Szczęśliwa trzynastka — recenzja premiery 13. sezonu RuPaul’s Drag Race

Dwanaście głównych, pięć dodatkowych, trzy poboczne i siedem zagranicznych sezonów później, wciąż cieszymy się widokiem drag queens śpiewających z playbacku. Czy trzynasty sezon RuPaul’s Drag Race może jeszcze czymkolwiek zaskoczyć? 

Hello, hello, hello!

Drag Race po raz pierwszy ukazało się światu w 2009 roku. Od tego czasu stało się światowym fenomenem, przybliżając i popularyzując przy tym zjawisko drag. Odcinki rozpoczynają się mniejszym zadaniem, choć ostatnio konsekwentnie się z niego rezygnuje. Następnie RuPaul ogłasza temat głównego zadania, a osoby uczestniczące podejmują działania. Na głównej scenie prezentuje się efekty pracy, a jurorzy oceniają najlepsze i najgorsze queens (tops and bottoms of the week). Dwie najgorsze (the bottom two queens) stają do pojedynku na playback na śmierć i życie (lip sync for your life)Jedna z nich wraca do domu (sashays away), a pozostałe cieszą się kolejną okazją do udowodnienia, że nagroda główna, czyli 100 000 $, należy się właśnie im.

Twists…

Tak wyglądałaby premiera trzynastego sezonu, gdyby producenci postanowili iść zgodnie z planem. Pierwszy odcinek 13. sezonu opiera się jednak na sześciu (!) lip syncach poprzedzonych rozmowami z sędziami. Można sobie pomyśleć, że to świetne urozmaicenie. Zamiast opowieści o tym, jakie to queens nie są spektakularne, udowadniają to w swoim występie. Nie można też przyczepić się do jakości tychże pojedynków, bo każdy wyróżniał się czymś innym. Moje serce skradły starcia LaLa RiDenali oraz Rosé z Olivią Lux. Tysiąc edycji później doczekaliśmy się również pojedynku do Lady Marmalade.

…and turns

A teraz wyobraźmy sobie, że jesteśmy jedną z osób uczestniczących. Aplikujemy do Drag Race na początku 2020. W czasie lockdownu dostajemy telefon, że się dostałyśmy. Mamy chwilę na to, żeby się przygotować. Lecimy do Los Angeles, gdzie izolują nas od ludzi i od internetu. W ciągu pierwszych 10 minut w programie wychodzimy na scenę, gdzie musimy wystąpić przed całym światem. Bez żadnego uprzedzenia. W sierpniu, kiedy nagrywany był sezon, nie występujemy już od paru miesięcy. 

Jeżeli przegrywamy któryś z sześciu pojedynków, trafiamy do „ładowni kotletów schabowych”, co stanowi śmieszne nawiązanie do Victorii Porkchop (kotlet schabowy) Parker, która odpadła z programu w pierwszym odcinku pierwszego sezonu. Siedzimy tam nawet kilka godzin, usłyszawszy wcześniej, że wracamy do domu po kwadransie uczestnictwa. Nikt z ekipy nie mówi nam, co mamy robić. Jesteśmy zdenerwowane, zdezorientowane i zmęczone. Po jakimś czasie dostajemy komunikat, że wrócimy do programu, jeżeli wyeliminujemy jedną z nas. A znamy się kilka chwil. 

Takiego zachowania nie spodziewałbym się ani po RuPaulu, ani po szeregu osób, które Drag Race współtworzą. Czy jest to ekscytujące? W pierwszej chwili, bez większego namysłu, pewnie tak. Osoby uczestniczące to jednak ludzie, którzy poświęcili naprawdę dużo, by dostać się do programu. Zasługują na coś lepszego od siedzenia na barowych krzesłach bez jakiegokolwiek wytłumaczenia. 

Denali nie była zachwycona kolejnym zwrotem akcji

Everybody say love!

Zostawmy to, co przykre, w 2020! Pozytywnym zaskoczeniem jest dodanie do obsady Gottmik — pierwszego w historii programu mężczyzny po uzgodnieniu płci. Wymusiło to na prowadzącym/cej RuPaulu, by swoje stare porzekadło również zmienił/a na bardziej inkluzywne. Słyszymy więc „racers” zamiast „gentlemen” i „drag queen” w miejscu „woman”. Zajęło to dwanaście lat, ale kto by się przejmował (spoiler: fan[k]i). Pracownia, czyli werkroom, doczekała się nowej odsłony i prezentuje się naprawdę imponująco. Wygląda na to, że zrezygnowano z dodatkowej sali do Untucked na rzecz kanap w nowej pracowni.

Dobrze też słyszeć, że zanim przystąpiono do produkcji, każda z osób na planie programu została poddana testowi na obecność koronawirusa. Trzynasty sezon jest bowiem pierwszym, który został w całości wyprodukowany podczas pandemii. Na pochwałę zasługuje także pastelowa kolorystyka materiałów promocyjnych wypuszczonych na początku grudnia. Skład panelu sędziowskiego oprócz RuPaula niezmiennie stanowią: Michelle Visage (z piękną charakteryzacją), Ross Mathews (wciąż „przezabawny”) i Carson Kressley (z lepszymi „żartami” od poprzednika). Może przynajmniej w tym sezonie będą odrobinę łaskawsi. Oczekiwania po kanadyjskim spin-offie i tak mamy niskie.

Odcinki emitowane są w soboty o 2:30 polskiego czasu. Można je oglądać na platformie WOW Presents Plus. Miesięczna subskrypcja kosztuje 17,99 zł.

Komu teraz kibicuję? LaLa RiRosé, Utica Queen. 

Komu życzę szybszego powrotu do domu? Kandy MuseKahmora Hall, Elliott with 2 Ts.


O Drag Race z przyjemnością napisał: Norbert Madura

Zdjęcia: Facebook (RuPaul’s Drag Race)/ Instagram (@rupaulsdragrace)/WOW Presents Plus

Norbert Madura

Stale upewniam się, czy moje żarty są śmieszne. I nie są. W rzadkich momentach piszę z sensem o rzeczach mi bliskich.

One thought on “Szczęśliwa trzynastka — recenzja premiery 13. sezonu RuPaul’s Drag Race

  • 8 stycznia, 2021 o 4:46 pm
    Permalink

    Super napisane! Czyta się z przyjemnością i aż nie mogę się doczekać kolejnych recenzji!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *