorocznych lektur byłego prezydenta. Książka – choć osadzona w początkach państwowości USA – napisana jest z zupełnie innego punktu widzenia. Tu na świat patrzymy oczami drugiego pokolenia imigrantów chińskiego pochodzenia.  

Chińscy imigranci na Dzikim Zachodzie? To może brzmieć jak licencia poetica, jednak tylko z pozoru. Wielu tułaczy zza Oceanu miało wkład w budowę kolei oraz brało udział w gorączce złota. W zamian obiecano im dostatek i lepszy start dla potomków. Po obiecujących perspektywach zostały tylko słowa. To karta w historii, o której się nie mówi. Na szczęście coraz częściej przypominamy sobie, że Amerykanie nie byli na kontynencie pierwsi. Za rozwojem i postępem stała cała machina kolonizacyjna. Należało przede wszystkim stłamsić rdzenną ludność i odebrać im własność.  

Sama autorka, pomimo chińskich korzeni, urodziła się i wychowała w Stanach Zjednoczonych. Czy w związku z pochodzeniem doznawała dyskryminacji? Czy kiedykolwiek w kraju urodzenia czuła się obco? 

Podróż intelektualna 

Ile z gór tych złota to więcej niż powieść drogi. Książka skłania do refleksji na tematy ogólnoludzkie. Czytając, myślimy m. in. o kwestiach tożsamości. Jak daleko sięga ludzka ksenofobia? Czy można zdefiniować siebie w oderwaniu od korzeni? Zacząć od nowa, pozbawionym brzemienia przeszłości, która nawet do nas nie należy? Lucy i Sam nie czują się Chińczykami, chociaż ich matka pochodziła zza oceanu. Dążą do asymilacji, a jednak w pewnych kręgach zawsze będą brudnymi intruzami lub co najwyżej egzotycznymi ciekawostkami.  

Co czyni dom domem? To kolejne pytanie przewijające się przez całą powieść. Lucy i Sam szukają odpowiedzi – razem i osobno, każdy na własny sposób. Obierają różne strategie, ostatecznie nie wiedząc, gdzie ich doprowadzą i czy spotkają się w połowie drogi.  

Historię tułaczki uzupełnia pozagrobowa opowieść ojca. Mężczyzna ujawnia rodzinne tajemnice i wyjawia dzieciom prawdziwe powody imigracji. Dzięki kolejnemu punktowi widzenia, powieść zyskuje na głębi, a czytelnik rozumie więcej. Rodzinna przeszłość wpływa na Lucy i Sam, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. 

Przepis na sukces 

Nominacje do prestiżowych nagród wiele mówią o odbiorze książki, jednak nie przesądzają o jej jakości. Ile z gór tych złota została napisana w dobrym miejscu, o dobrym czasie. W literaturze coraz częściej poszukujemy różnorodności. Rozglądamy się za innymi perspektywami, nadstawiamy uszu na historie niewypowiedziane i – poprzez lekturę – sukcesywnie nabieramy pokory.  

C Pam Zhang wybrała osobisty wątek etniczny i połączyła go z okresem w historii znanym głównie ze spaghetti westernów z Clintem Eastwoodem w roli głównej. Stworzyła dwoje kontrastowych bohaterów, generujących między sobą ciekawą dynamikę. I chociaż w wielu miejscach akcja może wydawać się zbyt statyczna, przestoje rekompensują rodzinne historie. 

W Polsce jesteśmy w stanie docenić tę niezwykłą książkę dzięki tłumaczeniu Agi ZanoZwierzę Lisy Taddeo, Apeirogon Columa McCanna, Dziewczyna, kobieta, inna Bernardine Evangelisto – żadna pozycja z tej trójki nie przeszła bez echa, a za wszystkimi stoi ta sama osoba.   

Czytelnicze zaległości można nadrobić podczas przerwy świątecznej. Jak wiadomo, literatura piękna najlepiej smakuje przed kominkiem, z kocem na kolanach i ciepłą herbatą w dłoni. O Ile z gór tych złota możecie poprosić św. Mikołaja lub nabyć swój egzemplarz podczas 29. Wrocławskich Targów Dobrych Książek. Spotkanie z wielką literaturą już od 2 grudnia w Hali Stulecia 


Autorka: Kaja Folga  

Zdjęcie: YouTube/BooksAreMagic

Kaja Folga

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Czarownica od strony matki. Tropicielka magii na co dzień i grzesznych przyjemności popkultury. Wielbicielka literatury pięknej, szczególnie japońskiej i rosyjskiej. Dla "Nowego" pisze o smaczkach z rzeczywistości, z dystansem, przymrużeniem oka i kotem na kolanach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi